Bo na lekcji nudno…
W każdy zwykły dzień w różnych miejscach Tarnowa można spotkać wagarowiczów. Przed południem w jednej z tarnowskich galerii handlowych przy dwóch stolikach miejscowego baru usadowili się młodzi ludzie.
– Zwialiśmy z dwóch lekcji polskiego, bo nasza nauczycielka zachorowała i miało być zastępstwo. Potem w planie był jeszcze w‑f, ale kto by na nim został, prawie wszyscy się „urwali”. Niektórzy poszli do domu, a my do galerii – śmieje się Kamil, osiemnastoletni uczeń jednego z tarnowskich liceów.
W innej handlowej alejce spacerują dwie nastolatki i z zainteresowaniem oglądają sklepowe wystawy. Powinny siedzieć na chemii, ale nauczyciel zapowiedział klasówkę, a one nie zdążyły się przygotować.
– Z dwojga złego wolę już nieobecność niż jedynkę – przyznaje jedna z dziewcząt. – Są takie sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia, jak tylko pójść na wagary. Oczywiście klasówka nas nie ominie, będziemy pisać sprawdzian tuż po weekendzie, ale za to będzie dużo czasu, by się przygotować.
Pod parasolem na tarnowskim Rynku siedzi osiemnastoletnia Edyta, uczennica pobliskiego technikum. Popija piwo, pali papierosa.
– „Urwałam się” z matematyki. Dlaczego? Właściwie bez powodu – wzrusza ramionami. – Lekcje miałam od siódmej, ale było tak nudno, że nie dało się wytrzymać.Dzisiaj wagarowanie to już nie tylko opuszczanie zajęć i wałęsanie się po okolicy, pojawiają się bowiem nowe „trendy” – uczniowie nie przychodzą na lekcje, by mieć czas na przyswojenie materiału na inne, ich zdaniem ważniejsze zajęcia lub lepsze przygotowanie się do sprawdzianów i kartkówek. Co ciekawe, często odbywa się to za cichym przyzwoleniem rodziców.
Starsi wagarują częściej
Psycholodzy ze Specjalistycznej Poradni Profilaktyczno – Terapeutycznej w Tarnowie opracowali raport na temat wagarowania. Na pytanie: „czy kiedykolwiek zdarzyło ci się pójść na wagary? ” aż 68 proc. badanych odpowiedziało pozytywnie. Do wagarowania przyznało się 88 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych, 48,5 proc. gimnazjalistów i 27 proc. dzieci z podstawówek. Zjawisko opuszczania lekcji rozwija się wraz z wiekiem ucznia, w podstawówce zdarza się rzadko, ale w szkole ponadgimnazjalnej staje się już normą – co dziesiąta osoba wagaruje tam więcej niż 30 razy w roku szkolnym.
Gdzie młodzi tarnowianie chodzą na wagary? Przeważnie można ich spotkać w galeriach handlowych, choć w badaniach ankietowych uczniowie przyznają się też do innych ulubionych miejsc – aż 63 proc. respondentów spędza wagary w domu, 24 proc. wagarowiczów przesiaduje w pubie lub barze, a 20 proc. uczniów wybiera mieszkanie kolegi bądź koleżanki. Ponad połowa wagarowiczów opuszcza tylko pojedyncze godziny lekcyjne.Dlaczego „urywają się” z zajęć? 55 proc. uczniów przyznaje, że nie przygotowali się do lekcji, 43 proc. uważa, iż w szkole wieje nudą, 29 proc. chce gdzieś „wyrwać się” z kolegami, 7,5 proc. ankietowanych jako powód wagarowania podaje strach przed nauczycielami, a 2 proc. – problemy w domu.Większość tarnowskich uczniów ma dość mgliste pojęcie o konsekwencjach, jakie mogą ponieść w związku z wagarami, a dzieje się tak dlatego, że aż 72 proc. wagarowiczów nie ponosi żadnych konsekwencji swego postępowania. Dlaczego? Sporo rodziców usprawiedliwia wszystkie lub prawie wszystkie samowolne nieobecności swoich pociech w szkole.
Zamiast szkoły – praca
Nauczyciele są zgodni: nie da się całkowicie wyeliminować wagarów, możliwe jest tylko ich ograniczenie. Każda szkoła ma wypracowaną odpowiednią procedurę postępowania w sytuacji nieobecności ucznia na lekcji.
W Gimnazjum nr 4 w Tarnowie już po trzech dniach sprawą interesuje się wychowawca, który telefonuje do rodziców ucznia. Jeśli gimnazjalista ma 50 proc. nieusprawiedliwionych nieobecności, do jego domu jedzie szkolny pedagog. Gdy nie zastaje rodziców, szkoła wysyła pismo za potwierdzeniem odbioru, w konsekwencji można też rozpocząć egzekucję obowiązku szkolnego. Barbara Kuklewicz, dyrektorka gimnazjum, przyznaje jednak, że do tak drastycznej sytuacji nigdy nie doszło, nawet wtedy, gdy osiem lat temu w szkole istniały 15‑osobowe klasy terapeutyczne dla tzw. uczniów niedostosowanych.
– To była prawdziwa „mieszanka wybuchowa”. Gimnazjaliści wagarowali, potrafili uciec ze szkoły przez niewielkie okienko w szatni, gdy nauczyciel tylko na chwilę odwrócił głowę. Teraz takich klas nie prowadzimy, a problemów z wagarami też nie mamy. Myślę, że bardzo pomógł nam wprowadzony sześć lat temu dziennik elektroniczny, szkolna frekwencja poprawiła się o 5‑6 proc. Wszystko dlatego, że rodzice mają wgląd w dziennik i mogą lepiej kontrolować poczynania swoich pociech – mówi szefowa „czwórki”.
W Zespole Szkół Mechaniczno‑Elektrycznych w Tarnowie najgorsza frekwencja uczniów była w latach 2005‑2010 – zaledwie 85 proc. Teraz wynosi 88 proc. Jan Onak, dyrektor placówki zauważa, że to całkiem niezły wynik.
– Uczniowie chcą chodzić do szkoły, nie mamy problemu z wagarami. Jeśli nawet zdarzają się ucieczki z lekcji, są to sporadyczne przypadki – dodaje.
Problem z wagarami nie występuje też w Zespole Szkół Budowlanych w Tarnowie, choć tam zdarza się, że uczniowie opuszczają szkolne lekcje, ale nie po to, by włóczyć się po okolicy.
– 80 proc. naszych uczniów pochodzi spoza Tarnowa. W sezonie czasem zatrudniają się przy budowach, by trochę zarobić. Potrafią dobrze kalkulować i wiedzą, ile godzin lekcyjnych mogą opuścić bez poważnych konsekwencji, a potem nadrabiają zaległości – komentuje Ludwik Chruściel, dyrektor „budowlanki”.






















![Miał przy sobie ponad 800 gram narkotyków. Grozi mu 12 lat więzienia [ZDJĘCIA] Źródło: Tarnowska Policja](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2021/03/166184383_2148817135253811_8268407138808849029_o-1-100x70.jpg)

