Koronawirus, czyli kronika strachu (IV)

0
tarnow koronawirus
REKLAMA

Dzień czternasty: boimy się siebie
Wyruszam do najbliższego sklepu. Jeśli to mają być zakupy na trzy dni, trzeba zajść przynajmniej do dwóch sklepów. Po drodze spotykam sąsiadkę z mojego bloku, starszą, sympatyczną osobę. Jakoś instynktownie staramy się ominąć siebie szerokim łukiem. Sąsiadka: – Widzi pan, co się porobiło? Musimy teraz bać się siebie nawzajem. Straszne.
Pod sklepem osiedlowy pijaczek. Podchodzi do ludzi i żebrze o parę złotych, zapewne na tanie wino. Nie boi się koronawirusa, ale po pewnym czasie czuje, że wzbudza powszechną irytację. Potem przenosi się pod warzywniak.
Wczoraj przeczytałem, że dwumetrowa odległość między osobami nie jest wystarczająca. Koronawirus lubi latać dalej. Zaleca się około ośmiu metrów. Od razu wyobraziłem sobie kolejkę do sklepu. Dziesięć osób musiałoby zająć odcinek długości osiemdziesięciu metrów. Czasem mogłoby zabraknąć miejsca.
Już jakiś czas temu wydawało mi się, że na ulicach widuję więcej niż zwykle kurierskich furgonów. A jednak to nie przypadek. Czytam, że coraz większa część handlu przenosi się do sieci. W internecie handluje się teraz także artykułami spożywczymi o krótkich terminach przydatności. Nie wiem, czy większym zagrożeniem jest paczka przywieziona przez kuriera, czy jednorazowa osobista wizyta w sklepie…

Dzień piętnasty: trudne życie alergika
Znajoma ubolewa nad swoim losem. Zdarza się jej kichnąć i zakasłać. Spokojnie, to tylko alergia. Jest alergiczką i w porze kwitnienia roślin powracają do niej coroczne objawy. Zażywa leki, lecz nie zawsze to w pełni pomaga. Teraz, w czasie epidemii, największy jej problem polega na tym, że ludzie, którzy słyszą, że ma katar i czasem pokasłuje, bardzo nerwowo reagują na jej obecność.
– Oczywiście, noszę maseczkę, lecz i tak nie da się ukryć alergii. Niektórzy uciekają ode mnie jak od trędowatej, prawie z krzykiem, dostrzegam wtedy pełne wściekłości spojrzenia. Już ktoś kiedyś zapytał mnie rozzłoszczony: – Dlaczego pani chodzi chora, nie siedzi w domu?! Pewnie, posiedziałabym, ale w moim przypadku nie jest to możliwe, wyjaśniłam więc, że mam tylko alergię. Tylko? W tym strasznym czasie to podwójna dla mnie uciążliwość.
Niemieckie media informują, iż tamtejsze firmy tęsknią za Polakami i Czechami. Na skutek epidemii, problemów z przemieszczaniem się i wyjazdu z Niemiec wielu cudzoziemskich robotników sektory ważne dla zaopatrywania ludności cierpią na niedostatek rąk do pracy. Media mówią o tysiącach Polaków i Czechów, których teraz zabrakło na przykład w handlu, gastronomii, rzeźniach, centrach logistycznych, rolnictwie i sektorze opiekuńczym. Niemcy obiecują wsparcie finansowe dla tych cudzoziemców, którzy mimo trudnej sytuacji nadal zechcą pozostać i pracować u nich.
W Polsce wciąż nie brakuje chętnych, by w okresie kwarantanny udać się na urlop w góry, na Mazury czy nad Bałtyk. Na szczęście na taki pomysł wpadli nieliczni, ale zadziwili swoim zachowaniem.

Dzień szesnasty: doktor online
Specjaliści od sztucznej inteligencji, opierając się na modelach matematycznych, twierdzą, że epidemia w Polsce nieco wyhamuje w połowie maja, liczba zakażeń zdecydowanie się „spłaszczy” w kolejnych tygodniach, by osiągnąć stan względnego spokoju na wakacjach. Wirusolodzy i epidemiolodzy pytani, kiedy epidemia zakończy się w naszym kraju, odpowiadają zgodnie: nie wiemy.
Modlę się, żeby w czasach zarazy nie zepsuł mi się komputer, moje narzędzie pracy, ani – na przykład – nie pękła uszczelka w kranie. Nie umiałbym naprawić ani jednego, ani drugiego. Co gorsza, miałbym teraz kłopot ze znalezieniem odpowiednich fachowców.
W nieporównywalnie trudniejszej sytuacji są ludzie, którzy chorują na jeszcze inne choroby niż COVID-19. Chociaż może się nam wydawać, że obecnie jest to jedyna choroba, która może spotkać człowieka, to w istocie jest zupełnie inaczej. Ograniczony dostęp do specjalistów coraz bardziej daje się we znaki. Być może jakimś częściowym rozwiązaniem jest oferta niektórych lekarzy. Proponują konsultacje online w cenach 80 – 100 zł.
Dramat się rozpoczął: na skutek stanu epidemiologicznego i niewystarczającej – zdaniem organizacji przedsiębiorców – pomocy rządu dziesiątki tysięcy małych firm w kraju już przestały funkcjonować. Spodziewany jest wielki wysyp bezrobotnych. Według rządzących, w najbliższych miesiącach stopa bezrobocia może osiągnąć poziom 10 proc., według niektórych ekonomistów od 20 do 30 proc. Lekarze będą też potrzebni – specjaliści od leczenia nerwic i depresji. Konsultacje online mogą już nie pomóc.

REKLAMA (2)

Dzień siedemnasty: ręce przy sobie!
Teraz świat obserwuję głównie z okna mieszkania, tak jak miliony Polaków. Widzę więc dwóch mężczyzn idących chodnikiem, którzy na chwilę przystają i ściskają sobie na powitanie dłonie. Kiedy w 1963 roku Wrocław został opanowany przez śmiertelną epidemię czarnej ospy, w wielu miejscach miasta ukazały się tablice z apelem: WITAMY SIĘ BEZ PODAWANIA RĄK! Może warto powtórzyć ten pomysł?
Scena jak z ponurego filmu. Na całkowicie opustoszałej ulicy koło mojego domu idzie zaniedbany mężczyzna w średnim wieku. Prawdopodobnie ma zaburzenia psychiczne. Ciągnie przed sobą dwukołowy wózek dziecięcy. Często się nachyla, mówi w jego kierunku, tak jakby się zwracał do siedzącego tam dziecka. Ale wózek jest pusty, nie ma w nim nikogo…
Żona pokazuje mi w internecie zdjęcia ulic i placów z wielkich aglomeracji europejskich, które obecnie często odwiedzane są przez dzikie zwierzęta. Kiedy ludzie siedzą w domach, one spokojnie penetrują opustoszałe ulice, zawłaszczając tę przestrzeń dla siebie, nie tylko nocą. W Tarnowie nawet w normalnych warunkach jest nocami tak pusto i cicho, że niedawno przed wieżowcami na „Falklandach” widziałem wędrującego lisa, nie mówiąc już o licznych jeżach i kunach leśnych.

REKLAMA (3)

Dzień osiemnasty: pożar trwa
Studia telewizyjne za pomocą nowoczesnej techniki prowadzą teraz wywiady z różnymi ludźmi uwięzionymi w mieszkaniach. Wtedy najczęściej widzimy w tle ich piękne domowe biblioteczki. Co człowiek, to na ścianie biblioteka. Setki równiutko ułożonych książek. I kto mówi, że Polacy przestali czytać, że książki mają w pogardzie? Wiem, wiem. Nie jestem naiwny. Kto czyta, to czyta.
W wielu państwach, które szybko wprowadziły maksymalnie uproszczone procedury wsparcia przedsiębiorców, ta pomoc już działa. Żywa gotówka płynie na konta potrzebujących. W trwającej pożodze prędko ratuje się to, co jeszcze można uratować. W Polsce pod tym względem znajdujemy się w powijakach, bo najważniejszą sprawą dla niektórych polityków jest to, kiedy i jak przeprowadzić wybory prezydenckie, żeby wygrał ich kandydat. Pożar trwa, a strażackie sikawki ciągle w drodze. Ręce opadają.
Ogrodnicy z regionu tarnowskiego alarmują o swojej sytuacji. Wiosna to dla nich żniwa, 80 proc. rocznych przychodów, ale tej wiosny nie ma sprzedaży. W produkcję zainwestowali pokaźne kwoty na nasiona, sadzonki, nawozy, środki ochrony roślin, opał. Teraz drżą o przetrwanie. W jednym z portali znalazł się wykaz ogrodników, którzy dowożą klientom sadzonki pod wskazany adres lub utworzyli u siebie wydzielone, bezpieczne strefy sprzedaży.
Tego samego dnia: po druzgocącej krytyce pierwszej wersji tarczy antykryzysowej rząd przestawia ją w opcji rozszerzonej, z większym zakresem pomocy dla firm. Wciąż nie wiadomo, kiedy wreszcie mogłoby to zacząć w praktyce funkcjonować.

Dzień dziewiętnasty: niezbyt wesoło
Święta, jakich nikt nie pamięta. W zamknięciu. Minister zdrowia od kilku dni zaleca, aby nawet w tym czasie pozostać w domach, zrezygnować z wyjazdu do rodzin. Do tej pory życzyło się wesołych świąt, teraz przede wszystkim zdrowych. Do zdrowia, niestety, jeszcze daleko.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze