
Własnością tarnowskiego samorządu jest obecnie 10 707 działek (w tym zabudowanych) o łącznej powierzchni 1 590 hektarów, z czego szesnaście hektarów znajduje się w wieczystym użytkowaniu.
– W rejestrze mamy różnej wielkości działki, wśród nich dwadzieścia jeden kawałków gruntu o powierzchni zaledwie jednego metra kwadratowego i 4 400 działek o wielkości do 200 m kw. To rozproszony majątek i trzeba nim w sposób przemyślany gospodarować – zaznacza Marek Idzkiewicz, dyrektor Wydziału Geodezji i Nieruchomości tarnowskiego magistratu. Ubolewa przy tym, że w pierwszych latach po skomunalizowaniu majątku Skarbu Państwa na terenie miasta doszło do drenażu zasobów. – Powybierane zostały same „skwarki” i dziś miastu pozostało tak naprawdę niewiele atrakcyjnych działek.
Majątek, jaki dziś stanowią nieruchomości, oceniany jest na kilkaset milionów złotych, ale dokładnej ich ceny urząd miasta nie jest w stanie podać. – Nie mamy określonej wartości całego zasobu komunalnego, gdyż operat szacunkowy ważny jest jeden rok. Jeżeli rzeczoznawca się zgodzi, może zaktualizować wartość jeszcze na rok, dlatego wyceny nieruchomości dokonujemy na bieżąco, w miarę potrzeb – tłumaczą w magistrackim wydziale.
A takie potrzeby ujawniają się każdego roku. Władze miasta pozbywają się lub dokonują zamiany działek, tłumacząc to np. tworzeniem nowego ładu przestrzennego czy komunikacyjnego. ‑Nieruchomości są zbywane, jeżeli są zbędne dla realizacji zadań miasta – podkreślają w magistracie. Rzadziej miasto powiększa swój majątek o grunty należące wcześniej do przedsiębiorstw, np. Zakładów Mechanicznych. Takie zakupy tłumaczone są szczególnym interesem społecznym, np. wzmocnieniem oferty Tarnowskiego Klastera Przemysłowego.
Obrót miejskimi działkami jest w Tarnowie nieco utrudniony ze względu na potencjalnych sukcesorów, głównie pochodzenia żydowskiego. – W 1998 roku został ostatecznie skomunalizowany majątek Skarbu Państwa na terenie miasta, ale nie uwalnia nas to od respektowania praw spadkobierców. W związku z tym przed podjęciem decyzji o sprzedaży budujemy drzewo genealogiczne dla każdej zbywanej nieruchomości – wyjaśnia dyr. Idzkiewicz. – Krok po kroku szukamy ewentualnych spadkobierców, by nie popełnić błędu, i stąd często przedłużające się transakcje irytujące kupców. Nie możemy jednak postępować inaczej; musimy mieć pewność co do statusu prawnego nieruchomości.
Dynamika obrotu nieruchomościami jest bardzo różna.
W 2014 ze sprzedaży nieruchomości wpłynęło do budżetu miasta ok. 2,3 mln złotych, w ubiegłym roku niewiele ponad 1 mln zł. Tegoroczne plany są daleko ambitniejsze, szykuje się sprzedaż wielu komunalnych nieruchomości, a magistrat planuje zarobić na sprzedaży nieruchomości rekordową sumę ponad jedenastu milionów złotych.
Do tego trzeba jeszcze dodać sprzedaż mieszkań komunalnych dotychczasowym najemcom. – W każdym roku zbywamy najemcom ok. 150 lokali oraz w trybie przetargu ustnego nieograniczonego ostatnie mieszkania stanowiące własność miasta w blokach wspólnoty lub otrzymane w spadku. W 2015 sprzedaliśmy tak jedno mieszkanie – informują w magistracie, Choć urzędnicy zapewniają o celowości tych transakcji, wywołują one niekiedy poważne wątpliwości i domagają się uzasadnienia. Jedna z nich, dokonana na mocy zarządzenia prezydenta z 2013 roku, dotyczy zamiany dwóch działek należących do miasta (przy al. Jana Pawła II i ul. Błonie) na kilka mniejszych i rozproszonych, będących własnością tarnowskiego cukiernika Jana Kudelskiego. Miasto zamieniło dwie własne działki o łącznej powierzchni 0,84 ha i wartości blisko 2,7 mln złotych na cztery położone przy al. Jana Pawła II i ul. Klikowskiej. Samorząd przejął grunty o podobnej w sumie powierzchni, ale gorzej usytuowane i niższej wartości, którą ustalono na ok. 2,3 mln złotych. W związku z tą różnicą cukiernik dopłacił 444 tysiące złotych.
Temu samemu przedsiębiorcy miasto sprzedało przed siedmiu laty działkę z niszczejącym zabytkowym młynem Szancera. Niestety, spodziewany ratunek nie nadszedł – nieruchomość ulega dalszej degradacji, a w ubiegłym roku strawił ją w dużej części tajemniczy pożar. Nowy właściciel zapomniał o publicznych deklaracjach i nie kwapi się z inwestowaniem w to miejsce. Wstydliwa wizytówka nie znika z pejzażu miasta i rodzi pytania o zasadność sprzedaży tej działki przy ul. Kołłątaja.
Kontrowersje towarzyszyły też sprzedaży skwerku o powierzchni 475 m kw. u zbiegu ulicy Urszulańskiej i Narutowicza, tuż obok kamienicy nr 18, gdzie w latach drugiej wojny światowej mieściła się katownia gestapo. Prywatny przedsiębiorca, który kupił tę atrakcyjną działkę, nosi się z zamiarem wybudowania na niej niewielkiego parkingu. Nieobca jest mu jednak społeczna postawa i gotów jest użyczyć skrawka terenu na postawienie obelisku lub niewielkiego pomnika. Czeka na propozycje…























