Zdają na „prawko” po kilkadziesiąt razy

1
REKLAMA

Egzamin przez 17 lat

Niedawno media ogłosiły sensację: w Piotrkowie Trybunalskim 50-letni mężczyzna zdał egzamin na prawo jazdy po wcześniejszych… 192 nieudanych podejściach. Egzaminy próbował zaliczyć w ciągu 17 lat, wydał na ten cel 6 tys. zł. Dla przypomnienia: egzamin teoretyczny, kat. B, kosztuje 30, a praktyczny 140 zł.
– Wiadomo mi o przypadku z Tarnowa, który dotyczył 30-krotnego zdawania egzaminu – informuje dyrektor MORD. – Jako jeszcze instruktor poznałem też osoby, które bez powodzenia zdawały ponad 20 razy. Wiele zależy od psychofizycznych uwarunkowań kandydata na kierowcę, choć nie tylko. Jest pewien odsetek osób, które ze względu na swoje indywidualne cechy nigdy nie powinny kierować pojazdami z uwagi na własne i innych bezpieczeństwo. Szacuje się, że dotyczy to około 20 proc. populacji.
Ewa z okolic Tarnowa chce mieć prawo jazdy, ale na razie jej nie wychodzi.
– Rok temu egzamin teoretyczny zdałam za pierwszym razem. Z powodów osobistych do egzaminu praktycznego podeszłam z opóźnieniem, kilka miesięcy potem. Potknęłam się na jeździe, oblałam. To było dla mnie jak lodowaty prysznic. Chcę znowu próbować, ale już z tyłu głowy mam pierwszą nieudaną próbę, jak jakąś traumę. Ciągle nie mogę dobrze opanować parkowania równoległego tyłem pojazdu. Doszkalałam się, wykupując kilka godzin nadobowiązkowej jazdy, lecz wtedy to nie pomogło, teraz tym bardziej będę potrzebowała dodatkowej pomocy, ale poszukam jej już w innym ośrodku szkolenia.
Czy ktoś, kto nie może zaliczyć egzaminu państwowego po kilkudziesięciu próbach, w ogóle nadaje się na kierowcę?
Po sławnym przypadku piotrkowskim już pojawiły się opinie, że powinien zostać ustawowo określony limit prób egzaminacyjnych, poza którym możliwość ponownego zdawania byłaby już odebrana.

Panie ratuje „automat”

– Nie zawsze jest tak, że jeśli ktoś zda egzamin za pierwszym razem, to na pewno będzie dobrym kierowcą, ale jeżeli ktoś zdaje po kilkadziesiąt razy, daje to już do myślenia – zaznacza dyrektor Gurgul.
– W tym przypadku nie ma żelaznej reguły – uważa Jan Zaworski. – Mieliśmy u nas trzy panie po sześćdziesiątce, które robiły prawo jazdy w ramach projektu „Kariera”. Któregoś dnia powiedziałem im, że jeśli nie przesiądą się na samochód z automatyczną skrzynią biegów, to z prawa będą nici. Tak zrobiły, poszły na egzamin i go zdały, choć nie za pierwszym razem. One nie najgorzej radziły sobie na drodze, ale nie miały wystarczających predyspozycji manualnych, pojazd z tradycyjną skrzynią biegów za bardzo absorbował je podczas jazdy, zajmował uwagę. Mieliśmy też przypadki osób, które mówiły nam, że kończyły po dwa fakultety, w swoim życiu zdawały dziesiątki różnych egzaminów, a z tym mają problem. Nigdy wcześniej nie przeżywały aż tak dużego stresu. W takich sytuacjach radzimy udać się po bezpłatną poradę psychologiczną do MORD. Oczywiście, zdarzają się też przypadki raczej beznadziejne. Po iluś tam „wyjeżdżonych” godzinach okazuje się, że kursant nie robi żadnych postępów. Rozmawiamy z nim wówczas szczerze. Mówimy, że naszym zdaniem, nawet 100 godzin jazdy szkoleniowej nic nie da i że z prawa jazdy nic nie będzie. Proponujemy zwrot pieniędzy za kurs, po niewielkim potrąceniu kwoty. To rzadkie sytuacje, ale od czasu do czasu się pojawiają.

REKLAMA (3)

Strach przed kierownicą

Zdarzają się też tak zwane martwe prawa jazdy. Ktoś zdał egzamin, zdobył uprawnienia do kierowania pojazdami, ale zrezygnował z ich prowadzenia. Nie czuje się na siłach, nie wyzbył się lęku przed kierowaniem. Woli fotel pasażera.
– Jeśli ktoś ma przekonanie, że mimo zdania egzaminu nie radzi sobie na drodze, już przed wejściem do samochodu boi się, że spowoduje wypadek, to lepiej będzie, jeżeli nie zasiądzie za kierownicą. Nic na siłę – zgodnie twierdzą nasi rozmówcy.
– Dzisiaj sporą presję na młodych, żeby robili prawo jazdy, wywierają ich rodzice – opowiada Jan Zaworski. – Przychodzi potem do nas młodzież i ze łzami w oczach żali się, że kazał jej tata albo mama zdobywać to prawo, gdyż w przyszłości, gdy już przyjdzie czas pracy zawodowej, może się ono przydać.
Wiadomo: znajomość komputera, języków obcych i prawo jazdy ułatwiają starania o pracę.
– Niekiedy ludzi zmuszają okoliczności życiowe – dodaje Paweł Gurgul. – Pewna starsza pani zwierzyła się nam kiedyś, że nigdy nie myślałaby o robieniu prawa jazdy, gdyby nie fakt, że poważnie zachorował jej mąż. Wcześniej, gdy zachodziła potrzeba, on ją woził do lekarzy, teraz ona musi wozić jego.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze