Samorządowe zmiany wyborcze

0
wyborczo
REKLAMA

Najważniejsza zmiana, którą przez pewien czas forsowało Prawo i Sprawiedliwość, nie wejdzie w życie. Chodzi o ograniczenie do dwóch kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów, które miało działać wstecz. W takim przypadku problem miałoby wielu włodarzy miast i gmin. Także prezydent Tarnowa, który wygrał wybory w 2014 roku, ale w jego karierze zdarzyło mu się już piastować ten urząd w latach 1994‑1998.
W podobnej sytuacji znalazłby się też wójt Skrzyszowa, Marcin Kiwior, który od prawie 8 lat rządzi gminą. Zmiany w kształcie, który wyklucza liczenie kadencji wstecz, ocenia pozytywnie. – Uważam, że ten dodatkowy rok jest bardzo istotny. Rzeczywiście cztery lata temu, kiedy kończyła się moja pierwsza kadencja, czułem pewien niedosyt. Niektóre inwestycje, jakie chciałoby się prowadzić w gminie, wymagają więcej czasu i więcej przygotowań. Inna sprawa, że w 2010 roku, kiedy po raz pierwszy zostałem wójtem byłem „świeżakiem” i zeszło trochę czasu, zanim w pełni poznałem meandry funkcjonowania samorządu. Dla tych, którym w tym roku uda się po raz pierwszy wygrać wybory samorządowe na różnych szczeblach, pięć lat to spore ułatwienie.
Podobnie uważa Dawid Chrobak, który samorządności w praktyce zaczął się uczyć 3,5 roku temu, kiedy został burmistrzem Zakliczyna.
– To dobra zmiana – tłumaczy. – Ten czas tak szybko leci, że cztery lata to za mało, jeśli chce się wprowadzić zmiany czy inwestycje. Jeszcze nie podjąłem decyzji o tym, czy będę ubiegał się o funkcję po raz kolejny, ale patrząc na pewne procesy inwestycyjne, widzę, że nie zdążę ze wszystkim i być może warto byłoby dokończyć pewne działania w przyszłej kadencji.Część ekspertów zwraca uwagę na to, że takie ograniczenie może spowodować, że kiedy prezydent, burmistrz lub wójt wygra wybory po raz drugi, to w ciągu kolejnych pięciu lat bardziej niż na samorządzie skupi się na tym, by szukać sobie innej pracy. Z takim twierdzeniem nie zgadza się prezydent Tarnowa.– Nikt, kto jest odpowiedzialnym samorządowcem, nie może tak traktować swojego urzędu – mówi Roman Ciepiela. – Prezydent przecież cały czas jest rozliczany ze swoich działań i nie ma możliwości, żeby nagle spoczął na laurach i zajął się czymś innym niż zarządzanie miastem. Wieloletnia prognoza finansowa zakłada zresztą plany do realizacji na wiele lat do przodu, z których trzeba się wywiązać.
Tadeusz Kwiatkowski, starosta powiatu dąbrowskiego, zaznacza, że taka zmiana była długo wyczekiwana. Mówi oczywiście o wydłużeniu kadencji do pięciu lat, nie zaś o ograniczeniu kadencji władz do dwóch. Podaje przy tym przykłady wielu samorządów w innych państwach Europy, które od dawna rządzą się przez pięć lat, a nawet dłużej.
Prawdziwym rekordzistą w zarządzaniu gminą jest wójt Szczurowej, Marian Zalewski, który funkcję naczelnika, a później wójta sprawuje od 1984 roku. Podczas wyborów samorządowych w 2010 i 2014 roku nie miał nawet kontrkandydata, a poparcie dla niego sięgało ponad 80%. Od 1990 roku nieprzerwanie rządzą w swoich gminach także Witold Morawiec – Olesno, i Kazimierz Olearczyk – Bolesław.
Nowa ustawa prędzej czy później wyśle ich na emeryturę, chyba że wcześniej zrobią to wyborcy. Ale i na to podobno jest patent.
– Nie brakuje przykładów nawet z ostatnich czterech lat, gdzie wybory uzupełniające w gminach wygrywali zastępcy dotychczasowych włodarzy – mówi jeden z wójtów podtarnowskiej gminy. – Zawsze można się więc z kimś umówić i najpierw zrobić go zastępcą, a przez kolejnych 10 lat zastępować jego. Można powiedzieć, że dla chcącego nic trudnego. Ja jestem przeciwny takim ograniczeniom, bo ktoś, kto wygra wybory po raz drugi, może też pomyśleć: skoro nie będę mógł już kandydować, to nie ma straszaka, będę robić, co będę chciał.
Nowa ustawa ogranicza także liczbę miejsc, w których można ubiegać się o „stołki”. Nie można jednocześnie kandydować do sejmiku oraz na fotel wójta, burmistrza, czy prezydenta, co było istną plagą od wielu lat. Kandydaci maksymalnie wykorzystywali swoje możliwości, często otrzymując dwa mandaty. Z jednego z nich trzeba było zrezygnować. Często chodziło o to, by popularne nazwisko „pociągnęło” listę, a tym samym ułatwiło zadanie kolejnych kandydatom z danego komitetu. Tak było w przypadku Romana Ciepieli w 2014 roku. Wygrał wybory samorządowe i otrzymał mandat w Sejmiku Województwa Małopolskiego, który potem przekazał Marcinowi Kucie, dyrektorowi szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie.
Nie zapisano natomiast ograniczeń w przypadku wyborów, do Sejmu. Będzie można kandydować na wójta, burmistrza i prezydenta, a jeśli się nie uda, to do Sejmu. Pod tym względem ci, którzy wystartują w jesiennych wyborach będą mieli łatwiej, bo już za rok odbędą się wybory parlamentarne, więc popularność zdobyta jesienią 2018 roku może przełożyć się na wynik do sejmu rok później. Co zresztą już teraz jest częstą praktyką ze względu na wyborczy kalendarz.
Wydłużenie kadencji samorządów do pięciu lat skomplikuje sytuację w 2023 roku. Wtedy czeka nas kumulacja wyborcza: wybory samorządowe i parlamentarne. Do tego czasu w kodeksie wyborczym jednak wiele może się zmienić, niewykluczone, że taka sytuacja spowoduje kolejne ograniczenie: albo do samorządu, albo do Sejmu. Problemem będzie chociażby czas antenowy dla poszczególnych komitetów. Kandydat, który będzie chciał wystartować w dwóch wyścigach wyborczych, miałby podwójny czas dla promocji swojej osoby w telewizji publicznej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze