Radny Marek Ciesielczyk również podchodzi sceptycznie do planów budowy nowego dworca autobusowego, zwracając uwagę, że miasta nie stać na taki wydatek, a pieniądze unijne niekoniecznie muszą zasilić tę inwestycję.
– Każdy tego typu wydatek jest sporym obciążeniem dla miejskiego budżetu i rozsądniej byłoby dworca nie budować. Ale Ciepiela robi różne dziwne rzeczy, wydaje pieniądze na niepotrzebne inwestycje, więc dla niego będzie to tylko jeden wydatek więcej. Wtedy zaoszczędzi na sporcie, kulturze, albo zlikwiduje jakieś klasy w liceach. Wcześniej będzie mówił o dofinansowaniu zewnętrznym, którego wcale nie musi dostać – analizuje Marek Ciesielczyk. – Miasto popełniło dziesięć lat temu spory błąd nie kupując od Zdzisława Janika, ówczesnego prezesa PKS-u, dworca autobusowego. Wszyscy dobrze wiedzieli, że po upływie pięciu lat od momentu zakupu dworca przez prywatnego nabywcę, prędzej czy później zniknie on z przestrzeni Tarnowa. Należało się z tym liczyć i myśleć o rozwiązaniu problemu, a nie czekać do ostatniej chwili i zastanawiać się teraz gorączkowo, co dalej robić.
Rozwiązanie problemu komunikacyjnego Tarnowa, jakim jest brak dworca autobusowego, prawdopodobnie przez długi czas będzie rozgrzewać debatę publiczną. Niewykluczone, że pojawią się też różnego rodzaju alternatywne propozycje. Droga do finału z pewnością nie będzie krótka. Do tego czasu Tarnów pozostanie miastem nieposiadającym takiego obiektu.





















