Prezydent Roman Ciepiela chce, by pod koniec 2018 roku spółka żużlowa wypowiedziała dzierżawę stadionu i oddała obiekt miastu, aby rozpocząć prace remontowe. Te potrwałyby najprawdopodobniej do maja 2020 roku. Ich koszt oszacowano na ok. 40 mln zł. Dla żużlowców oznacza to, że przez sezon 2019 będą musieli trenować i rozgrywać mecze na innym obiekcie. Pod uwagę bierze się lokalizacje w Krakowie lub Rzeszowie. Władze spółki obawiają się, że wyprowadzka na co najmniej rok będzie mieć dla żużla przykre konsekwencje.
Żużlowcy i piłkarze liczą pieniądze
– Po pierwsze, koszty wynajmu obiektu w innym mieście – tłumaczy Łukasz Sady, prezes ŻSSA. – Kolejna kwestia to sponsorzy, którzy wspierają żużel. Dla nich niezwykle istotne jest miejsce rozgrywania meczy, wynika to zresztą z zapisów w umowach. Konieczność emigracji do Rzeszowa lub Krakowa może skończyć się tym, że przestaną nas finansować. Prezes Sady dodaje, że chodzi też o wpływy z biletów. Jeśli spółka wynajmie stadion, będzie musiała podzielić się pieniędzmi z właścicielem obiektu. A wpływy będą znacznie mniejsze, bo nie wszyscy fani „Jaskółek” pojadą na zawody 100 km. Prezes mówi, że problem z remontem stadionu trzeba rozwiązać inaczej, nawet jeśli oznaczałoby to wydłużenie terminów.
– Zwróciłem się z prośbą do prezydenta, aby jeszcze raz rozważyć kalendarz prac – tłumaczy. – Jestem po rozmowie z władzami Ekstraligi. Są one skłonne tak ułożyć plan meczów, aby połowa odbywała się na wyjeździe, a połowa w Tarnowie. To dawałoby miastu możliwość wyłączenia stadionu na pół roku bez konsekwencji dla żużla.
Prezes Sady sugeruje też, że to ostatni dzwonek, by bez ponoszenia kosztów zmienić plany i zamiast jednego dużego obiektu wybudować dwa mniejsze: jeden dla żużlowców, drugi dla piłkarzy, o co zresztą bezskutecznie postuluje od dwóch lat. Bo obecny projekt remontu, oprócz dużych kosztów, to w przyszłości także duże koszty eksploatacji, które mogą pociągnąć na dno klub piłkarski i żużlowy.
– Taki obiekt musi na siebie zarabiać, a jeśli chcemy zamknąć na jednym stadionie piłkarzy i żużlowców, to nigdy tak się nie stanie – tłumaczy. – To, że często musimy przekładać treningi czy mecze, bo terminy nakładają się na siebie, to jedna sprawa. Inna to murawa – ma być podgrzewana i wyłączy całkowicie stadion ze wszystkich imprez, jakie można by tam organizować z wykorzystaniem boiska. Każde prace przy torze żużlowym też powodują, że trochę niszczymy murawę piłkarzom. Nie wiem, kto poniesie te koszty, kiedy będzie ona w pełni profesjonalna. To duże ryzyko. Czy będzie nas stać na to, żeby na takim stadionie jeździć?
Obecny plan remontu stadionu to większe koszty dla klubu piłkarskiego, a pieniędzy w kasie niewiele. – Za każdy mecz, który organizują piłkarze, trzeba zapłacić – podkreśla radny Kazimierz Żurowski, zasiadający w komisji sportu. – Im większy stadion, tym większe koszty.
Radni pytają, czy miasto stać
Część tarnowskich radnych też ma wątpliwości dotyczące remontu.
– Nie stać nas, żeby wyłożyć na remont 40 mln, a potem nie mieć za co utrzymać obiektu – mówi Kazimierz Żurowski, z komisji sportu rady.– Od kilku miesięcy próbuję namówić prezydenta, by zrezygnował z tej koncepcji. Można mieć ambicje, ale musimy być realistami i „szyć na miarę”. Można łatwo policzyć, ilu kibiców przychodzi na mecze piłkarskie. To maksymalnie kilkaset osób. Wybudujmy więc oddzielny stadion na tysiąc widzów dla piłkarzy. Zdaniem radnego można zaprojektować stadion z możliwością rozbudowy, która byłaby możliwa, gdy piłkarze awansują do wyższej klasy rozgrywkowej.
– Jestem sceptycznie nastawiony, dyskusja nad sensem budowy stadionu po prostu nie ma sensu – komentuje Jakub Kwaśny, radny SLD. – Nie będzie nas na to stać. Jeśli w przyszłym roku prezydent chce nas zadłużyć na 200 mln, to skąd za dwa lata weźmie 40 mln, aby wybudować stadion? Kolejnego kredytu już nie dostaniemy, finansowania zewnętrznego nie ma. Wniosek jest prosty – to nie może się udać.
Nieco więcej optymizmu w tej materii wykazują radni Platformy Obywatelskiej, choć oni też nie mają pewności, że plan nie pozostanie tylko na papierze.
– Trzeba mieć ambitne plany – tłumaczy Zbigniew Kajpus. – Wierzę, że uda nam się znaleźć te 40 milionów. To ważne, aby inwestować w infrastrukturę sportową, kiedyś wreszcie trzeba to zrobić.
– Mamy już jedną, ogromnie kosztowną sportową inwestycję, czyli budowę hali „Jaskółka” za ponad 50 milionów złotych – mówi Józef Gancarz, przewodniczący komisji ekonomicznej w radzie. – Nie widzę możliwości, żeby miasto wyłożyło kolejne 40 mln na stadion. To oznacza, że zabraknie na chodniki, drogi… Nie wszyscy tarnowianie to fani żużla i piłki nożnej….
Ostateczną decyzję podejmą radni w czasie głosowania nad przyszłorocznym budżetem. Modernizacja stadionu będzie jednym z punktów, choć główne prace miałyby zostać przeprowadzone dopiero za dwa lata. Radni klubu PiS nie ukrywają, że rozmach inwestycyjny, jaki proponuje prezydent w przyszłym roku, może skończyć się tym, że z modernizacją stadionu trzeba będzie poczekać. Przynajmniej do czasu, aż miasto znajdzie jakieś dofinansowanie, bo 40 milionów z kasy miejskiej to zdecydowanie za dużo jak na jeden obiekt.
Co dalej?
Prezydent Roman Ciepiela raczej nie zamierza zrezygnować z pierwotnej koncepcji remontu stadionu. – Wysłaliśmy pismo, w którym dopingujemy spółkę do zwolnienia obiektu w drugiej połowie 2018 roku. Dokumentacja przetargowa jest już prawie gotowa. Rzeczywiście jest sugestia ze strony spółki, aby nie zamykać stadionu. Z taką sprawą trzeba jednak zwrócić się do projektantów, którzy wiedzą, czy jest to możliwe i czy nie będzie zagrażać bezpieczeństwu.
W kwestii stadionu jeszcze wiele może się wydarzyć, bo wizja budżetu na 2018 rok przedstawiona przez prezydenta, która wymaga 200 mln zł kredytów, nie wszystkim radnym się podoba.
Wiele wskazuje na to, że dyskusja w sprawie stadionu wróci do punktu wyjścia i zamiast pytania: jak budować, trzeba będzie znowu pytać, czy budować w ogóle…
























