– Tak wielkiej ekologicznej katastrofy w Uszwicy nie było od wielu lat, a nie znamy jeszcze dalszych jej następstw, zatrute martwe ryby zjadane były przez różne ptaki, w tym bociany, także przez koty. Trudno ustalić, jakie zniszczenia spowodowane zostały w rzecznej roślinności. Ustalenie, kto i czym zatruł rzekę nie będzie proste. Nie spodziewam się, żeby wykazały coś próbki badane przez WIOŚ, woda pobrana została zbyt późno, kiedy toksyny spłynęły już do Wisły. Jedyną naszą nadzieją są wyniki badań toksykologicznych, śnięte ryby wysłane zostały do Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, spodziewamy się, że wyniki gotowe będą do końca sierpnia – mówi Maciej Podobiński z brzeskiego oddziału Polskiego Związku Wędkarskiego.
Podobiński wyklucza, że mogło to być zatrucie ściekami bytowymi. – Faktem jest, że wiele firm odbierających nieczystości nie stosuje się do przepisów i aby zaoszczędzić wylewa je w miejscach niedozwolonych, często do Uszwicy. Ale tego typu ścieki nie mogłoby powodować śnięcia ryb na takim długim, prawie 20-kilometrowym odcinku. Najprawdopodobniej musiał być to związek chemiczny, którego działanie spowodowało tak liczne śnięcia, padły tysiące ryb, znaleźliśmy wśród nich cały przekrój gatunkowy i pokoleniowy. Część ryb na szczęście przetrwała, jednak będzie musiało upłynąć co najmniej osiem lat, aby zarybienie wróciło do stanu sprzed katastrofy – dodaje.
Wędkarze skupieni w brzeskim oddziale PZW twierdzą, że Uszwica cierpi od lat, głownie z powodu nieodpowiedzialnej gospodarki wodno-ściekowej. – Jednak widać wyraźną poprawę, jeszcze do niedawna za największego truciciela uznawana była należąca do brzeskiego browaru oczyszczalnia ścieków. Teraz jednak trudno ich o to podejrzewać, bo zakład wydał prawie 20 milionów na jej modernizację i zastosował najnowsze technologie, by chronić rzekę. Wody Uszwicy najczystsze są w jej górnym biegu, tam prowadzimy zarybienia pstrągiem potokowym, które znakomicie tam bytują, tym bardziej, że w tamtym miejscu rzekę zasila potok Leksandrówka – dopowiada Maciej Podobiński.
Wędkarzom znakomicie udał się eksperyment zarybiania Uszwicy świnką, szczupakiem, kleniem. Jednorazowy zakup narybku nie jest tani i wynosi nawet siedem tysięcy złotych. Wziąwszy pod uwagę, że takich zarybień dokonuje się kilka w roku przedsięwzięcie jest dość kosztowne. Dlatego działacze PZW pilnują, aby rzeka nie była zbyt mocno eksploatowana, do łowienia w niej ryb uprawnieni są tylko wędkarze ze specjalnymi uprawnieniami, łowiący etycznie, którzy znają się na metodach odłowów, na rozmiarach ryb, mający podstawową wiedzę z zakresu ichtiologii. – Bierzemy udział nie tylko w akcjach zarybieniowych, sprzątamy brzegi rzeki, dbamy o dobrostan wód i pływających w nich ryb. Wielka szkoda, że ktoś zniweczył naszą wieloletnią pracę. Mam nadzieję, że sprawca zatrucia zostanie wykryty i poniesie odpowiednią karę – mówi Podobiński.
























