O okołoświątecznych promocjach zaczyna być w naszym kraju coraz głośniej. Nie ma się, co dziwić. W świecie bogatego zachodu, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, to właśnie ten czas jest dla handlu okresem największych obrotów.
Kilka lat temu wylądowałem w Nowym Jorku kilka dni przez Black Friday. Cel mojej wizyty był zupełnie inny. Mało tego, nie miałem zielonego pojęcia, że najbliższy piątek to właśnie „ten” piątek. Czyli punkt kulminacyjny okresu wielkich promocji przedświątecznych.Nie bardzo się tym interesowałem, gdzieś mi to po prostu umknęło. Już w taksówce prowadzący pojazd zapytał, czy właśnie osławiony Black Friday jest głównym punktem mojego pobytu w USA. Dokładnie takie samo pytanie dostałem w recepcji hotelu. Tu zresztą sytuacja była jeszcze ciekawsza, bo recepcjonistka zobaczywszy mój paszport przeszła z angielskiego na łamaną polszczyznę. Jej rodzice urodzili się w Polsce. Ale to już zupełnie inna opowieść.
Tak czy inaczej to doświadczenie pokazało mi, jak bardzo Black Friday i w ogóle świąteczne wyprzedaże są znane i ważne dla Amerykanów. I, jak z mojego przykładu można wnioskować, nie tylko dla nich, bo turystyka „zakupowa” do Stanów jest w tym okresie normalnością.
W czasie tamtego pobytu nie byłem w żadnym sklepie w sam piątek. Ale w ciągu kolejnych dni kilkakrotnie odwiedzałem różne centra handlowe. I mogłem się przekonać, że w amerykańskim wykonaniu promocje rzeczywiście potrafią być atrakcyjne. Zniżki o 50-70% są standardem. Oczywiście nie na wszystko, ale z pewnością wartościowe rzeczy można kupić dużo taniej. Z czego, jak się Państwo domyślacie, skorzystałem.
W USA okres okołoświątecznych ofert zaczyna się już w październiku. Halloween, czyli 31 października, Dzień Pamięci, czyli 11 listopada i oczywiście Black Friday to najważniejsze jego punkty. Chodzi o budowanie nastroju wyjątkowości tych dni i presji na nabywcę, że na takich warunkach w innych terminach na pewno nic nie kupimy. Trzeba wykreować pretekst. W tym okresie wiele sklepów odnotowuje kilkadziesiąt procent wyższe obroty, niż w innych miesiącach roku. To szansa na podreperowanie wyników, ale także na pozbycie się zalegających magazyny, czy półki sklepowe towarów. Obniżki o 70% to już sytuacja, w której może pojawić się strata. Choć pamiętajmy o tym, że na przykład marże na odzież, w zależności od jej rodzaju i punktu sprzedaży, mogą wynosić nawet grubo ponad 200%. W przypadku elektroniki takich sytuacji nie mamy, ale też 50% obniżki na przykład na telewizory to raczej pojedyncze egzemplarze, które mają przyciągnąć do sklepu rzeszę klientów. Mają być pretekstem do tego, żeby przyjść. Jeśli nawet nie uda im się kupić z wielkim rabatem, to pewnie kupią coś innego. Chodzi o to, żeby ich zwabić, a jak już są, to jakoś zachęcimy ich do wydania pieniędzy. Zresztą nawet, jeśli część towaru, niewielka dodajmy, sprzedawana jest ze stratą, to albo właśnie jest to koszt reklamy zachęcającej do odwiedzenia tego, a nie innego punktu, albo jest to towar, który się po prostu nie sprzedaje. A jego „leżakowanie” też przecież kosztuje. Jakoś go trzeba finansować i gdzieś go musimy składować.
Jeszcze na początku tego wieku w Polsce okres zakupów świątecznych zaczynał się tydzień przed świętami. W witrynach pojawiały się ozdoby, widzieliśmy jakieś nieśmiałe promocje. Rzadko kiedy przekraczające 20%. Ale to się zmienia. A w tym roku nasilenie kampanii promocyjnej wyraźnie wzrosło. Było to odczuwalne właściwie wszędzie. Wzorem amerykańskim sklepy zaczęły być przystrajane już w listopadzie. Zresztą za tym trendem podążają niektórzy samorządowcy, którzy wyraźnie wcześniej dekorują miasta na święta. A już apogeum nastąpiło w związku z Black Friday. Jeszcze nigdy nie widzieliśmy takiego medialnego „zamieszania” towarzyszącego temu wydarzeniu. Okres wyprzedaży się jeszcze nie skończył, ale już wiemy, że ten rok będzie rekordowy. Z jednej strony to efekt tego, że z roku na rok stajemy się zamożniejsi i na więcej nas stać. Z drugiej właśnie marketingu, przemyślanych kampanii, które zachęcają nas do tego, żeby kupować. Tu i teraz. A święta, które łączą się także z prezentami, są dla tego fantastyczną okazją.
Czy to coś złego? Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Moim zdaniem nie, pod warunkiem, że nie przegapimy gdzieś głównego przesłania tych świąt. Nawet, jeśli nie jesteśmy katolikami. A z ekonomicznego punktu widzenia to szkoda, że promocje w Polsce nie są jednak jeszcze tak odważne jak choćby w USA. Ale może coś mi umknęło…?
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)




![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













