Nie znaczy to jednak, że elektryczną hulajnogę trzeba od razu skazywać na potępienie, nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, by tylko nie ulegać pewnym mitom, takiemu na przykład, że każdy transport z literką „e” na przedzie działa z korzyścią dla środowiska naturalnego. Otóż nie działa, a czasami nawet szkodzi.
W Tarnowie do wypożyczenia jest 20 e-hulajnóg i 5 e-skuterów. W przyszłości może być ich więcej. Mam nadzieję, że wszystkie pojazdy będą eksploatowane szczęśliwie, choć wątpliwości pozostają. Niedawno na tych łamach wyrażałem obawy przede wszystkim co do bezpieczeństwa pieszych, bo hulajnogi polubiły chodniki. Wprawdzie od tamtego czasu już wiadomo, że zgodnie z nowymi przepisami pojazdy te będą w przyszłości użytkowane w sposób zbliżony dla rowerów, ale – znając życie – i tak dalej będą jeździć po miejskich chodnikach, bo przecież jeżdżą po nich także rowerzyści. Choć nie powinni.
Pacjent na hulajnodze
Niedawno w jednym z wywiadów prasowych na pytanie: Co pan myśli, widząc na chodniku kogoś jadącego na hulajnodze z prędkością 25 – 30 km na godz.?, warszawski ortopeda odpowiedział: Że to mój potencjalny pacjent… Bo zagrożeni są nie tylko piesi, ale przede wszystkim ci, którzy korzystają z elektrycznych jednośladów. Kierowanie e-hulajnogą wbrew pozorom nie jest takie proste i jest mniej bezpieczne niż jazda rowerem.
Dziś oczywiście nie ma sensu wieszczyć hulajnogowych nieszczęść w Tarnowie, ale warto skoncentrować się na innym jeszcze problemie. A może inaczej – na pewnym micie. Otóż za mit uważam twierdzenie, że każdy transport elektryczny i w każdych warunkach jest ekologiczny. Zwłaszcza w polskich warunkach. Przestawienie się na dużą skalę na „elektryki” rodzi inne problemy. Po pierwsze, zdecydowanie większe zapotrzebowanie na prąd spowodowałoby u nas tylko przemieszczenie się kłopotu związanego z zanieczyszczeniami atmosfery z jednego miejsca w drugie. Pamiętajmy, że nasza energetyka oparta jest na węglu, dlatego zwiększona produkcja prądu oznacza więcej – w ogólnej, krajowej skali – dwutlenku węgla i smogu w powietrzu.
Po drugie, wzmożona produkcja akumulatorów również nie służy ekologii, a co z recyklingiem masowo zużywanych baterii? …
Porzucone na ulicy
W takim razie pozostańmy przy akumulatorkach, które napędzają hulajnogi. Z licznych artykułów prasowych można się dowiedzieć, że baterie w tych pojazdach wytrzymują góra kilka miesięcy i w niektórych miastach jest problem z ich zagospodarowaniem. „Dziennik Gazeta Prawna” podał ostatnio, że w magazynach warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich zalega ponad pół tysiąca (!) hulajnóg, zebranych z chodników, już wyeksploatowanych, po które nikt się nie zgłasza. W stolicy funkcjonuje 5 różnych firm prowadzących wypożyczalnie e-jednośladów, w tym spółka BlinkeeCity, która działa w kilku krajach Europy, w 20 miastach Polski, a od niedawna także w Tarnowie.
Zapytałem tę firmę o baterie, trwałość hulajnóg elektrycznych i czy nie zachodzi obawa, że po ich zużyciu pozostaną niechciane na chodnikach. W imieniu firmy odpowiedziała Małgorzata Grzegolec: „Odbieramy wyeksploatowany sprzęt. Ma on dla nas wartość. Rama modelu jest wykonana głównie z aluminium, więc jest to materiał, który można regenerować, czy też ponownie użyć. W blinkee.city nad projektem i budową hulajnogi pracowaliśmy wspólnie z producentem. Zaowocowało to zastosowaniem nowatorskich rozwiązań. Z kolei skuter i całą jego elektronikę stworzyliśmy sami. Jeśli chodzi o baterie, to w naszych hulajnogach są one wymienne, więc jeżeli po np. sześciu miesiącach kończy się cykl życia hulajnogi, to wyciągamy baterię, aby jeździła ona w następnej ramie. Nasza bateria będzie działać przez trzy, cztery lata, a później trafi do powerbanku, gdzie będzie miała kolejne życie”.
Wolą jechać niż chodzić
Firma nie odniosła się do mojej uwagi dotyczącej dwóch pożarów hulajnóg (wybuchy akumulatorów) odnotowanych ostatnio w Warszawie. Być może te pojazdy nie należały do niej i uznano, że problem można pominąć.
Inna ważna rzecz. Entuzjaści e-hulajnóg podnoszą ekologiczne walory tych pojazdów, twierdząc, że wiele osób przesiada się ze swoich samochodów na hulajnogi. Świetnie by było, gdyby tak było rzeczywiście. Ale czy jest?
Firma BlinkeeCity napisała do mnie: „Nasze jednoślady zostały stworzone dla wszystkich użytkowników, którzy chcą sprawnie poruszać się po mieście, także w korkach, oraz dla takich, którym bliskie są ideały ekologiczne. Z naszego doświadczenia wynika, że z pojazdów elektrycznych blinkee.city korzystają zarówno piesi, jak i osoby posiadające samochód”.
Gdyby z hulajnóg elektrycznych korzystała liczna grupa kierowców samochodów, walory ekologiczne tych pojazdów byłyby bezsprzeczne. Niestety, podejrzewam, że zdecydowana większość użytkowników tego typu pojazdów to piesi. Zależy im, żeby w krótszym czasie pokonać dystans zwykle do 2 kilometrów i dotrzeć w określone miejsce. W tej sytuacji osobiście wolałbym, aby korzystali oni z komunikacji miejskiej – wtedy będzie bardziej ekologicznie. Oni zaś powinni woleć się ruszać niż jeździć, czymkolwiek, bo to zawsze wychodzi na zdrowie.
Samochody górą
Prawdopodobnie w Polsce nie ma jeszcze badań, które potwierdzałyby moje przypuszczenia. Dotarłem jednak do badań prowadzonych w USA. Wynika z nich, że tylko 30 proc. hulajnogistów korzysta z tego środka transportu zamiast z samochodu, jakkolwiek myślę, że w polskich miastach ten wskaźnik jest zdecydowanie niższy. Przy czym – to ważne – nie chodzi o to, by samochód całkiem zastąpić hulajnogą, gdyż nie jest to możliwe, ale o to, by w warunkach miejskich hulajnoga stała się uzupełnieniem samochodu.
Prof. Jeremiah Johnson, amerykański naukowiec, tak konkluduje: „Jeśli zaledwie jedna trzecia przejazdów e–hulajnogami powoduje redukcję przejazdów samochodami, to w sumie wręcz nieznacznie zmniejszają emisję pochodzącą z transportu, bo odciągają użytkowników od chodzenia, jazdy na rowerze czy korzystania z transportu publicznego”.
W tej sytuacji naiwny wydaje się argument BlinkeeCity, że – jak czytamy na stronach firmy – „mamy nadzieję, że hulajnogi blinkee.city pozwolą na przynajmniej częściowe odkorkowanie Wieliczki, Myślenic, Tarnowa czy Skawiny. Wskazuje na to nasze doświadczenie z innych miast. Jednoślady elektryczne świetnie sprawdzają się jako rodzaj transportu osobistego na niezbyt długie dystanse, w zatłoczonym mieście”.
Nie wyrzucać
Piszę o tym wszystkim nie dlatego, żeby e-hulajnogi już spisywać na straty, żeby całkiem z nich rezygnować. Nie warto wylewać dziecka z kąpielą. Jeśli przepisy dotyczące sposobu jazdy i eksploatacji tych jednośladów zostaną bardziej dopracowane, jeśli – przede wszystkim – będą one egzekwowane i jeśli w społeczeństwie wzrośnie świadomość ekologiczna, to w przyszłości i elektryczna hulajnoga okaże się bardziej pożyteczna. Dziś chodzi mi o to, by w sytuacji, jaka jest obecnie, przestać obracać się w kręgu pewnych mitów i zaklęć, niewiele mających wspólnego z realiami.
W Tarnowie e-hulajnogi stają do walki z rowerami miejskimi, których wypożyczalnia działa od ubiegłego roku. Działa z całkiem dobrym rezultatem, ale e-hulajngi mogą być dla niej konkurencją. Kto tę konkurencję wygra? Nie wiadomo. Ja trzymam kciuki za rowery.























