Zanim wezwano śmigłowiec…
– Po co nagłaśniam sprawę? Żeby nikt nie zamiótł jej pod dywan, żeby szpital wyciągnął wnioski, żeby żadne dziecko nie musiało przeżywać tego, co mój syn, żeby inni pacjenci odważyli się mówić o tym, co ich spotkało… – uzasadnia Ewa Piwowarska‑Wózek, która w Prokuraturze Rejonowej w Tarnowie złożyła wniosek o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Największy żal ma do chirurgów ze Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie. Sześć dni trwało, zanim prześwietlono klatkę piersiową syna, zlokalizowano baterię i przetransportowano go helikopterem do krakowskiego szpitala.
Bateria była wbita w przełyk blisko aorty. Odkryli to dopiero lekarze z oddziału pediatrycznego. Tarnowski specjalista chirurgii dziecięcej, gdy wpisywał w karcie: „połknięcie ciała obcego wątpliwe”, nie miał zapewne pojęcia, że sześć godzin później trzylatek będzie leciał do Kliniki Chirurgii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, gdzie lekarze uratują mu życie.
– Nie rozumiem, dlaczego już na samym początku nie prześwietlono klatki piersiowej Piotrusia. To by sprawę natychmiast wyjaśniło. Tymczasem wykonano tylko zdjęcie rentgenowskie brzucha, które niczego niepokojącego nie wykazało, bagatelizując pozostałe objawy. A stan dziecka z każdym kolejnym dniem był coraz gorszy – mówi matka.
Szpital sprawę widzi inaczej. Przede wszystkim zwraca uwagę na fakt, że rodzice nie zgodzili się na pozostawienie syna na oddziale chirurgii dziecięcej.
„Dziecko z podejrzeniem połknięcia ciała obcego – baterii, trafiło do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego 2 maja tego roku. Po zbadaniu przez lekarza dyżurnego – chirurga, wykonano prześwietlenie brzucha. Dodatkowo wynik badań skonsultowano z chirurgiem dziecięcym. Zdecydowano o przyjęciu dziecka do szpitala w celu dalszej diagnostyki i obserwacji. Rodzice nie wyrazili jednak na to zgody (…) ” – to oficjalne stanowisko szpitala.
Ewa Piwowarska‑Wózek potwierdza, że nie zgodziła się.
– Rentgen brzucha niczego złego nie wykazał, Piotruś uspokoił się i usnął. Zgodnie z sugestią lekarza, że dziecku nic nie jest i należy obserwować tylko stolec, postanowiliśmy zabrać syna do domu. Tym bardziej że zbliżał się długi weekend i wiadomo było, że w tym czasie żadne badania nie będą wykonywane. W karcie informacyjnej dziecka lekarz odnotował zalecenia, w tym kontrolę w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, gdyby stan pacjenta się pogorszył.
Rzeczywiście pogorszył się już następnego dnia. Piotruś ponownie zaczął gorączkować. Matka zadzwoniła do izby przyjęć, a tam stwierdzono, że powinna udać się do lekarza ogólnego, bo syn mógł złapać infekcję. To był piątek 3 maja, w całym kraju świętowano, dyżurujący w ośrodku zdrowia medyk doszedł do wniosku, że dziecko jest przeziębione.
Czułam bezsilność i strach
Gdy tylko nastał roboczy poniedziałek, Ewa Piwowarska‑Wózek postanowiła prywatnie wykonać badanie ultrasonograficzne brzucha.
– Cała sytuacja spowodowała, że czułam bezsilność i strach. Chciałam za wszelką cenę dowiedzieć się, co dzieje się z moim dzieckiem. Mam żal do lekarzy, że ograniczyli się do oględzin samego brzucha. Skoro lekarze szukali na dole, ja też tam szukałam…
USG niczego nie wykazało. Zdesperowana matka poszła do prywatnego gabinetu i tam dowiedziała się czegoś, o czym do tej pory nie powiedział jej żaden szpitalny specjalista – że należy wykonać zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej.
– Dla pani doktor wskazówką było między innymi to, że dziecko zakrztusiło się. Chirurdzy ten fakt zbagatelizowali.
Nazajutrz matka dzwoni do szpitalnej izby przyjęć, dzieli się nowymi informacjami i słyszy, że nie ma po co przyjeżdżać. Tymczasem stan Piotrusia znowu się pogarsza. To już tydzień. Wymiotuje, a temperatura rośnie. Chłopczyk po raz kolejny odwiedza Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nikt nie zleca zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej, trzylatek zostaje za to skierowany do przyszpitalnej poradni chirurgicznej. Matka słyszy, raz jeszcze, że dziecko ma infekcję. Lekarz pisze: „połknięcie ciała obcego wątpliwe”.
– Bałam się, że ponownie objawy i stan syna zostaną zbagatelizowane. Chirurg nie od razu zgodził się wypisać skierowanie na oddział pediatryczny.
I wtedy stał się cud – na oddziale pediatrycznym dyżurowała ta sama lekarka, która kazała prześwietlić klatkę piersiową Piotrusia, gdy Ewa Piwowarska‑Wózek odwiedziła ją w poniedziałek w prywatnym gabinecie. Teraz była środa. Lekarka nie traciła ani sekundy. Wynik badania był jednoznaczny: „Metaliczne okrągłe ciało obce średnicy 21 mm w linii pośrodkowej na wysokości Th3‑Th4 (segment przytchawiczny i aortalny przełyku – wskazana pilna konsultacja chirurgiczna” – stwierdzono w opisie zdjęcia. Piotruś miał już wtedy prawie 40‑stopniową gorączkę. Nadal wymiotował.
Tryb pilny, choć niespieszny
Ta bulwersująca relacja matki w ujęciu szpitala wygląda tak: – 8 maja to samo dziecko trafiło ponownie na SOR, tym razem z takimi objawami jak ból brzucha, wymioty, kaszel, gorączka. Po zbadaniu wykonano zdjęcie RTG klatki piersiowej, które ujawniło baterię tkwiącą w przełyku dziecka. W trybie pilnym, po ustaleniu miejsca w Klinice Chirurgii Dzieci Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – Prokocimiu, dziecko transportem lotniczym zostało przewiezione na dalszą diagnostykę. Szpital nie odnosi się do zarzutów matki wędrującej od chirurga do chirurga, mając nadzieję, że prokuratorskie postępowanie ustali przebieg zdarzenia i wyjaśni wszystkie wątpliwości.
– Moje dziecko otarło się o śmierć, a wystarczyło tak niewiele – prześwietlić nie tylko brzuch, ale również klatkę piersiową. Chirurdzy nie potrafili postawić właściwej diagnozy. To lekarska z pediatrii i specjaliści z Krakowa uratowali Piotrusia.
Stan małego pacjenta jest już dobry, ale cierpienie i stres, jakie przeżył, odczuwalne są do tej pory. Są problemy z jedzeniem, trzylatek boi się połknąć nawet skórki chleba. W przełyku ma zrost. 19 czerwca musi wrócić na kilka dni do Prokocimia, między innymi na endoskopową kontrolę.
– To połknięcie to była sekunda. Nikt niczego nie zauważył. Piotruś sam jednak przyznał, że „połknął metal”, a córka odkryła, że w okularach 3D do telewizora brakuje baterii. Od samego początku wiedzieli to również lekarze, więc nie poruszali się po omacku – komentuje sprawę dziadek chłopca.
Maluchy najczęściej połykają okrągłe, płaskie baterie z zegarków, kalkulatorów, pilotów i elektronicznych zabawek. Rodzice często nawet o tym nie wiedzą. Mimo że dzieci wydalają większość przedmiotów, które połkną, problemu i tak bagatelizować nie można. – Baterie mają wewnątrz elektrolit, który, jeśli dostanie się do przewodu pokarmowego, może nawet zabić – ostrzegał niedawno prof. Marek Woynarowski z Centrum Zdrowia Matki, Dziecka i Młodzieży w Warszawie.


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)


![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













![Duża akcja straży w tarnowskim szpitalu. Zadymienie i uruchomione systemy przeciwpożarowe [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/IMG_20260403_195112-218x150.jpg)




