Jest obawa, że problem prędko nie zniknie, a głównymi poszkodowanymi są znowu osoby starsze, często samotne. Pokusa szybkiego zarobku nęci głównie młodych, skłonnych do popełniania przekrętów ludzi.
Kilka miesięcy temu do pani Zofii, która mieszka sama, zapukał młody mężczyzna. Miły wygląd. Uśmiechnięty, sympatyczny. Pozwoliła mu wejść do środka.
– Pytał mnie, ile teraz płacę za prąd. Uprzejmie prosił, żebym pokazała mu ostatnie rachunki. Wziął je do ręki, chwilę się zastanowił, a potem mówi tak: oj, jak dużo. Dlaczego tak dużo pani płaci? Ja na to, że płacę tyle, ile każe elektrownia, co ja mogę zrobić. Świecić świeczkami? On wtedy: Może pani za to samo płacić mniej. Nie chce pani?…
Kto by nie chciał… Zwłaszcza pani Zofia z 1420 złotymi emerytury. Sympatyczny gość namówił panią Zofię na podpisanie nowej umowy, jego zdaniem, korzystniejszej. Miała obowiązywać przez dwa lata i przewidziane były dodatkowo upusty cenowe. Szybko okazało się, że mężczyzna, podszywając się pod przedstawiciela znanego dystrybutora energii elektrycznej, oszukał starszą panią. Do domu zaczęły przychodzić dwie faktury za prąd: oddzielnie za dystrybucję i za sprzedaż energii. Trzeba było płacić więcej niż kiedyś.
Oszuści po specjalnym kursie
Podobne sprawy obecnie zasypują biuro Miejskiego Rzecznika Konsumentów w Tarnowie.
– W 2017 roku mieliśmy ich ponad 130, ciągle wpływają nowe – informuje Krzysztof Podgórski, rzecznik konsumentów. Do tej pory najczęstsze interwencje dotyczyły złej jakości obuwia, teraz problem ten przestał być pierwszorzędny.
Schemat działania nowych „dobrodziejów” jest bardzo podobny. W kraju założone zostały spółki, które funkcjonują zgodnie z prawem, ale które – czasem z pomocą pośredników – specjalizują się w naciąganiu ludzi. Czynią to pod hasłem dozwolonej walki o klienta. Często spółki te noszą nazwy podobne do znanych dostawców energii lub innych usług, bywa nawet, że ich bezpośredni czy pośredni wysłannicy posługują się ich popularnymi logo. W końcu na „wiarygodność” trzeba zapracować. Kluczową rolę w tym procederze odgrywają akwizytorzy.
– Jeśli prześledzimy te wszystkie historie oszustw, które do nas trafiły, okaże się, że nic w nich nie dzieje się przypadkowo – twierdzi Krzysztof Podgórski. – To pewien schemat działania, który okazał się skuteczny. Do mieszkań pukają młode, sympatyczne osoby, myślę, że wcześniej odpowiednio przeszkolone. Wiedzą, jak rozmawiać z ludźmi starszymi, jak zdobyć ich zaufanie. Żeby się później uwiarygodnić, ktoś w imieniu firmy dzwoni do nabranych klientów z pytaniem, czy są zadowoleni z pracy ich przedstawiciela, który ich dwa dni temu odwiedził…
Akwizytorzy używają różnych argumentów, by przekonać swoje ofiary, że działają legalnie; informują, że chcą podpisać tylko nową, korzystniejszą umowę albo zaktualizować starą, że zmieniły się sposoby rozliczeń na bardziej ekonomiczne, że należy się bonifikata za terminowe uiszczanie opłat itp. Jednocześnie proszą o dokumenty klienta, numer PESEL, złożenie podpisu na sprytnie podłożonych formularzach. Złapany w sieć klient jeszcze nie wie, że spełniając polecenia „przedstawiciela”, pakuje się w kosztowne dla jego kieszeni tarapaty. Bo właśnie zmienił się dla niego i sprzedawca, i warunki sprzedaży – na gorsze.
Za łatwo dają się nabrać
– Pewne przypadki mocno zaskakują. Zdziwiony byłem na przykład, że w łatwy sposób dał się wyrolować były pracownik zakładu energetycznego, który z tymi sprawami powinien być w miarę dobrze obeznany – mówi Krzysztof Podgórski. – Pewna pani w dobrej wierze „wkręciła” w interes swoją sąsiadkę, ufając, że i ona będzie miała tańszy prąd. Co przypadek to inna historia, choć mają one wspólne cechy.
Rzecznik konsumentów z Tarnowa ratował już dwie starsze kobiety, w tym jedną niepełnosprawną, którym nowy, oszukańczy operator z powodu niezapłaconego rachunku wyłączył w domach prąd.
– Już mamy w Tarnowie do czynienia z naśladowcą takich oszustów, który po informacjach o całym procederze sam postanowił spróbować szczęścia i podjąć się roli samozwańczego akwizytora. Problem nie dotyczy tylko sprzedaży energii elektrycznej, ale też gazu czy innego rodzaju usług – podkreśla rzecznik.
W Tarnowie na 130 spraw, którymi zajmuje się rzecznik konsumentów, aż 120 dotyczy tylko jednej nieuczciwej firmy. Jak wieść niesie, mimo że znajduje się już na cenzurowanym, nie rezygnuje nadal. Poszukiwania kolejnych naiwnych ciągle trwają.
Jego biuro, po przejęciu skarg od oszukanych ludzi, współpracuje z prokuraturą, sądami, Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Urzędem Regulacji Energetyki. Ponieważ w całym kraju takich spraw są tysiące, kompleksowe śledztwo zostało zlecone Prokuraturze Okręgowej w Płocku. Trafiły tam sprawy także z Tarnowa i okolic.
Drobnym druczkiem
Płocka prokuratura informuje, że śledztwo obejmuje działalność siedmiu firm oferujących usługi telekomunikacyjne, telemedyczne lub dostawy prądu, które współpracowały z agencjami zatrudniającymi akwizytorów. Akwizytorzy za skutecznie zawarte umowy otrzymywali prowizję, zaś klienci w przypadku odstąpienia od umowy – po upływie 14 dni od podpisania – zobowiązani byli do zapłaty kar umownych.
Według śledczych, „przedstawiciele” często posługiwali się dokumentami pisanymi drobnym drukiem, wyraźnie spieszyli się, podsuwając starszym osobom umowy do podpisu, a z potwierdzeniem ich zawarcia zwlekali równe dwa tygodnie, aby ci, którzy złożyli podpis, nie mogli się już wycofać.
Prokuratura Okręgowa w Płocku chce dotrzeć do wszystkich poszkodowanych i prosi ich o kontakt.
























