
Osiem plus cztery równa się…?
– W podstawówkach dyrektorzy szkół raczej będą woleli dać dodatkowe godziny swoim nauczycielom niż zatrudniać nowych pracowników. W szkołach średnich, gdzie z powodu niżu demograficznego brakuje godzin, nauczyciele cieszą się, że będą mieli pełne etaty – mówi jedna z tarnowskich polonistek. I dodaje: Nauczyciele gimnazjów są przerażeni.
Zmiany w systemie szkolnictwa rozpoczną się w 2017 r. W ośmioletnich podstawówkach MEN chce wydłużyć tak zwane nauczanie wczesnoszkolne do czwartej klasy, natomiast w klasach od piątej do ósmej obowiązywać ma „poziom gimnazjalny”. Gimnazja zostaną zlikwidowane, według MEN nie spełniły swojej roli polegającej na wyrównywaniu szans.
– Będziemy musieli dostosować się do nowej rzeczywistości. Tam, gdzie funkcjonują zespoły szkół, na przykład szkoła podstawowa i gimnazjum, trochę się rozrzedzi, bo cały cykl kształcenia zostanie skrócony z dziewięciu do ośmiu lat. Ubędzie jeden rocznik – wylicza Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa. – To są na razie zapowiedzi, konkretne rozwiązania znajdą się w projektach ustaw i rozporządzeniach. Teraz niewiele wiemy, choć pewne rzeczy wydają się oczywiste, na przykład w szkołach podstawowych muszą się pojawić większe ławki dla siódmo- i ósmoklasistów.
W nowej strukturze na razie nie widać miejsca dla szkół dwujęzycznych. Najlepsze tarnowskie gimnazjum dwujęzyczne, działające przy II LO, zniknie z edukacyjnej mapy miasta. – Żal. Szkoda – mówi dyrektorka Halina Pasternak. – Uczniowie osiągali bardzo wysokie wyniki, znakomicie się rozwijali, byli świetnie przygotowani do kontynuowania nauki w najlepszych liceach.
W mieście działa dziesięć publicznych zespołów szkół, w których funkcjonują gimnazja. Jednym z nich jest Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 5, w skład którego wchodzą Szkoła Podstawowa nr 1 „Hoffmanówka” i Gimnazjum nr 1. Dyrektor Jerzy Wojerz podkreśla, że obecne zmiany nie skracają cyklu kształcenia, nadal będzie to 12 lat, tyle że już nie w układzie 6 + 3 + 3, a w systemie 8 + 4. – Gimnazja powstały, by wyrównywać szanse edukacyjne młodych ludzi, ale mam wrażenie, że to gdzieś umknęło. Uczniowie kończyli podstawówkę i mając 12 lat, wybierali gimnazja, wśród których istniał podział na lepsze i gorsze. Tworzyli nową społeczność. Teraz pozostaną w swojej grupie, w swoim środowisku. Zdaniem Adama Wojerza zwolnienia generuje przede wszystkim niż demograficzny. – Przy dobrej organizacji pracy nauczyciele nie powinni jej stracić, chociaż takie ryzyko zawsze istnieje. W samodzielnych gimnazjach sytuacja jest najtrudniejsza.
Dlaczego podcięto nam skrzydła?
W osobnych budynkach, bez powiązania z podstawówkami czy liceami, działają w Tarnowie cztery miejskie gimnazja. Uczy się w nich 1 893 młodych ludzi (wszystkich gimnazjalistów jest 3 014), a pracuje 184 nauczycieli. Największe tarnowskie Gimnazjum nr 2 mieści się w imponującym budynku przy ul. Kopernika (772 uczniów, 63 nauczycieli). – Scenariusze mogą być różne. Po likwidacji budynek mogą zająć na przykład uczniowie starszych klas leżącej po sąsiedzku Szkoły Podstawowej nr 3. Ale czy tak się stanie? Tego nie wiem – mówi szefowa tarnowskiej edukacji.
Kolejne placówki funkcjonujące w samodzielnych budynkach to Gimnazjum nr 4 przy ul. Bitwy pod Studziankami (349 uczniów, 43 nauczycieli), Gimnazjum nr 6 przy ul. Krzyskiej (313 uczniów, 31 nauczycieli) oraz Gimnazjum nr 11 przy Szujskiego (459 uczniów, 46 nauczycieli). Przez najbliższe lata gimnazja będą wygaszane, nie będzie do nich naboru. Nauczyciele są załamani i przestraszeni. Niektórzy pytają, po co się starać, angażować, doskonalić?
