Często mają kontakt z agresywnymi skazanymi, którzy frustracje wynikające z izolacji wyładowują na współwięźniach i strażnikach. W tym roku odnotowano już w obu zakładach karnych kilka bójek między osadzonymi, nie licząc zażegnanych konfliktów i utarczek słownych. Nierzadko też dochodzi do różnych form autoagresji – samookaleczeń, połykania ostrych przedmiotów, a nawet prób samobójczych.
– W bezpośrednim kontakcie z osadzonymi pełnią codzienną służbę funkcjonariusze dwóch najliczniejszych kadrowo działów naszego zakładu karnego, czyli ochrony i penitencjarnego. Pracując na pierwszej linii z osobami pozbawionymi wolności, są najbardziej narażeni na ataki z ich strony, zarówno te werbalne, jak i fizyczne. Muszą wykazywać się gotowością do reagowania na sytuacje nieprzewidywalne, umiejętnością radzenia sobie ze stresem i wielością zadań… – wylicza ppor. Beata Bańdur, rzeczniczka ZK przy Konarskiego.
Oddziałowy (potocznie zwany klawiszem) pełni służbę w oddziale mieszkalnym i czuwając nad całością, musi np. pamiętać, który skazany ma rozprawę w sądzie, który wizytę u lekarza, a któremu przysługuje łaźnia i prawo do rozmowy telefonicznej. W międzyczasie pilnuje wydawania posiłków, sprawdza, czy więźniowie nie ukrywają w celach niedozwolonych przedmiotów. Słowem, stara się, aby w oddziale panował spokój i porządek, a skazani nie stwarzali problemów.
Współpracuje z nim wychowawca, w gwarze więziennej nazywany wychowkiem. On często rozmawia ze skazanymi, wizytuje cele mieszkalne, reagując na zgłaszane problemy. Odpowiada na niezliczone pytania: jak dyrektor zakładu rozpatrzył prośbę, kiedy komisja zadecyduje o dalszych losach osadzonego, czy może zamieszkać w celi z kolegą, czy mógłby dodatkowo zadzwonić do rodziny, bo tęskni? Przed drzwiami do dyżurki wychowawców ustawia się zawsze kolejka więziennych petentów ze sprawami… niecierpiącymi zwłoki. Dla wielu z nich rozmowa z wychowkiem to także sposób na więzienną nudę i zabicie czasu.
W swojej pracy funkcjonariusze SW muszą zachować maksymalną koncentrację, by ustrzec się błędu. Nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę natłok obowiązków i towarzyszące im nieodłączne napięcie.
– Nie wolno nam też popaść w rutynę, choć bardzo trudno jej uniknąć. Skazani tylko czyhają na takie momenty – przyznaje kpt. Przemysław Renda z Zakładu Karnego w Mościcach. – Dobrze znają regulamin i mając dużo wolnego czasu, kombinują jak go obejść. Zdarzają się np. próby przemytu, a pomysłowość skazanych jest tu ogromna. Narkotyki ukrywane są w bieliźnie osób odwiedzających, w pampersach dzieci wchodzących na widzenie, w przesyłanych do zakładu karnego paczkach, w obudowie telewizora, w kopercie zegarka czy długopisach. Funkcjonariusze muszą na wszystko zwracać baczną uwagę, zachować czujność i być o krok przed osadzonymi, i nie dać się oszukać. Od tego zależy bezpieczeństwo i porządek w zakładzie karnym.
Klawisze i wychowki
REKLAMA
REKLAMA
























