Jeszcze przed kilkunastu laty nie do pomyślenia było np., aby strażak schodził pod wodę w poszukiwaniu topielców. Początki ratownictwa wodno‑nurkowego w tarnowskiej Państwowej Straży Pożarnej sięgają roku 1994. Sekcję nurkową organizowało wówczas dwóch entuzjastów: brygadier Arkadiusz Dziadyk (dziś dowódca Jednostki Ratowniczo‑Gaśniczej nr 2) i mł. brygadier Paweł Mazurek, obecnie rzecznik Komendy Miejskiej PSP w Tarnowie.
– Były to naprawdę pionierskie czasy – wspominają. – O skafandrach, jakie mamy dzisiaj, mogliśmy wówczas tylko pomarzyć. Pod wodę schodziliśmy w zwykłych bawełnianych dresach, dawały one jedynie namiastkę, wręcz złudzenie, termoizolacji. Mieliśmy prymitywne zaplecze i sprzęt, ryzykowaliśmy, schodząc pod wodę, ale nie brakowało nam samozaparcia i entuzjazmu. Dzisiaj mamy satysfakcję, widząc profesjonalnie wyszkoloną i wyposażoną Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Wodno‑Nurkowego „Zastęp Tarnów”.
SGRWN funkcjonuje w ramach Jednostki Ratowniczo Gaśniczej nr 2 przy ul. Błonie pod nadzorem bryg. Arkadiusza Dziadyka. W jej skład wchodzi trzynastu strażaków z uprawnieniami płetwonurka. Ponadto dwóch posiada uprawnienia nurkowania wrakowo‑morskiego, trzynastu – podlodowego. Wszyscy potrafią nurkować w tzw. suchym skafandrze, a pięciu ukończyło kurs patofizjologii nurkowania i pierwszej pomocy w Instytucie Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni.
Uczestniczą w najbardziej spektakularnych akcjach ratunkowych, interweniują pod wodą niemal w każdych warunkach pogodowych, także zimą, kiedy akweny skuwa lód. W tym roku wyłowili już cztery ofiary utonięć z Białej, Dunajca i zbiornika pożwirowego w Radłowie, nurkowali też w wyrobisku pożwirowym w Łętowicach, by wydobyć ciało operatora zatopionej tam koparki. W ubiegłym roku wyciągnęli z rzek i stawów pożwirowych osiem nieżyjących osób, ale chyba najbardziej pamiętają grudniowy dzień 2008.
W głębokim, oblodzonym stawie Kantoria w Tarnowie poszukiwali dwójki młodych mężczyzn, którzy na oczach świadków utonęli w lodowatej wodzie. Załamała się pod nimi krucha tafla lodowa i nie mieli większych szans na przeżycie. Pierwszego z nich wyciągnął z przerębli ogniomistrz Daniel Halik. – Nie ma co ukrywać, zawsze jest w takich sytuacjach stres, ale wiemy jak go opanować, musimy być odporni… – mówi. W opanowaniu emocji i lęku pomagają im regularne treningi – każdego miesiąca schodzą pod wodę, żeby poćwiczyć i utrzymać kondycję. Najczęściej zanurzają się treningowo w zbiornikach w Radłowie, Niwce, Dwudniakach i na Zakrzówku w Krakowie.
– Tworzymy zgrany zespół i staramy się pracować bez ulegania emocjom, wiemy, że każda minuta jest cenna i nie możemy pozwolić sobie na chwile słabości. Trudno jednak być do końca twardzielem, czując presję czasu i rodziny stojącej na brzegu. Kiedy krewni ofiar modlą się i błagają nas o ratunek, to dla nas zawsze najtrudniejsze chwile… – przyznają płetwonurkowie tarnowskiej straży.
W Małopolsce elitarne grupy nurków‑strażaków utworzono ponadto w Krakowie i Nowym Targu.
Strażak podwodny
REKLAMA
REKLAMA