– Mieliśmy nadzieję, że gimnazja zostaną utrzymane – przyznaje Barbara Kuklewicz, dyrektorka „czwórki”. – Szkoła szkole nierówna, są takie wymagające działań naprawczych. U nas było to wszystko, o czym wspomniała minister edukacji: dobry poziom, osiągnięcia, bardzo dużo innowacji pedagogicznych, wolontariat, programy środowiskowe i wychowanie patriotyczne, o którym teraz tyle się mówi. Podcięto nam skrzydła, ale pracujemy i będziemy pracować do końca. Staram się nie myśleć w kategoriach końca wszystkiego, bo złe emocje nie pomagają.
W podobnym tonie wypowiada się Jolanta Szura, dyrektorka Gimnazjum nr 6. – Jest niedowierzanie i przygnębienie. Liczymy się ze zwolnieniami. Jest mi bardzo przykro, w 1999 roku tworzyliśmy tę szkołę od samego początku. Sądziliśmy, że ministerstwo zdecyduje się na model 4 + 4 + 4 (szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum). Stało się inaczej. Ciężko pracowaliśmy, zanim przyszły sukcesy, mamy klasy dwujęzyczne, wdrażamy innowacyjne programy. Posiedliśmy ogromną wiedzę pedagogiczną i psychologiczną, dzięki której wiemy, jak pracować z gimnazjalną młodzieżą. Teraz ktoś tego wszystkiego, co my już wiemy, będzie musiał uczyć się od początku.
Będzie lepiej?
Zdania wśród rodziców są podzielone. – Cieszę się, że moje dzieci nie będą musiały przechodzić przez gimnazjum i zmieniać szkoły akurat wtedy, kiedy hormony buzują najbardziej – nie kryje Krzysztof.
– Cofnięcie 13‑latków i 14‑latków do podstawówki to jakaś potworna infantylizacja – irytuje się Barbara. – Problemy młodych poprzez zostawienie ich w podstawówce nie znikną. Pytanie, czy nauczyciele szkoły podstawowej będą sobie z nimi lepiej radzili niż nauczyciele gimnazjów?
– Córka we wrześniu tego roku zacznie naukę w gimnazjum. Do liceum będzie zdawać w tym samym czasie co uczniowie, którzy w tym samym roku skończą ośmioklasową szkołę podstawową. Wygląda na to, że dwa roczniki spotkają się w jednej szkole – mówi zaniepokojona Grażyna.
– Pierwsze klasy zdublują się nam w 2019 roku – potwierdza Jan Ryba, dyrektor III LO. – Nasza szkoła nie jest z gumy, piętra nie dobudujemy. Obecnie każdego roku otwieramy po dziewięć nowych oddziałów, gdy naukę wydłużymy do czterech lat, tych oddziałów będzie siedem. Mimo wszystko Jan Ryba chwali nowy system. – Dobrze, że odzyskamy ten jeden rok. Mając więcej czasu, jeszcze lepiej przygotujemy młodzież do matury. Z drugiej jednak strony szkoda mi dobrych gimnazjów, które latami pracowały na to, by osiągnąć wysoki poziom, a teraz będą likwidowane.
Wprowadzenie czteroletnich liceów i pięcioletnich techników już tak dużych emocji nie budzi. Przez wielu oceniane jest dobrze, zwłaszcza zmiany w szkolnictwie zawodowym i stopniowe wprowadzanie dualnego systemu kształcenia we współpracy z zakładami pracy.
Zasadnicze szkoły zawodowe zastąpi dwustopniowa szkoła branżowa. Pierwszy etap nauki ma trwać trzy lata, wtedy uczeń będzie mógł zdobyć na przykład zawód mechanika pojazdów samochodowych. Jeśli zdecyduje się na drugi etap, uzyska stopień technika i będzie mógł przystąpić do matury zawodowej, a po niej rozpocząć wyższe studia zawodowe, które zapewnią mu tytuł licencjata.
– To jest dobry pomysł – twierdzi Andrzej Rzeszutko, dyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Tarnowie. – Każda zmiana będzie lepsza od tego, co jest teraz. Mam nadzieję, że wydłużenie nauki w technikach do pięciu lat spowoduje, że uczniowie, którzy tego typu wyzwania podejmować nie powinni, wybiorą jednak trzyletnią szkołę zawodową.



















![Uczniowie rozpoczęli nowy rok szkolny [ZDJĘCIA] Nowy rok szkolny](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/09/Nowy-rok-szkolny-6-218x150.jpg)



