Ludzie pozbywają się psów i kotów przez cały rok, ale latem – według obliczeń Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami – liczba niechcianych czworonogów wzrasta o około 30 proc. Nie pomagają kampanie społeczne i informacyjne – dla wielu osób sposobem na pozbycie się kłopotu na czas urlopu wciąż jest porzucenie pupila. Chwytów jest dużo: od wyrzucenia go z samochodu w pobliżu zabudowań, przywiązania do drzewa w lesie, po zostawienie przed schroniskiem. Porzucone zwierzaki często giną, nieprzyzwyczajone do samodzielnego życia albo trafiają do azylu. Tymczasem liczba chętnych do adopcji w wakacje maleje. Nawet ci, którzy planują przygarnięcie zwierzaka, wolą poczekać aż wrócą z urlopu.
Szczęściarze z lasu
Latem sporo mieszkańców Tarnowa i regionu porzuca zwierzęta. Najbardziej drastyczny przypadek miał miejsce niedawno w Porębie Radlnej, gdzie dziewczyna poszła ze swoim psem na spacer do lasu i znalazła przywiązaną do drzewa suczkę. Obok w zaklejonym kartonie znajdowało się sześć szczeniąt. Czworonogi trafiły do Centrum Zdrowia Małych Zwierząt w Tarnowie, które na podstawie umów z 13 podmiejskimi gminami zabiera porzucone zwierzęta i przeznacza do adopcji. Znalezione w lesie psy przewieziono do prowadzonego przez placówkę domu zastępczego, gdzie czekają na nowych właścicieli.
– Nie jest to pierwszy tego typu przypadek podczas tegorocznych wakacji. Wcześniej ktoś porzucił trzy szczenięta, które udało się oddać do adopcji – przyznaje Artur Marek, właściciel Centrum. – Podejmujemy około 150 interwencji rocznie, zabieramy psy będące w różnym wieku i stanie zdrowia. Szukamy ich prawowitych właścicieli, umieszczając zdjęcia czworonogów na Facebooku lub rozklejając je na tablicach ogłoszeń. Gdy właściciel się nie zgłosi, zwierzę przeznaczamy do adopcji. Kilkadziesiąt czworonogów udało się umieścić w nowych domach, niemniej jednak 7‑8 psów już od dłuższego czasu bezskutecznie czeka na potencjalnych opiekunów.
Obecnie do adopcji przeznaczono 12 czworonogów. Są to z reguły psy rasy mieszanej, ale jest też jedna suczka w typie husky. W domu zastępczym mają specjalne kojce, a ogród podzielono na segmenty, w których mogą przebywać razem lub oddzielnie.
Co kot robi na drodze?
Tego lata przepełnione są również pomieszczenia Fundacji „Zmieńmy Świat”, opiekującej się bezpańskimi kotami. – Więcej porzuconych czworonogów znajdujemy pod miastem, np. w lasach, na obrzeżach wsi, przy ruchliwych drogach. Bywa, że czasem ktoś jedzie na grzyby i zamiast borowików natrafia na miauczące koty. Niedawno pod Tarnowem dwa małe kotki co chwilę wyskakiwały między przejeżdżające ulicą auta, w końcu jeden z kierowców zatrzymał się i zabrał je. Zwierzakami zaopiekowała się mieszkanka jednej z pobliskich miejscowości – mówi Krzysztof Giemza z fundacji.
Na nowy dom czeka obecnie 15 kotów – starszych, młodszych, o różnej maści. W lipcu właścicieli znalazły tylko dwa zwierzaki. – Telefony milczą, choć jak dotąd nasze koty cieszyły się sporym zainteresowaniem. Znajdowały dobrych opiekunów nie tylko w różnych miastach kraju, przyjeżdżano po nie nawet z Berlina, Monachium czy ze Słowacji. Rudego kota, pobitego przez kogoś tak dotkliwie, że trzeba było amputować mu ogon, zabrała Polka mieszkająca na stałe w Wiedniu – opowiada działacz „Zmieńmy Świat”.
Porzucanie jest karalne
Zgodnie z obowiązującym prawem „porzucanie zwierzęcia, a w szczególności psa lub kota, przez właściciela bądź przez inną osobę, pod której opieką zwierzę pozostaje” jest jedną z form znęcania się nad zwierzętami. A za to grozi kara pozbawienia wolności do trzech lat. Jeżeli sprawca takiego czynu działa ze szczególnym okrucieństwem, może spędzić za kratkami od trzech miesięcy do pięciu lat. Skąd w takim razie tak dużo bezpańskich zwierząt? – Sporo ludzi bierze do siebie zwierzaki, nie zadając sobie pytania, czy będzie ich stać ponieść koszty sterylizacji. Z kolei samorządowe programy zapobiegania bezdomności czworonogów dotyczące m.in. finansowania sterylizacji, przyjmowane są do końca marca każdego roku. Zanim program wejdzie w życie bywa już za późno na prowadzenie akcji. Oczywiście samorządy powinny przeznaczać na ten cel znacznie wyższe kwoty, bo potrzeby są duże. Nam otrzymywanych z Urzędu Miasta Tarnowa pieniędzy wystarcza zaledwie na trzy miesiące – przekonuje Krzysztof Giemza.
Organizacje pozarządowe działające na rzecz czworonogów zajmują się głównie skutkami a nie przyczyną bezdomności zwierząt. W wielu samorządach, w tym również w Tarnowie brak dobrych programów, które mogłyby temu zapobiec. Takie funkcjonują już w innych miastach, gdzie finansuje się sterylizacje wszystkich psów i kotów, także mających swych właścicieli. Obowiązkowo też czipuje się zwierzęta, co ułatwia sprawę w przypadku porzucenia pupila przez właściciela. Realizacja programów kosztuje niemało, ale w późniejszych latach pozwala znacznie ograniczyć wydatki na walkę z bezdomnością czworonogów.
























