
Idąc ulicą Jasną nagle stajemy na granicy dwóch całkiem innych światów – przenosimy się do przedwojennej Grabówki. Przy samej ulicy przycupnęły dwa drewniane wiejskie domy. Ile mogą mieć lat? Może nawet sto? Taki widok to już rzadkość w dużych miastach. Z jednej strony domy z dawno minionej epoki, z drugiej nowoczesna dzielnica złożona z bloków z wielkiej płyty. Całkowicie wymieszana architektura. Kiedyś takich domków było tu sporo, ale te dwa w niezmienionej postaci pozostały ostatnie. Nie wiadomo jednak, jak długo jeszcze one przetrwają.
Nie wiadomo też, jakim cudem dotrwały do dzisiaj. Stoją przy samej ulicy, jeden przy drugim. Oszalowane, z dachami krytymi tradycyjną dachówką. Duże prostokątne okna, nisko umieszczone, przez które łatwo wejrzeć z ulicy. Dom od strony północnej znajduje się w lepszym stanie, w oknach są firanki, doniczki ze sztucznymi kwiatami, a na oryginalnych drzwiach skrzynka na listy. Ale na pukanie nie reaguje nikt. Drzwi zamknięte. Może tu już nikt nie mieszka?
Na pewno nikogo nie ma w drugim domu. Jest opuszczony, już powoli chyli się ku upadkowi. Wygląda na to, że brakuje gospodarza od dobrych wielu lat. Ściany obklejone plakatami i ogłoszeniami. Przechodzący tędy ludzie, pytani o budynki i ich właścicieli, nie mają na ten temat żadnej wiedzy, nawet starsi, zasiedziali tu mieszkańcy.
Z pięściami na „Ruskiego”
Domy, relikty starej Grabówki, wymienianej już w XV-wiecznych dokumentach, oglądam razem z Wiesławem Marszalikiem, pasjonatem dziejów Tarnowa, który w tej dzielnicy urodził się niedługo po zakończeniu wojny. Razem z rodzicami mieszkał w kamienicy Czermacha, która kiedyś stała niedaleko dzisiejszej „Biedronki”.
Kiedy zatrzymujemy się obok dwóch ocalałych domów – pomników historycznej Grabówki, najpierw dzielnicy rolniczej, potem robotniczej, pan Wiesław natychmiast przypomina sobie o pewnym zdarzeniu, które w przeszłości relacjonował mu jego ojciec, Jan, związany z Armią Krajową.
– To było niedługo po wkroczeniu Armii Czerwonej do Tarnowa, zimą 1945 roku. Ojciec był świadkiem, jak jeden z ruskich żołnierzy zaatakował kobietę, która w niedzielny poranek, po mszy, ustawiła się ze skromnym straganem. Żołnierz chciał jej siłą zabrać butelkę wódki, którą kobiecina gdzieś tam miała, więc ojciec, niewiele się namyślając, podszedł do niego i walnął go pięścią w gębę. Natychmiast musiał uciekać, słyszał za sobą tylko krzyki i serię wystrzałów z karabinu maszynowego, właśnie na tych drewnianych domach do niedawna były jeszcze ślady tej salwy. Gdyby tata nie skrył się na strychu domu, który należał do kuzynki kobiety ze straganu, mogłoby być z nim bardzo krucho.
Niespodziewane spotkanie
Dwa domki były świadkami wielu zdarzeń w tej części Grabówki. Co najmniej do lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych było takich znacznie więcej. Gdzieniegdzie, w różnych częściach ul. Jasnej, jeszcze stoją podobne, ale już przebudowane i zmienione.
– To była w większości parterowa, drewniana zabudowa, każdy domek odgradzał od ulicy ogródek z pięknymi kwiatami – mówi Wiesław Marszalik. – Było dość spokojnie, bo jako dziecko pamiętam, że samochód przejeżdżał przez Jasną nie częściej niż raz na kilka dni. To dopiero była sensacja. Na widok auta dzieciarnia biegła za nim jeszcze dobry kawałek, traktując pojazd niczym wyjątkowe zjawisko.
Kiedy tak rozmawiamy, staje się rzecz niezwykła. Zupełnie niespodziewanie na Jasnej spotykamy Józefę Dynowską, znajomą Wiesława Marszalika, która spędziła tutaj 25 lat swojego życia. Okazuje się, ze mieszkała właśnie w jednym z tych drewnianych domków, które nas interesują! Pan Wiesław nie kryje zdziwienia: – Co za przypadek, nie do uwierzenia…
A może nie przypadek, może tylko dziennikarskie szczęście?
– To był ten drugi domek, dziś już mocny zaniedbany. Był własnością rodziny przedwojennego listonosza. Wynajmowaliśmy to mieszkanie. Pierwszy dom ciągle należy do jakichś ludzi z Krakowa. Jeszcze do niedawna wynajmowała go pewna rodzina, która potem wyjechała do USA. Teraz stoi pusty – informuje pani Józefa.
Tratwą wzdłuż Wątoku
Pana Wiesława i panią Józefę od razu bierze na wspominki.
– W tamtych czasach rodziny były dość liczne. Ja miałam trójkę rodzeństwa, w innych domach było podobnie. Tu była czwórka dzieci, tam czwórka – pani Józefa sypie nazwiskami różnych rodzin z Grabówki jak z rękawa.
– Nas była piątka – potwierdza pan Wiesław.
Dodaje, że Jasną zapamiętał jako wielki plac zabaw. Dzieci toczyły między sobą wielkie „bitwy”, udawały rycerzy albo żołnierzy, tu latem od rana do wieczora grały w piłkę, wybijając niejedną szybę w oknie, bawiły się w podchody lub w chowanego. Kiedyś wspólnie zbudowały drewnianą tratwę, zwodowały ją na Wątoku i udały się w podróż. Na wysokości szkoły Czackiego tratwa się przewróciła i wszyscy uczestnicy eskapady dobrze się skąpali.
– A pamiętasz, Wiesiek, stary młyn Zardzalewiczów? – dopytuje pani Józefa. – Furmanki ze zbożem ciągnęły w tamtą stronę, a my pomagaliśmy zrzucić trochę worków z ziarnem, żeby nas w nagrodę przewieźli tymi wozami.
Pan Wiesiek, oczywiście, dobrze pamięta młyn, ale pamięta też mnóstwo latawców nad Jasną, gdy tylko nadeszła wiosna. Dzieciaki Grabówki z pasją robiły latawce, w różnych kształtach, chcąc zachwycić konkurencję.
Nocna wyprawa
– Kiedyś Jurek Kozioł, studiujący wtedy w Krakowie, zrobił fantastyczny latawiec, ale gdy na chwilę przejął to cudeńko mój brat Romek, nagle ono pofrunęło i wylądowało w pobliżu starej proaustriackiej prochowni. Romek miał wielkie wyrzuty sumienia, nie mógł spać i nikomu nic nie mówiąc nocą zerwał się z łóżka, żeby pójść po latawiec. Wtedy nikt w okolice prochowni nie chodził, bo wiedziano, że teren ten podczas wojny był zaminowany przez Niemców i ciągle może być bardzo niebezpiecznie. A on, dziesięcioletni chłopak, poszedł, odnalazł i przyniósł latawiec Jurka, żeby mu oddać. Szczęśliwie wrócił cały i zdrowy.
Kilka lat temu Wiesław Marszalik opisał tę i inną historyjkę w swojej wspomnieniowej książce „Banda z Jasnej”. Wśród dawnych mieszkańców rozeszła się bardzo szybko.
– Mój brat, Zbyszek, ma twoją książkę – kiwa głową pani Józefa.
Dawna Jasna do dzisiaj stanowi namiastkę pewnej społecznej wspólnoty. Kiedy w latach siedemdziesiątych za płotami ginących powoli wiejskich domów zaczęły wyrastać duże bloki budowane z wielkiej płyty, młodsze pokolenia Grabówki przeniosły się do nowoczesnych budynków. Odchodzącą w niebyt starą dzielnicę obserwowali z wysokich pięter. Niektóre rodziny zamieszkały obok siebie, znowu były dla siebie sąsiadami.
Sławna rudera
Z panem Wiesławem idziemy jeszcze w górę Jasnej, przekraczając ulicę Słoneczną.
– Obecna Słoneczna to dawnej wąska ścieżka, która wiła się ku wschodowi wśród łanów zbóż. Zachowało się trochę fotografii z tamtych czasów dzięki Leszkowi Koziołowi, który jako jedyny na Jasnej miał wtedy aparat.
Alejką wyłożoną kostką docieramy do najbardziej znanej tu rudery. Pośród murowanych, nowych domów stoi waląca się chałupa. Ściany jej zdobią reklamowe banery. To także ślad po dawnej Grabówce, już ledwie widoczny.
– Cała działka wraz z tym domem, który od lat szpeci otoczenie, należy dzisiaj do wykładowcy jednej ze śląskich uczelni. Szkoda, że nie zajmie się tym całym bałaganem – żałuje Wiesław Marszalik.
Wiadomo, że tego domu uratować się już nie da. Możliwa jest tylko rozbiórka. Nie można jednak wykluczyć, że dwa drewniane domki, położone na dole, jeśli nikt nimi nie zajmie się na poważnie, czeka w przyszłości ten sam los. Ulica Jasna straci ostatnie takie domy.
W Tarnowie zachowało się jeszcze trochę dawnej drewnianej zabudowy, głównie na obrzeżach, ale w takich miejscach, jak opisane tu budynki, już prawie jej nie ma. Teraz lokalni społecznicy chcą uratować przed wyburzeniem dawną kolonię kolejową przy ul. Reja – skupisko kilku drewnianych domów z ogródkami. Dla nich nie są to tylko „stare chałupy”, z powodu których nie ma sensu zawracać sobie głowy, oni zdają sobie sprawę z ich wartości historycznej oraz zabytkowej. Może dzięki bezinteresownemu entuzjazmowi uda się je ocalić.
Domy z ul. Jasnej mogą nie mieć tego szczęścia.

















![Bobry nie oszczędzają drzew na Grabówce [ZDJĘCIA] Bobry Wątok](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2024/03/Bobry-Watok-8-218x150.jpg)


![Klasowe ognisko koronawirusa [MEM] Koronawirus mem klasowe ognisko](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/09/korona-324x235.jpg)

![Piękne balkony i ogrody na osiedlu Jasna [ZDJĘCIA] Ogród Jasna](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/08/ogrod-jasna-100x70.jpg)
![Osobliwe zakątki Tarnowa. Drewniane domy przy ulicy Jasnej [ZDJĘCIA] Drewniane domy Grabówka](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2023/10/Drewniane-domy-Grabowka-100x70.jpg)