Prezydent podpisał ustawę wprowadzającą zmiany w kodeksie drogowym. Wiele osób twierdzi, że są one konieczne, ponieważ poprawią bezpieczeństwo na drogach. Nie brakuje jednak opinii, że są to kolejne przepisy, które uderzą obywateli po kieszeniach.
Pod koniec stycznia polscy posłowie stosunkiem głosów – 423 za i 22 przeciw uchwalili nowelizację przepisów drogowych, która wprowadzi trzy zmiany mające poprawić bezpieczeństwo. Nowe prawo ma wejść w życie 1 czerwca tego roku. Europejskie dane pokazują, że Polska jest jednym z najbardziej niebezpiecznych unijnych krajów dla pieszych. Statystyki mówią, że w przeliczeniu na milion mieszkańców śmierć w wypadkach ponoszą u nas 22 piesze osoby rocznie. Europejska średnia to tylko 10 osób.
Z telefonem na przejściu
Jedną z najważniejszych zmian będzie pierwszeństwo dla pieszych przed przejściem. Kierowca, który zbliży się do przejścia, będzie musiał zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu oraz zmniejszyć prędkość. Po wejściu w życie nowelizacji obowiązkiem kierowcy będzie także ustąpienie pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na przejście albo znajdującemu się na nim.
Nie jest jednak tak, że pieszy będzie pod specjalnym nadzorem i nie będą grozić mu mandaty. Podczas wchodzenia lub przechodzenia przez jezdnię albo torowisko pieszych obowiązywał będzie zakaz korzystania z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń elektronicznych. Ustawodawca stwierdził, że rozmawiające czy wpatrujące się w telefon osoby na przejściu powinny być karane za to, że narażają siebie i innych na niebezpieczeństwo. Konsekwencją takiego zachowania będzie mandat w wysokości 100 zł.
Nie brakuje osób, które twierdzą, że zakaz wpatrywania się w telefony na przejściach dla pieszych powinien obowiązywać już od dawna, ale pojawiają się opinie, że będzie to kolejne narzędzie do karania obywateli. – Mamy już i tak sporo zakazów związanych z pandemią koronawirusa. Teraz państwo dorzuca kolejne, tym razem w kodeksie drogowym. Uważam, że to celowe szukanie pieniędzy w portfelach obywateli. Nie wydaje mi się, aby głównym powodem wypadków na przejściach dla pieszych było wpatrywanie się w telefony komórkowe. Wina zdecydowanie częściej leży po stronie kierowców, którzy nie stosują się do obowiązującej prędkości – mówi jeden z tarnowian.
Posypią się mandaty
Nadkom. Sebastian Bąk, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie, uważa, że zmiany w prawie są słuszne.
– Problem jest widoczny zwłaszcza wśród młodzieży. Młodzi ludzie dochodzą do przejścia dla pieszych lub przechodzą w miejscu niedozwolonym wpatrzeni w smartfona i nie dostrzegają zagrożenia. Kiedy widzimy takie sytuacje, natychmiast reagujemy. Dzięki zmianie przepisów nadal będziemy wykonywać swoją pracę jak do tej pory, jednak dodatkowo pojawi się do naszej dyspozycji narzędzie w postaci mandatów. Co do przepisu, w którym pieszy będzie miał pierwszeństwo przed każdym pojazdem, rzeczywiście daje się pieszemu trochę więcej możliwości, jednak i on nie może zapominać o obowiązkach. Przepisy nie zwalniają go z dbania o swoje bezpieczeństwo. Warto zaznaczyć, że porównując liczbę kolizji i wypadków z udziałem pieszych na przejściach w Tarnowie i powiecie tarnowskim w ostatnich latach, odnotowaliśmy ich bardzo duży spadek. W 2019 roku mieliśmy ponad 20 takich sytuacji, a w 2020 roku było ich zaledwie 6. Wynika to nie tylko z dobrej postawy kierowców i pieszych, ale również z naszych działań w okolicach przejść dla pieszych, jak pomiary prędkości czy wykrywanie wykroczeń dokonywanych przez pieszych.
Wolniej w nocy
Wśród zmian, które wejdą w życie w czerwcu znajdują się jeszcze dwa zapisy dotyczące kierowców. Rząd ujednolici ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym. Bez względu na porę będzie to 50 km/h. Dziś w godzinach od 23 do 5 wynosi ona 60 km/h. Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym przepisy pozwalają na szybszą jazdę w nocy niż w dzień. Oprócz tego zmiany przewidują, aby na drogach szybkiego ruchu (autostradach i drogach ekspresowych) bezpieczna odległość między pojazdami wynosiła połowę aktualnej prędkości, czyli kierowca jadący 100 km/h musi jechać 50 m za poprzedzającym samochodem, a w sytuacji 120 km/h – 60 m. Wyjątkiem będzie sytuacja, w której kierujący pojazdem wykonuje manewr wyprzedzania.
Takie zmiany podobają się Pawłowi Gurgulowi, dyrektorowi Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnowie. – Ujednolicenie prędkości bez względu na godzinę jest dobrym posunięciem. Udowodniono, że im mniejsza prędkość, tym szybciej zatrzymamy pojazd i skutki wypadku będą mniejsze. Co do zachowania odpowiedniej odległości między pojazdami na drogach szybkiego ruchu to nie jest to nowy pomysł. Na Zachodzie już od dawna takie przepisy obowiązują. Nie wiem tylko, jak będzie przebiegało ich egzekwowanie. Nie da się ukryć, że mnóstwo wypadków ma miejsce w sytuacjach, kiedy kierowcy nie zachowują odpowiedniej odległości. Najczęstsze kolizje to te, kiedy samochód uderza w tył drugiego pojazdu. Na pewno do wprowadzonych od czerwca zmian trudniej będzie dostosować się kierowcom, którzy mają prawo jazdy niż tym, którzy będą dopiero zdawać egzamin. To jest podobna sytuacja jak ze złymi nawykami prowadzenia pojazdów, czyli np. niewłaściwym trzymaniem rąk na kierownicy, czy też trzymaniem ręki na lewarku… Trudno doświadczonemu kierowcy wyeliminować te błędy. Dużo łatwiej jest nauczyć tego nowego kierowcę. Wierzę jednak, że z czasem przyzwyczaimy się do tych zmian i wszystkim wyjdą one na dobre.
























