Gdy jedni planują urlopy na Teneryfie, oni odhaczają kolejne formalności pozwalające wyjechać na kilkanaście dni na dawne Kresy Rzeczypospolitej. Wyjazdy o charakterze turystycznym organizowane przez Ryszarda Pagacza m.in. na Białoruś czy Łotwę, mają też inny cel – troskę o miejsca związane z Polakami i historią Polski, pomoc mieszkającym tam Polakom.
Rzadko patrzymy w kierunku terenów za naszą wschodnią granicą, rzadko też tamtejsze miejscowości są celem wakacyjnych wyjazdów. Polacy chętniej wybierają ciepłe i egzotyczne kraje. Ale nie wszyscy. Ryszard Pagacz, tarnowski radny PiS, od ponad dziesięciu lat zbiera grupę znajomych, by tydzień lub dwa spędzić na przykład na Ukrainie, Białorusi, Łotwie czy Litwie.
– Od dawna myślałem, by przybliżyć tarnowianom dawne Kresy Rzeczypospolitej. Gdy rozmawiałem z osobami w wieku 30-40 lat, to okazywało się, że o tych terenach wiedzą niewiele, nigdy nie byli na przykład we Lwowie. I dlatego zorganizowałem pierwszy wyjazd, a potem kolejne, które już bardziej przebiły się do świadomości tarnowian. Każdy z wyjazdów jest inny, ma inną trasę. Zaczęliśmy od najbardziej na południe wysuniętej dawnej granicy Polski, odwiedziliśmy Kamieniec Podolski i tamtejszą dawną polską twierdzę, zahaczyliśmy aż o Mołdawię, a w drodze powrotnej odwiedziliśmy Chocim, Stanisławów, Lwów. Jeżdżą ze mną ludzie, których znam, także moi współpracownicy. Inni zainteresowani zawsze mogą dołączyć – mówi Ryszard Pagacz, na co dzień kierownik tarnowskiego biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Kolejne wycieczki wiodły innymi trasami, kierując się coraz bardziej na północ. Odwiedzano m.in. Lwów, Wilno, cmentarz w Katyniu, miejsce katastrofy w Smoleńsku. Uczestnicy wycieczek byli również w Rydze, Dyneburgu i Rzeżycy na Łotwie. Wyjazdy mają charakter turystyczny, ale wyjeżdżając na dawne Kresy Rzeczypospolitej trudno nie myśleć o miejscach związanych z Polakami i historią Polski, o mieszkających tam ciągle Polakach. Jak mówi Pagacz, w bagażach zawsze mają np. chorągiewki, śpiewniki patriotyczne w języku polskim, książki i foldery o Polsce, podarunki dla rodaków najbardziej potrzebujących pomocy, prezenty dla dzieci itp.
Podczas pobytu na Białorusi, w miejscowościach Słonim i Wołkowysk, w trakcie spontanicznych rozmów, zrodził się ciekawy pomysł.
– Zapytałem jak możemy pomóc, co możemy przywieźć. Usłyszałem, że prowadzą tam grupę zuchów i harcerzy. Młodzież ta wyjeżdża na obozy także do Polski. Niestety, radość psuje fakt, że nie zawsze mają harcerskie mundury, albo mają je już mocno znoszone. I tak od słowa do słowa ustaliliśmy, że pomożemy w pozyskaniu nowych mundurów. Zebraliśmy ponad 5 tys. złotych, zakupiliśmy materiał na mundury dla 40 osób oraz dodatkowe elementy jak getry, chusty, sznury, naszywki itd. W wakacje to wszystko trafiło na Białoruś, a niedawno otrzymałem zdjęcia z tamtejszego festiwalu „Muzyka z plecaka”, w którym uczestniczyła młodzież w mundurach uszytych z przekazanego przez nas materiału. Dla zuchów i harcerzy w innej miejscowości zakupiliśmy już osiem gotowych mundurów – mówi Ryszard Pagacz.
Każdy z wyjazdów na dawne Kresy Rzeczypospolitej ma w programie odwiedzanie polskich cmentarzy. A te są w różnym stanie, często zapomniane, zniszczone.
– Cmentarze wojenne są poddawane renowacji z funduszy państwowych na mocy specjalnych porozumień. W złym stanie są cmentarze parafialne. Czasami nie ma już kościoła, nie ma w sąsiedztwie domów, nie ma już Polaków, nie ma rodzin, które opiekowały się tymi miejscami. Zostały tylko zapomniane i niszczejące groby. Pod koniec października z grupą przyjaciół odwiedziliśmy Wołkowysk, Słonim, Kobryń i Janów Poleski. Na polskich mogiłach zostawiliśmy biało-czerwone opaski, chorągiewki i znicze – dodaje Ryszard Pagacz.
























