Wydawca tygodnika Temi za pośrednictwem swego pełnomocnika zaskarżył wyroki sądów w Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Wyroki te dotyczyły głośnej sprawy księdza z okolic Dębicy, która została opisana na łamach naszego tygodnika w 2013 roku. Opublikowany wówczas materiał wywołał wśród czytelników duży rozgłos i wiele komentarzy.
Ksiądz w swojej sprawie udał się z pozwem cywilnym do sądu, który wydał wyrok niekorzystny dla wydawcy, ale o tym, kto w tym sporze ma rację, może zadecydować ostatecznie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
Reprezentujący wydawcę tygodnika Temi w strasburskim trybunale mec. Bogusław Filar w oparciu o treść orzeczeń wysnuwa wniosek, że polskie sądy dopuściły się ingerencji w prawo wolności do wyrażania opinii w rozumieniu art. 10, ust. 1, Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, której zapisy obowiązują w Europie od 1950 roku. Ingerencja ta, zdaniem pełnomocnika, polegała na sądowym nakazie opublikowania przeprosin na łamach tygodnika, który w obliczu prawomocnego wyroku do tego nakazu się zastosował.
Krótka rozmowa
Przypomnijmy, że 2 stycznia 2013 roku w naszym tygodniku ukazał się reportaż pt. „Mój tata ksiądz” relacjonujący historię zamężnej kobiety, której niedawno narodzony syn mógł być owocem związku z lokalnym wikariuszem. Duchowny wypierał się ojcostwa, ale z jednego dokumentu wynikało, że kobieta przyznała się do związku z mężczyzną, który uczył religii w miejscowej szkole i że razem oczekiwali narodzin swojego dziecka. Artykuł zawierał też sugestię, że w związku z tą sprawą młody ksiądz został przeniesiony do innej parafii – pod Dębicę.
W tekście nie podano nazwisk głównych bohaterów artykułu, dziennikarka oparła się na licznych dokumentach, w tym na fragmentach pism procesowych, relacjach niektórych osób, skontaktowała się także z przełożonymi księdza i z nim samym. Rozmowa z wikariuszem odbyła się przez telefon; w czasie niej duchowny przyznał tylko, że znał parafiankę, o której mowa, natomiast na pytanie dziennikarki, dlaczego kobieta w rozmowie z psychologiem podała go jako ojca dziecka i czy poddałby się badaniom DNA – nagle się rozłączył.
To była prawda, ale…
Po ukazaniu się reportażu ksiądz wniósł do Sądu Okręgowego w Tarnowie pozew cywilny o ochronę jego praw osobistych. Pozew był skierowany przeciwko dziennikarce, redaktorowi naczelnemu i wydawcy Temi. Pełnomocnik powoda zażądał opublikowania na łamach tygodnika przeprosin oraz zapłaty w wysokości 1 tys. zł na rzecz PCK.
Sąd uznał, iż na podstawie danych zawartych w reportażu możliwe było zidentyfikowanie księdza powoda, ale przyznał też, że nie ma dowodów na to, że zgromadzone przez dziennikarkę informacje w jego sprawie były niezgodne z prawdą. W świetle zebranego materiału miała ona podstawy, by przypuszczać, że duchowny jest ojcem dziecka. Sąd nie uznał za wiarygodne przedstawionych przez księdza wyników testu DNA, które miały wykluczać jego ojcostwo, ponieważ zakwestionowana została metoda pozyskania materiału biologicznego.
Bez względu na wszystkie okoliczności sędzia orzekł, że „powód jest osobą publiczną, której prywatna sfera życia powinna być oddzielona od publicznej sfery życia i powinna być chroniona. To, że K. był księdzem, nie oznaczało, że informacje z jego życia prywatnego mogą być podawane do wiadomości publicznej”.
Zdaniem tarnowskiego sądu artykuł był naruszeniem osobistych praw księdza i nakazał on pozwanej redakcji zamieszczenie przeprosin na łamach tygodnika, w pozostałym zakresie powództwo oddalił.
Wątpliwa prywatność
Sąd Apelacyjny w Krakowie, do którego odwołał się od wymienionego orzeczenia wydawca tygodnika, zgodził się z ustaleniami sądu pierwszej instancji i podtrzymał wyrok. W tej sytuacji wydawca Temi za pośrednictwem swego pełnomocnika wniósł skargę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Mec. Bogusław Filar, pełnomocnik wydawcy, argumentuje, że „nie budzi wątpliwości, że ochrona prywatności jest najsilniejsza wobec osób prywatnych, które w żaden sposób nie uczestniczą w życiu publicznym, jednak nawet wtedy występuje osłabienie tej ochrony, gdy osoba prywatna wstąpi w sferę o charakterze publicznym”. (…)
W tym i podobnych przypadkach mogą zaistnieć poważne okoliczności związane z ochroną prywatności. Prawo do niej – przynajmniej w dużym stopniu – mogą mieć np. osoby powszechnie znane, w pewnym sensie nawet publiczne, ale które nie pełnią żadnej funkcji i nie uczestniczą w działalności publicznej w sposób świadomy. „Konieczne jest podkreślenie, że idzie tu o osoby, które świadomie nie wkraczają w sferę debaty publicznej; a zatem świadome wkroczenie w sferę debaty publicznej redukuje (!) ich prawo do prywatności”.
Zdaniem pełnomocnika ksiądz katolicki jest osobą publiczną, „w takim zakresie, w jakim występuje publicznie” (np. głosząc kazania i homile, głosząc Pismo Święte), ale jednocześnie, jeśli swoim zachowaniem, życiem prywatnym w oczywisty sposób przeczy wartościom, które głosi, zasadom wyznawanej przez siebie religii, to w interesie publicznym jest informowanie o tym społeczeństwa.
Czy dojdzie do ugody?
W związku ze sprawą tocząca się w Trybunale Praw Człowieka pełnomocnik rządu polskiego zaoferował wypłatę na rzecz wydawcy Temi kwoty 2 tys. euro „w celu zabezpieczenia polubownego rozstrzygnięcia wyżej wymienionej sprawy”. W tym przypadku chodzi też o „pokrycie wszelkich szkód i krzywd, jak i kosztów, wraz z podatkami, którymi może zostać obciążony skarżący”.
W imieniu wydawcy jej pełnomocnik odpowiedział, że „(…) ugoda jest możliwa pod warunkiem przyznania, że wyroki Sądu Okręgowego w Tarnowie z dnia 5 lipca 2013 roku (…) i Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 3 grudnia 2013 r. (…) naruszały art. 10, ust. 1 Konwencji [o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności]”.
Na razie nie wiadomo, kiedy i jakie decyzje zapadną w tej sprawie. W przeszłości wydawca Temi wygrał już sprawę w Trybunale w Strasburgu; wówczas chodziło o serię artykułów dotyczących radnego Marka Ciesielczyka, który poczuł się zniesławiony i wystąpił do sądu z pozwem. Trybunał orzekł, że wyroki, które zapadły w tej sprawie w Polsce, niekorzystne dla wydawcy tygodnika, naruszyły prawo do swobody wyrażania opinii.
























