Nie chciał być swoim zastępcą…

0
azoty jerzy marciniak
azoty-jerzy-marciniak
REKLAMA

Dramatyczny moment nastąpił wkrótce po nominacji nowego ministra skarbu, Włodzimierza Karpińskiego. Ten szybko zdecydował się na zmianę w Grupie Azoty, która wydaje się dość charakterystyczna. Można tę zmianę różnie opisać, ale związkowcy z tarnowskich Azotów nie bawią się w dyplomację. Szef zakładowej „Solidarności” wypowiedział się w tej sprawie jasno: – Minister z Puław powołał kolegę puławianina na prezesa…”.
Minister powód dymisji Marciniaka opisał zupełnie inaczej, ale dość naiwnie, bo jako wynik „stopniowej realizacji umowy o konsolidacji”. Czy chodzi o to, by poprzez nominację człowieka z Puław złagodzić nastroje w puławskich zakładach po przejęciu ich w ub. roku przez Grupę Azoty? Jak wiadomo, przeciwko konsolidacji opowiadała się tam część załogi i związków zawodowych.
Nowy prezes, o wyborze którego zadecydowała Rada Nadzorcza Grupy Azoty, to Paweł Jarczewski, lat 46, dotychczasowy prezes Zakładów Azotowych Puławy. Ekonomista, absolwent SGH w Warszawie, który pracował w puławskich Azotach od 1992 roku, jest też wiceprezydentem Fertilizers Europe, największego nawozowego stowarzyszenia na naszym kontynencie.
O fachowość następcy Marciniaka można być raczej spokojnym, ale w Tarnowie chodzi także o coś innego. Po pierwsze, Marciniak był „swój”, a ze swoim łatwiej rozmawiać o sprawach nie tylko kierowanej przezeń firmy. Azoty były i są sponsorem wielu przedsięwzięć w mieście, głównie sportowych (co dalej z żużlem?) i kulturalnych, choć poważne materialne ślady ich hojności już trudniej odnaleźć.Po drugie, istnieje obawa, że Tarnów utraci nie tylko prezesa stąd, ale i siedzibę Grupy Azoty. Mówi się o tym od dłuższego czasu. W tej kwestii miasto już zdobyło doświadczenie. W jeden dzień, można powiedzieć, zlikwidowano Karpacką Spółkę Gazownictwa, a siedziba połączonych spółek znajduje się w Warszawie. Teraz do Warszawy może przeprowadzić się zarząd Grupy Azoty…Zdymisjonowany Jerzy Marciniak w wywiadzie dla RDN Małopolska wprawdzie mówi, że nie jest to takie łatwe, choćby dzięki specjalnym zapisom w statucie Grupy, ale przecież wszystko można zmienić. Statut też. Pewnie dlatego Ryszard Ścigała, prezydent Tarnowa, w liście do ministra skarbu, powołując się na przykład KSG, pisze: „Środowisko tarnowskie z pewnością będzie oczekiwało pozostawienia siedziby grupy tu, w Tarnowie, i zagwarantowania właściwej jej pozycji jako inicjatorowi procesu i podmiotowi konsolidującemu. Nie wyrażamy zgody na kroki osłabiające nasze środowisko gospodarcze”.
Możliwe, że prezydent miasta tym razem chce ubiec pewne decyzje ministra, pamiętając, że reakcje dotyczące KSG i prezesa Pastuszki były w Tarnowie spóźnione. Z drugiej strony można się zastanawiać, czy jakiekolwiek reakcje mogły być skuteczne. To nie te czasy, kiedy ministrem skarbu był Aleksander Grad, „swój człowiek”.
Wprawdzie niektórzy politycy z Tarnowa jeszcze interweniują w sprawie Marciniaka, wyrażają swój zawód i zaskoczenie, ale przecież wiadomo, że jest to już tylko łabędzi śpiew. Nie wydaje się, by minister Karpiński tłumaczył się ze swoich decyzji, w końcu stoją za nimi także rada nadzorcza i akcjonariusze. Tym bardziej niemożliwe jest, aby je zmieniał. Może po prostu się okazało, że lobby lubelskie było w tej sprawie mocniejsze od tarnowskiego. Niektórzy idą dalej, zadając zasadnicze pytanie: czy Tarnów i region mają dziś jakiekolwiek lobby? Nawet dużo mniejsze Krosno w rywalizacji z Tarnowem umiało sobie „załatwić” w ub. roku, iż siedziba spółki córki PGNiG „Technologie” będzie przeniesiona ze stolicy do nich.
W Tarnowie w kręgach polityczno‑samorządowych, zdaje się przeważać przekonanie, że Jerzego Marciniaka spotkała krzywda, a decyzja ministra jest niezrozumiała. Prawdą jest, że Marciniak wiele dla Azotów zrobił. Za jego prezesury Azoty zadebiutowały na warszawskiej GPW (inna rzecz, że niezbyt szczęśliwie), podjęto się dzieła konsolidacji zakładów Wielkiej Chemii, uchroniono Grupę przed wrogim przejęciem przez rosyjski koncern Acron, rokrocznie osiągano dobre wyniki ekonomiczne. Merytorycznych powodów odwołania Marciniaka brak.
Tyle że warto na problem spojrzeć szerzej. Kiedy Marciniak obejmował rządy w Azotach w 2008 roku, niektórzy komentowali to podobnie, jak dziś komentuje się przyjście Jarczewskiego: „Minister z Tarnowa powołał kolegę tarnowianina na prezesa”. Wtedy ministrem skarbu był Aleksander Grad.
Nawet w liście do obecnego ministra prezydent Ścigała w osobistej dygresji wspomina o okolicznościach zwolnienia go w 2006 roku ze stanowiska dyrektora Azotów – „ze względów pozamerytorycznych”.
To właśnie jest ten szerszy problem: w jakich okolicznościach zdobywa się i traci eksponowane stanowiska w spółkach skarbu państwa, co stanowi klucz do tych karier niezależnie od tego, kto akurat sprawuje rządy w kraju.
Co dalej z Jerzym Marciniakiem? Nie wiadomo, na razie nie zdradza swoich planów na przyszłość. Zdradził tylko, iż zaproponowano mu stanowisko zastępcy prezesa zarządu Grupy Azoty, ale z oferty nie skorzystał, gdyż uznał, że nie umiałby być „własnym zastępcą”.
We wspomnianym wywiadzie martwi się o los poważnych inwestycji w zakładach w Tarnowie i radzi, by części środowiska, które obecnie zarządza Grupą, patrzeć teraz na ręce.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze