Nędzna śmierć. Fatum wisi nad szpitalem wojewódzkim w Tarnowie?

5
Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie
Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie
REKLAMA

– Chcemy mówić głośno, bo nie mamy już nic do stracenia. To miejsce odebrało nam w nędznych warunkach naszych najbliższych. Jesteśmy gotowi potwierdzić te fakty w każdym miejscu i o każdej porze – zapewniają Mieczysław Jędrzejczyk i Zdzisław Jasiewicz. Obaj mężczyźni stracili w ostatnim czasie swoich najbliższych, zmarłych w fatalnych szpitalnych warunkach lub z powodu braku pomocy medycznej. Obaj postanowili odwiedzić naszą redakcję, by opowiedzieć o swoich przykrych doświadczeniach.
Do obu zdarzeń doszło w Szpitalu Wojewódzkim im. św. Łukasza w Tarnowie podczas pandemii koronawirusa.

„Ty chamie jeden…”

Pierwsze zdarzenie miało miejsce 14 i 15 listopada ubiegłego roku w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
– Żona trafiła na SOR 14 listopada wieczorem. Zmarła dzień później. Miała 83 lata. Ostatnie chwile swojego życia spędziła w warunkach, których nie sposób sobie wyobrazić. Przez wiele godzin leżała zakrwawiona i w odchodach. Opieka medyczna nie tylko nie interesowała się żoną, ale zabroniła mi jej pomagać. Wielokrotnie chciałem podjąć się wymiany bielizny i ubrań. Konającej kobiecie nie miał kto podać szklanki wody. Na zwrócenie uwagi personelowi, że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, usłyszałem donośne zawołanie pod moim adresem: „ty chamie jeden”. Po kilkukrotnych próbach i upokorzeniach zostałem w końcu dopuszczony do żony. Czy tak powinno się traktować pacjentów w cywilizowanym świecie? Tych chwil nie zapomnę do końca życia – żali się Mieczysław Jędrzejczyk.

Umarł w mieszkaniu

Kolejną sprawę klika dni później opisał Zdzisław Jasiewicz, ojciec Krzysztofa. Zdarzenie miało miejsce na przełomie 2020 i 2021 roku.
– Mój syn leczył się na choroby układu krążenia i trafił na kardiologię do Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie. Tam zaczęła się gehenna. Tam został zarażony COVID-19. Syn wymagał pilnej pomocy lekarskiej, lecz został odesłany do domu, pomimo że miał ogromne problemy z oddychaniem. Codziennie czuł się coraz gorzej. Po przewiezieniu z domu karetką pogotowia na SOR, lekarz stwierdził, że „pacjent nie kwalifikuje się do hospitalizacji”. W tej sprawie interweniowałem bezpośrednio u pani dyrektor placówki, która zapewniła mnie, że dla syna znajdzie się miejsce w szpitalu.

REKLAMA (2)

Zostawiłem jej nawet numer swojego telefonu. Po mojej wizycie w sprawie syna, w lecznicy interweniowała jeszcze żona. Bezskutecznie. W międzyczasie syn był dwukrotnie przewożony do szpitala. Za każdym razem odmawiano pacjentowi pobytu. Umarł bez udzielenia mu pomocy w swoim mieszkaniu 3 stycznia 2021 roku. Miał 46 lat. Sprawę zgłosiłem do prokuratury, walczę o sprawiedliwość. Od śmierci syna czuję się tak, jak bym już nie żył, ale postanowiłem, że doczekam się sprawiedliwości – zarówno bożej, jak i sądowej – wyznaje z bólem Zdzisław Jasiewicz.

REKLAMA (3)

Postępowanie personelu było prawidłowe

Tuż przed publikacją artykułu udało nam się uzyskać stanowisko szpitala w opisywanych sprawach.
– Przeprowadzono postępowanie wyjaśniające, w ramach którego sprawdzono dokumentację medyczną zawierającą wszystkie procedury medyczne, jakie wykonano u pacjentki Idalii Jędrzejczyk. Z dokumentacji medycznej wynika, że zarówno diagnozowanie, jak i leczenie chorej w czasie niespełna 24-godzinnego pobytu w SOR było należyte, zgodne z zasadami wiedzy i sztuki medycznej. U pacjentki wykonano łącznie czterdzieści jeden analiz laboratoryjnych, dwa badania obrazowe oraz trzynaście procedur medycznych, w tym jedną zabiegową. Odnotowano trzynaście podań leków. Zgon pacjentki nastąpił z powodów długotrwałej, nieuleczalnej choroby, a nie z powodu zaniedbań personelu medycznego.

Szpital jest zdumiony zastrzeżeniami męża pacjentki dotyczącymi opieki medycznej sprawowanej w lecznicy z uwagi na to, że dysponuje dokumentem potwierdzającym brak zastrzeżeń do sposobu leczenia kobiety, osobiście przez niego podpisanym. Uwzględniając ogólny stan zdrowia pacjentki należy stwierdzić, że postępowanie personelu było prawidłowe, zgodne z aktualną wiedzą medyczną, adekwatne do potrzeb. Szpital nie będzie natomiast zajmował stanowiska w kwestii dotyczącej pana Jasiewicza z uwagi na to, że sprawa jest prowadzona przez prokuraturę regionalną z wniosku ojca pacjenta. Do czasu zakończenia tego postępowania szpital odmawia udzielenia jakichkolwiek informacji w tej sprawie. Szczegółowe wyjaśnienia zostały przekazane właściwemu organowi – tłumaczy Piotr Skrobisz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie.

„Nowy szpital” w Tarnowie jest największą placówką medyczną we wschodniej części województwa małopolskiego. Pracuje w nim wykwalifikowana kadra lekarzy i personelu medycznego, która codziennie obsługuje setki pacjentów. Szpital liczy 709 łóżek, z 22 oddziałów 11 ma charakter zabiegowy. Od wielu lat placówce są przyznawane wyróżnienia i certyfikaty potwierdzające najwyższą jakość świadczonych usług… Dlaczego więc tak wiele osób w ostatnim czasie dzieli się swoimi przykrymi doświadczeniami związanymi z lecznicą?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
5 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze