Azyl najmniejszych niedźwiedzi

0
Niedźwiedź
Fot. autorka
REKLAMA

Do ośrodka rehabilitacji najmniejszych niedźwiedzi świata trafiłam trochę z tej przyczyny, że sąsiedni – sławny i uczęszczany – ośrodek rehabilitacji orangutanów akurat był zamknięty dla zwiedzających. Oba ośrodki leżą obok siebie – w Sepilok w malezyjskiej części Borneo. Ten z niedźwiedziami jest (niezasłużenie) mniej znany.

O istnieniu na Borneo biruangów, zwanych też „słonecznymi niedźwiedziami”, miałam bardzo mgliste pojęcie. Owszem, wiedziałam, że są na świecie niedźwiedzie zwane malajskimi. O tym jednak, jak są piękne, niezwykłe i jak – niestety – szybko znikają z tego świata, przekonałam się dopiero odwiedziwszy ośrodek.

Ze znakiem słońca i marchewką

Nawiasem mówiąc, Bornean Sun Bear Conservation Centre (BSBCC) w Sepilok jest jedynym centrum ochrony „niedźwiedzi słonecznych” na świecie. Stanowi zarazem schronisko i ośrodek rehabilitacji dla osieroconych bądź odratowanych w różnych sytuacjach niedźwiedzi (są one nadal przedmiotem nielegalnego odłowu i handlu). To także ośrodek badawczy, jako że biruangi, w naturze żyjące skrycie i samotnie w lesie, są też najmniej poznanym gatunkiem niedźwiedzi.

REKLAMA (2)

Zwiedzanie zaś ośrodka jest lekkie, łatwe i przyjemne. Spaceruje się po biegnącym przez piękny, naturalny las mostku i obserwuje niedźwiedzie, wędrujące poniżej po ziemi, wspinające się na drzewa lub drzemiące na nich. Na mostku nie brak miejsc do siedzenia i tablic z ciekawostkami do poczytania. Nietrudno też spotkać pracowników centrum, którzy chętnie udzielają wszelkich objaśnień albo wskazują najbliżej znajdujące się misie. W centrum jest też niewielka ekspozycja na temat biruangów i ich sytuacji, czy instalacje pokazujące np. rozmiary niedźwiedzi malajskich w porównaniu do innych. Są też naturalnej wielkości wizerunki misiów, które można „adoptować” w ramach specjalnych programów. Ośrodek ma również sklepik z pamiątkami, często całkiem pomysłowymi, jak np. koszulki ze wzorem niedźwiedziej „słonecznej plamy”.

Trzeba dodać, że biruangi to nieduże, ale wyjątkowo ładne niedźwiedzie. Mają krótką i lśniącą, ciemną sierść, jasne pyski i oczy różnej barwy, a na piersi noszą żółte, pomarańczowe lub białawe plamy w kształcie naszyjnika lub śliniaczka. To tym plamom misie zawdzięczają angielską nazwę sunbear (niedźwiedź słoneczny). Wzory na piersi stanowią też znak rozpoznawczy i podstawę identyfikacji poszczególnych osobników, ponieważ każdy ma inny kształt i deseń. Biruangi są dość smukłej sylwetki jak na niedźwiedzie, a elementy budowy ciała – m.in. zwrócone do środka stopy – pozwalają im się dobrze wspinać. Te ważące od 25 do ok. 70 kg misie bez trudu wchodzą po gładkim pniu na wysokość 6-9 m. Na takiej wysokości często sypiają, moszcząc sobie nawet gniazda w koronach drzew. Wędrują też jednak i po ziemi, wygrzebując owady i otwierając termitiery, a także penetrując zmurszałe pnie. Są do takich poszukiwań dobrze przystosowane – mają znakomity węch, długie ostre pazury i najdłuższe w rodzinie niedźwiedzi języki – mierzące 25 cm!

Biruangi chętnie jadają też miód, po który potrafią wspinać się wytrwale i wysoko. W ośrodku dokarmiane są m.in. warzywami i owocami, np. marchwią, mango czy bananami. Zapewniam, że widok niedźwiedzia zajadającego się z rozkoszą trzymaną w łapie marchewką albo wylizującego łapę po słodkim owocu wart jest obejrzenia.

Miś na… lekarstwo?

