Kradną bratki na potęgę

0
kradna kwiaty
W tym roku miasto kupiło za 52 tysiące złotych 48 tysięcy kwiatów, planując nasadzenia wiosenne i jesienne. Straty wynikające między innymi ze zniszczeń i kradzieży sięgają półtora tysiąca sztuk
REKLAMA

– Kradzieże to jedno, a bezmyślne czy zamierzone niszczenie miejskich kwietników to drugie. Zawsze robimy większe zakupy, żeby mieć rezerwę i uzupełniać rabaty tam, gdzie kwiaty zostały skradzione lub zniszczone – mówi Stefan Piotrowicz, dyrektor Wydziału Infrastruktury Miejskiej Urzędu Miasta Tarnowa.
Młodzi ludzie najczęściej niszczą zieleń dla zabawy, starsze osoby lubią sobie czasem coś wykopać, żeby potem posadzić na działce, balkonie czy cmentarzu. Monitoring nie zawsze jest pomocny, bo jeśli ktoś odwróci się i przykucnie przy kwietniku, to nie wiadomo, czy wiąże sznurówki, czy wkłada do torby kolorowe bratki. Z kolei miłośniczki narcyzów, przechodząc przez Park Strzelecki lub planty kolejowe, zrywają po dwa‑trzy kwiaty, jakby były na łące.
W tym roku miasto kupiło za 52 tysiące złotych 48 tysięcy kwiatów, planując nasadzenia wiosenne i jesienne. Straty wynikające między innymi ze zniszczeń i kradzieży sięgają półtora tysiąca sztuk.
Z kwietników znikają przede wszystkim bratki i begonie, ale też pelargonie rabatowe, aksamitki i pacioreczniki. – Jesienne wrzosy nie znikają tylko dlatego, że już ich nie sadzimy – wyjaśnia Józef Czupryna z Referatu Gospodarki Komunalnej tarnowskiego magistratu. – Robiliśmy to w latach poprzednich i natychmiast wszystkie wrzosy, które pojawiły się w misach na ulicy Wałowej, zostały skradzione. Od tego czasu wrzosów nie kupujemy.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przypadku chuliganów i psotników. Ci czynią spustoszenia większe niż kwietnikowi rabusie. Niedawno ozdobą Wałowej na wysokości pomnika generała Józefa Bema były czerwone i białe begonie przeplecione w środku żurawką. Kwiaty cieszyły oko do momentu, aż ponad dwieście czerwonych begonii nie zostało zadeptanych przez dzieci, które urządziły sobie bieżnię wokół kwietnika. Regularnie rozjeżdżany jest przez samochody niewielki klomb przed Grobem Nieznanego Żołnierza, w pobliżu amfiteatru. Ostatnie takie przypadki miały miejsce dzień przed 11 listopada i tuż po. – To miejsce kierowcy upodobali sobie szczególnie – mówi Józef Czupryna. – Przejeżdżają przez kwietnik jak po autostradzie, nie przeszkadza im granitowy krawężnik ani szczególny charakter tego miejsca. Rabata z białych i czerwonych bratków nosi ślady opon, a przecież obok jest dość miejsca na wykonanie samochodowych manewrów.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze