Anna Młynarczyk mieszka w bloku Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. Do Prochowni i od lat znana jest ze swego współczucia dla pozostawionych bez stałej opieki zwierząt. Koty zawsze szukają pod jej balkonem schronienia i pokarmu, co niektórym sąsiadom bardzo przeszkadza. Nie życzą sobie, aby wałęsały się w pobliżu bloku i wchodziły do środka. Niezgodę tłumaczą np. obawami o nasilenie alergii u dzieci. W tym roku pani Anna pomyślała, że urządzi kotom zimowe schronienie w piwnicy. Zwróciła się do TSM z prośbą o udostępnienie piwnicznego pomieszczenia z okienkiem na zewnątrz, przez które głodne i wychłodzone zwierzęta mogłyby wchodzić do środka.
– Prosiłam o zamontowanie hermetycznych drzwiczek i docieplenie wnętrza. Rozmawiałam też między innymi z urzędem miasta, sanepidem, Fundacją Zmieńmy Świat i utwierdzano mnie w przekonaniu, że nie powinno być z tym przeszkód – opowiada. – Tymczasem spółdzielnia odmówiła, uzasadniając, że część moich sąsiadów nie zgadza się na takie rozwiązanie. Zapukałam więc do nich, pytając o zdanie i apelując o ludzką wrażliwość – okazało się, że sześcioro nie ma nic przeciwko, a nie zgadza się czworo. To jednak nie był wystarczający argument dla spółdzielni.
TSM zaproponowała kompromisowe rozwiązanie w postaci domku dla kotów ustawionego pod ekranem dźwiękochłonnym u zbiegu ulic: Jana Pawła II i Odległej. Anna Młynarczyk nie akceptuje propozycji spółdzielni, przekonując, że koty będą to miejsce omijać ze strachem. Wtóruje jej Krzysztof Giemza, prezes Fundacji Zmieńmy Świat, która już od 2002 roku działa w Tarnowie na rzecz dobrostanu zwierząt.
– Pomysł z tym samotnym domkiem dla kotów to bzdura, żaden kot tam nie wejdzie, on musi mieć bezpieczny kąt. Tak naprawdę spółdzielnia, która ma obowiązek pomóc zwierzętom na swoim terenie, próbuje pozbyć się problemu. Zachowuje postawę asekuracyjną, powołuje się przy tym na niektórych lokatorów, zamiast twardo postawić sprawę – uważa prezes Giemza. – Tylko bezpośredni i bliski kontakt z kotem może stanowić dla alergika dolegliwość. A jeśli ktoś z najbliższego sąsiedztwa pani Anny skarży się na alergię, niech przedstawi zaświadczenie lekarskie. Nie może tak być, że niechęć paru osób blokuje pożyteczne działania…
Paweł Górka, kierownik Administracji Rejon nr 1 Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, nie zgadza się z zarzutami asekuranckiej postawy. Jego zdaniem, spółdzielnia wykazuje w tej sprawie dużo dobrej woli, ale nie może lekceważyć głosów sprzeciwu.
– Jeden z lokatorów na parterze bloku kategorycznie protestuje przeciwko obecności bezpańskich kotów; skarży się, że ma alergię na sierść tych zwierząt. Nie możemy tego zignorować. A pani Młynarczyk proponujemy postawienie budki dla kotów w miejscu oddalonym od jej mieszkania zaledwie o ok. trzydzieści metrów. Będzie mogła dokarmiać je bez przeszkód i widzieć z okien domu, co się tam dzieje. Domek dla kotów możemy postawić w każdej chwili, czekamy tylko na jej akceptację.
Tymczasem Anna Młynarczyk jest przeciwna proponowanej lokalizacji budki i nie wiadomo dziś, na czym miałby polegać kompromis. Krzysztof Giemza podpowiada kierownictwu TSM kompleksowe rozwiązanie.
– Teraz jest już za późno, ale wiosną należałoby wybudować na wybranym terenie kilka domków dla kotów i ogrodzić je. Kilka spółdzielni w Polsce już tak uczyniło i nie tylko miłośnicy zwierząt są z tego zadowoleni…
Kto zrozumie przyjaciółkę kotów?
REKLAMA
REKLAMA