Biruangi malajskie występują tylko w Azji Południowo-Wschodniej i są najmniejszymi ze znanych niedźwiedzi – zwykle w rozmiarze dużego psa. Są też najrzadszym obecnie gatunkiem niedźwiedzi – oczywiście zagrożonym wyginięciem. Z jednej strony wycinka lasów tropikalnych niszczy ich naturalne środowiska, z drugiej zagrażają im polowania i nielegalny handel. Niestety, części ciała tych małych niedźwiedzi – jak woreczki żółciowe czy pazury – są wciąż stosowane jako „leki” w tradycyjnej medycynie chińskiej.

Założyciel ośrodka w Sepilok, biolog Wong Siew Te, prowadząc badania nad niedźwiedziami słonecznymi stykał się niejednokrotnie ze zwierzętami trzymanymi w niewoli – w ciasnych, kurzych klatkach – źle karmionymi i zwykle przeznaczonymi na sprzedaż na chiński rynek. Stąd wziął się pomysł utworzenia ośrodka, gdzie niedźwiedzie można by leczyć i rehabilitować, ewentualnie hodować i przygotowywać do powrotu do natury, o ile ich stan zdrowia na to pozwoli.

Ośrodek powstawał w latach 2003-2008. Zaczęto od obszernego wybiegu leśnego i „domu niedźwiedzi” z pomieszczeniami dla zwierząt. Z początku zamieszkało w nim kilkanaście niedźwiedzi odratowanych z prywatnych hodowli. Stopniowo ośrodek rozbudowywano i powiększano, m.in. o mostek spacerowy z tarasami widokowymi. Ta napowietrzna ścieżka umożliwiła udostępnienie ośrodka przybywającym do Sepilok turystom.

Z klatek i łańcuchów

Dziś przebywa tam ponad 40 niedźwiedzi malajskich w różnym wieku – od kilku do prawie 20 lat. Niektóre konfiskowano z prywatnych hodowli, inne były oddawane dobrowolnie. Kilka zwierząt na targowiskach odkupiły prywatne osoby, które ratowały w ten sposób niedźwiedziom życie i przekazywały je do ośrodka. Zdarzało się też, że turyści zgłaszali przypadki przetrzymywania biruangów i pokazywania ich np. w prywatnych menażeriach. Kilka zwierząt, szczególnie młodych, znalezionych zostało w lesie przez drwali, którzy bądź dobrowolnie przekazywali niedźwiadki, bądź próbowali je sprzedać.

REKLAMA (3)

Z niektórymi zwierzętami wiążą się dziwne historie. Wśród podopiecznych BSBCC są np. dwa misie, które w prywatnym zwierzyńcu pokazywane były jako… pandy (!). Dwa inne przekazane zostały ze zwierzyńca przy szkole. Jeden ze starszych niedźwiedzi, zabrany z prywatnej hodowli, gdzie trzymany był z zamiarem sprzedania „na woreczek żółciowy”, kilkakrotnie był pogryziony przez psy (mimo to należy do misiów najbardziej oswojonych z ludźmi i szuka z nimi kontaktu w nadziei na smakołyki). Niektóre z zabranych z domowych hodowli zwierząt mają uszkodzenia szczęk i zębów wynikające z niewłaściwej diety, jest też jedno z trwale zniekształconą łapą. Jedna z trzymanych w prywatnej hodowli samiczek miała szyję wytartą i poranioną przez żelazną obręcz, którą stale nosiła, inna ma wokół nosa bliznę od kagańca. Kilka zwierząt wciąż nie odreagowało traumy związanej z niewolą i przebywa w odosobnieniu. Jednak w większości przypadków stan podopiecznych, leczonych, karmionych i mogących korzystać z wędrówek po lesie, szybko się poprawia.

Kilkanaście zwierząt po okresie adaptacji na leśnym wybiegu wypuszczono do lasu w nadziei, że sobie poradzą. Niektóre zapewne pozostaną w Sepilok na zawsze. Wciąż poza tym przybywa nowych pensjonariuszy.

Patrząc na „słoneczne niedźwiedzie” i słuchając pracujących z nimi ludzi, spędziłam w ośrodku w Sepilok parę godzin. Było warto. Przede wszystkim dla zwierząt, których zobaczenie dziś w naturalnym środowisku graniczy z cudem. Ale także ze względu na ludzi, którzy próbują je ratować i lepiej poznać.

Do ośrodka w Sepilok warto zajrzeć także w sieci, na stronie www.bsbcc.my

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze