Dlaczego spalarnia dotąd nie powstała?
To efekt m.in. protestów „organizacji ekologicznych” żeby było śmieszniej, pochodzących spoza Tarnowa, a nawet spoza Małopolski. Zmieniały się również reguły prawne. Poprzednio, aby doprowadzić do budowy spalarni należało uzyskać decyzję właściwego ministra – poprzez wpis na stosowną listę. Minister jednak czegoś zaniechał i nie wpisał żadnego polskiego przedsięwzięcia na swoją listę. W międzyczasie zmieniły się przepisy i nadeszła pandemia.
Tarnów ma gigantyczny problem z zadłużeniem i poszukuje pieniędzy, aby załatać dziurę pomiędzy wydatkami a przychodami bieżącymi. Stąd zapewne pomysł sięgnięcia po dywidendy, czyli zyski wypracowane przez spółki, w których miasto posiada udziały lub akcje. Jednak przejęcie tych pieniędzy przeznaczonych na inwestycje nie tylko wysadza w powietrze zamysł budowy spalarni, ale może spłoszyć NFOŚ i pozbawić MPEC tego źródła finansowania.
Trwa przesilenie. Możliwy dalszy scenariusz konfliktu to wyjście ze spółki Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który zaskarżył uchwałę o podziale zysku, a także utrata stanowiska przez prezesa MPEC, który miastu się sprzeciwił. W takim scenariuszu magistrat może uzyska kilka milionów złotych z wypracowanego zysku na swoje mniej lub bardziej racjonalne potrzeby. Jeżeli NFOŚ, który spiera się z miastem, wycofa się z planowanej inwestycji, to pozostanie jedynie nisko ukłonić się Grupie Azoty i rozważać wspólne przedsięwzięcie.
No i tu znów pojawia się problem. Spalarnia mogłaby powstać na terenie Azotów, zamiast na Piaskówce. Z jednej strony lokalizacja obciążona jest mniejszym ryzykiem związanym z protestami mieszkańców lub organizacji proekologicznych, ale z drugiej strony potrzebne byłyby dodatkowe nakłady na ciepłociągi dla połączenia spalarni z miejskim systemem ogrzewania. Trzeba też brać pod uwagę, że efektem pracy spalarni jest ciepło potrzebne miastu i Azotom. Bo te ostatnie również muszą podejmować działania zastępujące węgiel innymi paliwami o mniejszej emisji dwutlenku węgla. Wymuszają to ogólnoświatowe trendy. Oba podmioty, czyli miasto (w tym przypadku MPEC) i Grupa Azoty musiałyby wewnętrznie konkurować. Czy możliwa jest sytuacja, że wszyscy na tym wygrywają? Miasto nie podejmuje rozmów z Azotami, chyba że są one tajne.
Okoliczne samorządy zainteresowane spalarnią
Podtarnowskie miejscowości są zainteresowane miejskim obiektem, jeśli nie wprost, bo planowana spalarnia ma służyć głównie miastu, to w innej formie. Warto bowiem przypomnieć, że w ostatnim czasie w wyniku zmian prawnych nastąpiła również zmiana koncepcji dotycząca zmniejszenia skali przedsięwzięcia.
Radny Józef Gancarz jest zdziwiony postępowaniem prezydenta Romana Ciepieli. – Prezydent dużo mówił o spalarni, bo nie mógł inaczej, temat jest przecież popularny i włodarz miasta powinien go podejmować, lecz niewiele z tego wynikało i wynika. Faktom przeczą słowom. Mamy impas w kwestii spalarni, mamy impas w jakiejkolwiek współpracy z Azotami – zauważa.
Wójt gminy Tarnów Grzegorz Kozioł jest natomiast zainteresowany współpracą z miastem. – Gminy będące w tzw. Aglomeracji Tarnowskiej byłyby chętne i gotowe być udziałowcami tej inwestycji. Mówiąc krótko: czas na konkrety – podkreśla.























