Niedawno dowiedziałem się, że dzieci w wieku szkolnym do trzeciej klasy szkoły podstawowej włącznie nie są narażone na zakażenie wirusem Sars-CoV-2, ani go nie roznoszą. No bo jak inaczej mam rozumieć, że trzecioklasista może chodzić do szkoły, a czwartoklasista już nie?
Większej bzdury od dawna nie widziałem. Rząd się nie przyzna, że brakuje mu
pieniędzy na wypłaty za opiekę nad dziećmi, woli to załatwić w najwygodniejszy dla
siebie sposób, czyli dzieci, które mogą zgodnie z prawem siedzieć same w domu –
będą w tym domu siedzieć, żeby rodzice mogli ciężko pracować na rząd, 500+ i
dobrobyt w naszym pięknym kraju.
Mam dziwne wrażenie, że ten sam rząd zapomniał, iż trzecioklasiści mają kontakt ze swoimi dorosłymi opiekunami. Czyżby te dzieci rozsiewały aurę antywirusową dookoła siebie i opiekunowie dzięki temu też są chronieni przed wirusem? To może zróbmy inaczej. Skoro dzieci do trzeciej klasy podstawówki mają takie właściwości lecznicze, stwórzmy na salach gimnastycznych wspólne dla wszystkich roczników mega klasy, by starsze dzieci również mogły się czuć bezpiecznie w towarzystwie trzecioklasistów. Proste i praktyczne. Nawet da się w zimie oszczędzić na ogrzewaniu reszty budynku szkoły, a WF i tak jest niepotrzebny, bo niby do czego? Siłownie zamknięte zapewne nie bez powodu, widocznie nadmiar sportu i ruchu zwiększa prawdopodobieństwo zakażenia swojego organizmu wredną „koroną”, dlatego też WF w ogóle zlikwidujmy. Po co narażać nasze pociechy na lepszą wydolność organizmu lub, co jeszcze gorsze, zwiększać odporność ich organizmów na choroby, poprzez zmuszanie do wylewania potu podczas zajęć.
Brzmi to abstrakcyjnie? Nie potrafię zrozumieć, jak można mieć w sobie tyle głupoty,
by wymyśleć takie ograniczenia. Porównanie tej głupoty do bezkresu oceanu wydaje
mi się niewłaściwe. Nawet Rów Mariański nie pomieści takiej ilości absurdu.
Nie wszystkie pomysły naszych (nie) rządzących są jednak bardzo głupie. Są
też takie, dla których brakuje miejsca na skali wskazującej głupotę. Jako przykład
podam zapędy rządu do tworzenia aresztów domowych dla nieletnich. Dajmy na to
taki zakaz wychodzenia z domu dla dzieci w wieku szkolnym. Do szkoły nie wolno, z
domu po bułki do sklepiku za rogiem nie wolno, po godzinie 16:00 za chwilę będzie
ciemno, więc też nie wyjdą. Może od razu zamknijmy je w piwnicach i zaspawajmy
wejścia, by nie uciekły. Wiem, że w tych godzinach dzieci powinny się uczyć, ale są
różne sytuacje, czasem szkoła zaczyna się o 11 a nie 8 rano, czasem dziecko może
pomóc rodzicowi w wykonaniu prostych zakupów albo w wyjściu z psem na spacer.
Dziękuję ci drogi (nie) rządzie, że wszystko zwalasz na moją głowę. Od opieki nad
dzieckiem w czasie szkolnym po przejęcie od dzieci wielu zajęć, które dotychczas
wykonywały, by pomóc rodzicom w domu aż po finansowanie twoich bezgranicznie
głupich pomysłów.
W marcu, gdy jeszcze nie znaliśmy „nowego” wirusa i baliśmy się go jak apokalipsy,
byłem nawet zadowolony z ograniczeń i zdalnej nauki. Obecnie, po 8 miesiącach od
startu tego eksperymentu mam zupełnie inne podejście do tematu COVID-19 oraz Sars-CoV-2. Od marca śledzę zarówno statystyki zachorowań i zgonów, rozmawiam ze znajomymi pracującymi w szpitalach, czytam publikacje naukowe dotyczące „koronki”, prowadzę dyskusje z wirusologami, lekarzami i doktorami medycyny. Nasłuchałem się też
wypowiedzi różnych profesorów, np. prof. Simona czy prof. Kuny, i dochodzę do
wniosku, że ta cała akcja z „koronką” musi mieć drugie dno. Jakie? Nie mam pojęcia, jednak zamykanie świata, globalne mordowanie gospodarki powodujące odpływ
pieniędzy z naszych kieszeni, zarzynanie całych gałęzi gospodarki jedną decyzją np.
jaśnie nam panującego prezesa pewnej partii (sławna „piątka” Jarka) – to po prostu
musi mieć jakiś powód. Trudno podciągnąć to pod „pandemię”, która zabija jakieś
0,05% zakażonych, i to w większości osób, które już umierały zanim wirusa złapały.
Ja mam tego dość, a Wy?






















