Zuzia chodzi do szóstej klasy szkoły podstawowej, zawsze była wzorową uczennicą, ma na swoim koncie wiele wygranych konkursów przedmiotowych. – Odkąd jednak uczy się zdalnie, czyli praktycznie od wiosny, jej zapał do nauki jest… zerowy – skarży się Iwona, mama dziewczynki. – Stopnie dalej ma dobre, ale nie zdobywa ich dzięki swojej pracy, swój spryt i inteligencję wykorzystuje do tego, żeby się nie uczyć. Kilka dni temu na ścianach, na biurku i w każdym możliwym miejscu pozawieszała ściągi, bo matematyczka zapowiedziała sprawdzian. Kiedy zaczęłam to zrywać Zuzka mi powiedziała: Nauczyciele udają, że nas uczą, to ja nie mam zamiaru się wysilać. Byłam zdruzgotana, nie widziałam, co jej odpowiedzieć.
Nauka przed ekranem
Iwona jest księgową, od kilku dni pracuje zdalnie, pilnując przy okazji Stasia – pierwszoklasisty, który też przestał chodzić do szkoły. – Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można było wpaść na pomysł, aby takie maluchy uczyły się przed komputerem. Siedmiolatek musi zobaczyć, dotknąć, a przede wszystkim być w bezpośrednim kontakcie z nauczycielem, patrzyć na niego. Staś do tej pory komputer traktował jak zabawkę, włączał, aby poklikać w swoją ulubioną grę. Pozwalaliśmy mu na to zresztą bardzo rzadko, bo uważamy z mężem, że dziecko w jego wieku nie powinno tkwić przed monitorem. W ubiegłym tygodniu, kiedy miały się odbyć pierwsze lekcje w systemie zdalnym syn był pobudzony i zniecierpliwiony. Już po kilkunastu minutach zaczął krążyć po pokoju, chodził do kuchni po przekąski. Rozmawiałam z jego wychowawczynią, jest kompletnie załamana, tym bardziej że nie wierzy, iż dzieci w grudniu wrócą do szkoły.
Joanna jest wychowawczynią drugoklasistów, jej opinia na temat zdalnego nauczania jest druzgocąca. – Od wielu lat uczę dzieci w klasach początkowych i doskonale wiem, że moi obecni wychowankowie nie umieją nawet połowy tego, co wcześniejsze roczniki. I nie mówię tylko o wiedzy, chodzi także o społeczną integrację, umiejętności interpersonalne, obycie i kulturę. Dzieci siedzą w domach, nie mają kontaktu z rówieśnikami, praktycznie się nie uczą, bo mają świadomość, że nikt od nich tego nie wymaga. Proszę zwrócić uwagę, że nauczanie wczesnoszkolne daje podwaliny pod dalszą edukację, uczy odpowiedzialności, sumienności i wytrwałości, teraz tego po prostu nie ma. Bywają świadomi rodzice, którzy są ze mną w stałym kontakcie, dzwonią, mailują, umawiają się na spotkania, ale jest ich garstka. Większość nie otwiera nawet maili ode mnie. Zresztą ja się temu nie dziwię, rodzice nie mają kompetencji i wiedzy, aby zająć się nauczaniem swoich pociech. Wszystko stanęło na głowie, myślę, że nawet w dobie pandemii najmłodsze dzieci powinny mieć możliwość chodzenia do przedszkoli i do szkoły. W momencie, gdy starsze klasy uczą się zdalnie, w szkołach można byłoby zorganizować maluchom naukę tak, aby było bezpiecznie zarówno dla nich, jak i dla nauczycieli – tłumaczy Joanna.
Komputerowe ubóstwo
– Kiedy słyszę od rodziców, że mają problem ze zdalnym nauczaniem, bo nie dysponują odpowiednim sprzętem, po prostu szlag mnie trafia – denerwuje się Paweł, nauczyciel matematyki w szkole podstawowej. – Może faktycznie wiosną sytuacja w oświacie ludzi zaskoczyła, szczególnie tych, którzy mają po kilkoro dzieci. Ale wiadomo było, że druga fala epidemii nadejdzie i koniecznością stanie się nauka zdalna. To ja się pytam, na co wydawali 500 plus, zamiast kupić dziecku laptop czy tablet? To nie są znowu jakieś kosmicznie drogie rzeczy. A teraz płacz i zgrzytanie zębów, bo dzieci nie mają się jak uczyć.
