Czy czekają nas chude lata tarnowskiego żużla?

0
przyszlosc zuzla w Tarnowie
przyszlosc-zuzla-w-Tarnowie
REKLAMA

Po pierwsze – wyniki
Kiedy wczesną jesienią ubiegłego roku tarnowska Unia niespodziewanie awansowała do fazy play off rozgrywek o mistrzostwo ekstraligi i w efekcie zdobyła brązowe medale Drużynowych Mistrzostw Polski, nastroje wśród kibiców były wręcz szampańskie a przyszłość jawiła im się w różowych kolorach. Tym bardziej, że głośno było o tym, że Unię zasili syn jej wieloletniego kapitana, uważany za jednego z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia – Krystian Rempała.
Czar prysł jednak jeszcze wtedy, kiedy fani nie skończyli celebrować medalu pieczętującego przynależność do elity. Okazało się bowiem, że kasa klubu jest pusta i do opinii publicznej trafiła informacja, że w związku z tym z drużyną żegna się jeden z jej głównych filarów, mocno związany z Tarnowem Słowak Martin Vaculik. Rozmowy z Arturem Mroczką, który z zadania zawodnika tzw. drugiej linii spisał się nawet ponad plan, przypominały znaną bajkę o czapli i żurawiu z puentą: „I w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. W efekcie Mroczka nie podpisał nowego kontraktu. Przyjście Rempały zaczęło się więc jawić jako łatanie dziur w składzie, a tragedia, jaka rozegrała się w maju na torze w Rybniku, odebrała „Jaskółkom” jeszcze i atut w postaci obecności w składzie juniora, który potrafi nie tylko skutecznie rywalizować z rówieśnikami, ale zdobywać punkty na seniorach rywala.
Obecnie tarnowskie środowisko boleśnie przekonuje się, że nie można bezkarnie osłabiać drużyny praktycznie z sezonu na sezon. Efekt jest taki, że Unia, póki co, jest „czerwoną latarnią” ekstraligi.


Po drugie – pieniądze
Nie jest tajemnicą, że współczesny skomercjalizowany żużel jest w coraz mniejszym stopniu sportem, a w coraz większym biznesem. Wszechwładny pieniądz decyduje o wszystkim. W czasach, kiedy do elity nie trzeba nawet awansować na skutek odpowiednich wyników na torze, lecz zostać „zaproszonym” (vide w ostatnich sezonach Grudziądz i Rybnik), zbudowanie drużyny na miarę sukcesu opiera się przede wszystkim na dopływie stałej, dużej gotówki. Mówiąc krótko – kto ma pieniądze, ten ma wyniki, a już na pewno kto pieniędzy nie ma, nie ma też szans, aby w tej rywalizacji liczyć na sukces. Chyba że jeździ ulubionym sposobem wielu polskich klubowych działaczy, czyli na kredyt, co wcześniej czy później kończy się katastrofą.
W Tarnowie z pieniędzmi krucho. Pokolenia kibiców przyzwyczaiły się do tego, że jest w Mościcach dobry, hojny wujek, czyli Zakłady Azotowe, który zawsze zadba, aby żużlowcom krzywda się nie stała. Kłopot w tym, że ten „wujek” jest coraz mniej tarnowski, bo stał się ogólnokrajowym koncernem, do którego przyznają się i w kolejce po wsparcie stoją inni z ambicjami i sukcesami, na przykład siatkarze ZAKS Kędzierzyn Koźle czy piłkarze ręczni Wisły Puławy. Tarnowski żużel wcale nie musi być żadnym oczkiem w głowie chemicznego potentata, który w dodatku podatny jest na polityczne wahnięcia, czyli nowy zarząd wcale nie musi sprzyjać sportowi w takim zakresie jak poprzedni.
Wszystko to nakazywałoby szukać za wszelką cenę alternatywnych źródeł finansowania. W Tarnowie jakoś to jednak kiepsko wychodzi i model leszczyński, gdzie żużel finansują z powodzeniem dziesiątki mniejszych firm, raczej trudno sobie wyobrazić. Od lat obowiązuje natomiast prosta zasada: „Azoty albo śmierć”. W najlepszym razie sportowa degradacja.

REKLAMA (3)

Po trzecie – stadion i…moda na żużel
Wieść niesie, że tarnowski Stadion Miejski ma być modernizowany, w związku z tym żużlowcy będą musieli na sezon lub dwa poszukać sobie innej areny do treningów oraz ligowych spotkań. Tutaj pojawia się problem, bo rozwiązanie to jest bardzo kosztowne i należałoby znaleźć obiekt, który będzie spełniał wymogi stawiane przez Ekstraligę Żużlową (gdyby Unia w niej jednak pozostała) i jednocześnie położony w rozsądnej odległości od Tarnowa. Trudno przecież założyć, że kibice będą masowo jeździć za swoimi pupilami na przykład do Poznania. Przerwanie więzów z lokalnych środowiskiem w momencie dużego kryzysu sportowego i finansowego może przynieść bardzo negatywne skutki. Tym bardziej że widać wyraźnie, iż żużel w Tarnowie nie jest ostatnio tak modny jak dawniej.
Wiosną 2004 roku, kiedy do zespołu trafili bracia Gollobowie i Tony Rickardsson, po tym jak Unia wróciła do ekstraligi, na treningu z drużyną Sparty Wrocław przy padającym deszczu zjawiło się ponad 8 tysięcy kibiców. W tym sezonie nie było tylu nawet na najbardziej atrakcyjnie zapowiadającym się meczu. Coś się załamało, bo już w 2012 roku trener Marek Cieślak zauważył, że zdobył z „Jaskółkami” tytuł mistrza, z którego praktycznie nikt się nie cieszył, nad sukcesem szybko wszyscy przeszli do porządku dziennego.
Dziś trudno o eksplozje zainteresowania w sytuacji, kiedy brak wyników, stadion przypomina ruinę, a bilety są coraz droższe. Jak odwrócić złe trendy? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie i oczywiście odpowiednich środków zaradczych wydaje się być kluczowe dla przyszłości żużla w mieście.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze