Ponowne wybory odbyły się w ostatnią niedzielę kwietnia, a dla wielu osób wybór takiego terminu – gdy dwa tygodnie później zaplanowano wybory prezydenckie – był niezrozumiały. Uznano to za niepotrzebne mnożenie kosztów. Tymczasem takiej decyzji podjętej przez małopolskiego wojewodę broni przedstawiciel Krajowego Biura Wyborczego.
– Wyborów samorządowych i wyborów prezydenckich nie mogą przeprowadzać te same komisje wyborcze. Muszą działać osobne komisje, a to oznacza wypłatę diet dla każdej z tych komisji, osobne lokale itp., zatem oszczędności nie ma żadnych – wyjaśnia Andrzej Cyz, dyrektor tarnowskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego.
Żadne wybory do tanich nie należą. Sporo kosztuje chociażby druk kart do głosowania. Za te do głosowania w wyborach do rady miejskiej (jak się później okazało błędne) i za druk kart do głosowania w wyborach prezydenta Tarnowa miasto zapłaciło Częstochowskim Zakładom Graficznym ponad 104 tys. zł. Druk kart do głosowania w ponownych wyborach w okręgu nr 3 zlecono drukarni z Oławy za kwotę 8,5 tys. zł. Ale to niejedyne wydatki związane z wyborczą dogrywką, za którą zapłacą podatnicy, nie tylko tarnowianie, bo pieniądze na ponowne wybory pochodzą z budżetu państwa.
– Tarnów otrzymał na ten cel 58 tys. 430 zł i z wydatkowania tej kwoty musi się rozliczyć. Obecnie czekamy na szczegółowe sprawozdanie przygotowane przez miasto. W kwocie przekazanej tarnowskiemu samorządowi przewidziano 17 tys. zł na druk kart do głosowania; jak wiemy, tu miasto zaoszczędziło, wydając niewiele ponad 8 tys. zł. Zawsze największą pulę kosztów przeprowadzenia wyborów stanowią diety członków obwodowych komisji wyborczych. W tych ponownych wyborach mieliśmy 19 obwodowych komisji wyborczych, w każdej z nich mogło pracować maksymalnie osiem osób – po jednym reprezentancie poszczególnych komitetów wyborczych oraz przedstawiciel miasta. Członkowie komisji otrzymali w ponownych wyborach diety mniejsze niż członkowie komisji w listopadzie, a to dlatego, że tamte wybory były bardziej skomplikowane i czasochłonne. Zdecydowano wtedy o podwojeniu stawek – wyjaśnia Andrzej Cyz.
Dieta standardowa to kwota 190 zł dla przewodniczącego komisji, 165 zł dla zastępcy, a 150 zł dla członka – takie stawki obowiązywały 26 kwietnia. Do tego doliczyć trzeba inne wydatki, jak np. doposażenie lokali wyborczych, zakup materiałów biurowych. Pieniądze, których Tarnów nie wykorzystał w ponownych wyborach, trafią z powrotem do budżetu państwa.
Z własnej kieszeni za powtórkę wyborów zapłacili kandydaci, którzy ponownie startowali w wyborach. Jeszcze raz musieli zainwestować w kampanię wyborczą – w druk plakatów, ulotek, innych materiałów reklamowych, emisje spotów reklamowych itd. Po jesiennych wyborach trudno było jednak znów wydawać na ten cel duże pieniądze, więc kampania była po prostu mizerna.
– Wielkość wydatków zależy od rozmiaru kampanii. Ja mogę oszacować wydatki przeze mnie poniesione. Przed listopadowymi wyborami wyniosły one ok. 12 tys. zł, teraz przed ponownymi wyborami były już mniejsze, ok. 5 tys. zł. Decyzja o wygaszeniu mandatów i o powtórce wyborów zmusiła nas, ubiegających się w okręgu nr 3 o mandat radnego, do ponoszenia dodatkowych i nieplanowanych przecież kosztów, możliwe zatem, że będziemy się domagać odszkodowania, zwrotu poniesionych wiosną wydatków. Czekamy na decyzję sądu rozstrzygającą, kto zawinił – miasto czy drukarnia. Mając prawomocny wyrok, będziemy jako komitet wyborczy podejmować decyzję o zaskarżeniu winnych i żądaniu odszkodowania. Wiem, że zastanawiali się nad tym też inni radni, których mandaty wygaszono – mówi Małgorzata Mękal (SLD), była już radna.
Nadal nie wiadomo, kto jest winny wyborczego blamażu. Zdaniem magistratu winę za błąd na kartach wyborczych ponosi drukarnia, z kolei jej przedstawiciele utrzymują, że błąd popełnił urzędnik, który akceptował ostateczny wygląd dokumentów. UMT zaczął domagać się od częstochowskiej drukarni zwrotu ponad 13 tys. zł za druk wadliwych kart, drukarnia nie zamierza jednak przelać na konto urzędu ani grosza. W połowie kwietnia magistrat złożył sądowy pozew przeciwko drukarni. Jeśli nawet sąd uzna winę drukarni, a ta zwróci pieniądze, nie zasilą one budżetu miasta Tarnowa, a budżet państwa.
Ci, którzy wyborczą powtórkę przegrali, stracili szansę na dodatkowy zarobek. Radni nie pracują charytatywnie, chyba że sami zrzekną się diet np. na rzecz organizacji społecznej i wspierać będą w ten sposób konkretny projekt.
Od kilkunastu lat diety wypłacane tarnowskim radnym mają formę miesięcznego ryczałtu. Radny niepełniący żadnej funkcji dostaje obecnie „na rękę” 1589,81 zł, przewodniczący komisji i wiceprzewodniczący rady – 1943,11 zł, a przewodniczący rady 2649,69 zł. Diety radnych do wysokości 2 tys. 280 zł są zwolnione z podatku. Za nieobecność na posiedzeniach komisji potrącane jest 10 proc. diety, a za nieobecność na sesji – 30 proc. Jednak łącznie potrącenia nie mogą przekroczyć 75 proc. miesięcznego ryczałtu. Co miesiąc z tarnowskiego budżetu wydawanych jest ok. 45 tys. zł na same diety, rocznie daje to ok. 550 tys. zł.
Niektórzy stracili na ponownych wyborach finansowano, inni – politycznie, zmniejszając reprezentację swojego ugrupowania w radzie. W takiej sytuacji znalazła się tarnowska lewica. Po jesiennych wyborach SLD miało w radzie trzy mandaty, a po wyborczej dogrywce straciło jeden. Co to oznacza?
– W radzie miejskiej radni mogą tworzyć kluby lub koła radnych, mogą być też radnymi niezależnymi, bez powiązań z jakimkolwiek kołem czy klubem. Mając trzyosobową reprezentację w radzie, utworzyliśmy jesienią klub radnych SLD. Teraz, po dogrywce, mając tylko dwa mandaty, pozostaniemy kołem radnych SLD, bo klub utworzyć może minimum trójka radnych. To dla nas nie tylko zmiana ilościowa, ale niestety także utrata statusu klubu i tym samym utrata pewnych praw podczas sesji. Przewodniczący klubu radnych może zgłosić wniosek o przerwę w obradach i taki wniosek jest respektowany, a radni z koła prawa do takiego wniosku nie mają. Klub radnych ma inicjatywę uchwałodawczą, może samodzielnie przedkładać projekty uchwał. Oczywiście, radni tworzący koło radnych takiej inicjatywy nie są zupełnie pozbawieni, ale by móc przedstawić pewien pomysł czy projekt, muszą zebrać pod nim podpisy pięciu radnych – wyjaśnia radny Jakub Kwaśny.
Radny Kwaśny był w tej kadencji przewodniczącym komisji rewizyjnej. Czy w ogóle nadal pozostanie członkiem tej komisji, wiedzieć będziemy za kilka dni. Radnych do zasiadania w komisji rewizyjnej rekomendują poszczególne kluby, a zatem radnego Kwaśnego mógłby wskazać inny klub radnych kosztem swojego przedstawiciela w tej komisji.
Sesję, na której radni wybrani w ponownych wyborach złożą ślubowanie, zaplanowano na 7 maja. W porządek obrad wpisano określenie liczebności komisji rewizyjnej i ilości miejsc dla przedstawicieli poszczególnych klubów radnych, a także głosowanie nad zmianami w składach poszczególnych komisji.
