Jak wygląda zdalna lekcja matematyki? – Wysyłam swoim uczniom zadania, filmy instruktażowe, z chętnymi kontaktuję się przez wideobloga i tłumaczę, jak z danym problemem sobie poradzić. Mamy do dyspozycji specjalną platformę, na której znajdują się, między innymi linki do zajęć, możemy także korzystać z e-podręczników. Prawda jest jednak taka, że uczniowie spisują rozwiązania z internetu, albo od siebie wzajemnie. Nie mam możliwości sprawdzenia, w jaki sposób odrabiają zadania, czuję także ogromny niedosyt, bo zdaję sobie sprawę, że tylko udział w prawdziwej, nie wirtualnej lekcji zapewniłby im zrozumienie tematów. Podsyłane linki obejrzą po łebkach, dopiero w czasie rozmów wychodzi na jaw, że nie mają pojęcia, o co chodzi – mówi Paweł.
Bardziej cenią nauczycieli?
Paweł dodaje, że odkąd dzieci uczą się zdalnie, zauważył ogromną różnicę w podejściu rodziców do nauczycieli. – Jak strajkowaliśmy, suchej nitki na nas nie zostawiali i kazali iść szukać lepiej płatnej pracy do marketów. Sam wielokrotnie byłem atakowany za to, że zamiast uczyć, lenię się i protestuję. Teraz, gdy nagle rodzicom przyszło przejąć część naszych obowiązków, okazuje się, że zmienili zdanie na temat naszej pracy. Bo przez większą część dnia to my zajmowaliśmy się ich dziećmi.
Mama dziewięcioletniej Gabrysi i 16-letniego Karola jest stomatologiem i przyznaje, że córce może pomóc w nauce tylko w ograniczonym zakresie. – Mogę ją motywować, zachęcać, przepytać z tego, czego się już nauczyła, ale wiedzy przekazać jej nie mogę. O Karolu nawet nie mówię, bo jest uczniem technikum i to, czego się tam uczy, to dla mnie wiedza tajemna. Dzieci wychowuję samotnie, aby nas utrzymać muszę pracować, teraz wzięłam urlop, ale jeśli epidemia będzie się przedłużać, będę zmuszona zatrudnić opiekunkę do Gabrysi. Przyznaję szczerze, dopiero teraz zrozumiałam, jak ciężką i odpowiedzialną, a do tego niezwykle stresującą pracę wykonują nauczyciele. Wychowawczyni mojej córki bardzo angażuje się w nauczanie, każdego ucznia traktuje indywidualnie, dla każdego stara się znaleźć czas. To młoda kobieta, niedawno skończyła studia, zarabia naprawdę niewiele.
Nie wiemy, czy się uczą
Z opowiadań uczniów szkół średnich wynika, że większość e-lekcji polega na wysyłaniu przez nauczycieli zadań, które oni samodzielnie muszą wykonać. – Jeśli nie łączymy się bezpośrednio z nauczycielem, to praktycznie lekcji nie mam, wszystko jestem w stanie ogarnąć w dwie godziny. Jak czegoś nie rozumiem, to albo szukam gotowych rozwiązań, albo dzwonię do kolegów, aby podesłali mi zadanie. Jedyne, czego teraz się uczę to język angielski, ściągnąłem z internetu gotowe lekcje i programy. Uczeń ma to do siebie, że jak czuje nóż na gardle, to siada do nauki, a wiadomo, jak zdalne nauczanie wygląda – mało wymagań, mało pracy. Trochę się jednak obawiam, bo w przyszłym roku będę zdawał maturę, a zdaję sobie sprawę, że w ciągu ostatnich miesięcy niewiele się nauczyłem i będę to musiał nadrobić – mówi Janek, uczeń liceum.
– Praktycznie nie mamy pojęcia, czy nasi wychowankowie w ogóle się uczą, nie jesteśmy w stanie sprawdzić ich zaangażowania w wykonywanie zadań, praktycznie w ogóle ich nie widujemy, nawet nie wiemy, czy oni są przed tymi komputerami. Ze względu na obecną sytuację związaną z koronawirusem nie możemy obiektywnie ich oceniać. Wiele rodzin przeżywa prawdziwe dramaty, ludzie ciężko chorują, nie tylko zresztą na Covid-19, umierają, a my praktycznie nic teraz o swoich uczniach nie wiemy. Kilka dni temu postawiłam jednej ze swoich uczennic jedynkę, a później się dowiedziałam, że jej ojciec leży w szpitalu pod respiratorem – mówi nauczycielka języka polskiego w jednej ze szkół średnich.
























