Wygląda na to, że będziemy mieli powtórkę z rozrywki. Nie ma na razie żadnych istotnych działań na rzecz zwiększenia liczby mieszkań budowanych w Polsce, a właśnie „trafia” na rynek nowy program wsparcia popytu. Ceny w górę?
Wzrost cen mieszkań, jaki zanotowaliśmy w zeszłym roku, był naprawdę imponujący. Owszem, mieliśmy lata o jeszcze większej dynamice, mam tu na myśli apogeum hossy 2004 – 2008, ale nigdy nie było tak, żeby na największych rynkach w ciągu dosłownie kilku miesięcy ceny wzrosły o ponad 20%. Odnotowaliśmy taką sytuację choćby w Krakowie czy w Warszawie. W mniejszych miastach wzrosty były mniejsze, ale też znaczące. W drugiej połowie roku Polska należała do absolutnych liderów europejskich, jeśli chodzi o ten proces. Tym bardziej, że w wielu krajach Starego Kontynentu mamy do czynienia z pęknięciem bańki spekulacyjnej. Choćby w Niemczech, w których od szczytu jesteśmy już w okolicach 10%. W dół, żeby nie było wątpliwości.
Pisałem już o tym, więc nie będę tematu rozwijał. Wzrost cen wynikał z potężnego wzrostu popytu związanego z wejściem w życie programu „Bezpieczny kredyt 2.0”. Analitycy wskazywali, że będzie źle, bo jest problem z drugą stroną układanki, czyli z podażą. Mówiąc wprost: od 2022 roku spadła mocno liczba nowych inwestycji. Czyli kupujących przybyło, mieszkań nie. To jak się to musiało skończyć? Było jeszcze gorzej niż większość prognoz, bo takiego zainteresowania kredytem nikt się nie spodziewał. Nawet system bankowy. O ministerstwie, które program przygotowało, nawet nie wspomnę. I jaka z tego nauka płynie? Żeby raczej takich programów bez wsparcia po stronie podaży nie tworzyć. No właśnie…
Nie ma co ukrywać, że obecny rząd jest w pewnym sensie zakładnikiem swoich obietnic. Miał być nowy preferencyjny kredyt hipoteczny, w dodatku na lepszych warunkach niż to co zaproponował PiS, no to trzeba te obietnice spełnić. Tym bardziej, że przecież mamy kolejne wybory, czyli do europarlamentu i prezydenckie. No i efektem tego wszystkiego jest nowy program „Kredyt na start”.
Problem z dostępnością mieszkań w Polsce, w sensie braku wystarczających środków na ich zakup przez wielu z nas, oczywiście mamy. A zatem teoretycznie program jest potrzebny, w każdym razie ja uważam, że tego typu wsparcie ma sens. Ale to, co zobaczyliśmy w zeszłym roku, było szokujące. A zatem formuła dopłat do kredytów w obecnej sytuacji rynkowej jest problematyczna. No i właśnie dlatego obecna koalicja próbuje nowe rozwiązanie z jednej strony mocno ograniczyć, a z drugiej „wypłaszczyć” potencjalny popyt. Stąd wprowadzenie kryterium dochodowego i ograniczenie liczby przyznawanych kredytów w danym okresie. Z tym, że tym drugim będzie trudniej zarządzić. Po odblokowaniu możliwości ubiegania się o dopłatę w kolejnych przedziałach czasowych, może to oznaczać nerwowość klientów, kolejki w bankach itd. itp. A to nigdy nie służy normalizacji sytuacji.
Niestety wciąż niewiele, delikatnie mówiąc, słyszymy o pomysłach na zwiększenie podaży. Mówię o tym od lat. Przyspieszenie procesów administracyjnych, współtworzenie i współfinansowanie satelickich centrów miast, pomoc w ich uzbrojeniu, przeznaczenie na cele mieszkaniowe działek leżących w gestii szerokorozumianego Skarbu Państwa to jest moim zdaniem ważny kierunek. I to jest dzisiaj pięta achillesowa. Mamy w Polsce tych, którzy mogą te mieszkania budować, mamy na to finansowanie i kapitałowe, i bankowe. Nie mamy tylko wyznaczonych miejsc. Tak swoją drogą rozważyłbym także np. wprowadzenie podatku dla tych, którzy posiadają działki w miejscach przeznaczonych w planie zagospodarowania przestrzennego na budowę mieszkań, a tych mieszkań nie budują.
Jeszcze raz powtórzę: do zeszłorocznego wzrostu cen by nie doszło, albo byłby on bardzo ograniczony, gdyby było gdzie budować. Teraz, w nowym programie, wprowadzono zasady, które popyt ograniczą. Ale nie działa się na rzecz wsparcia podaży. Niestety, może to oznaczać znowu wyższe ceny. Nie taki skok jak w zeszłym roku, ale jednak.
Polska jest w tej chwili w absolutnie innej sytuacji, niż większość Europy. Tam ceny mieszkań spadają. W takich Niemczech już o ponad 10%. To pomysły naszych polityków windują ceny. I jeszcze jedno: nie licząc kosztu działki cena budowy metra kwadratowego mieszkania spadła w Polsce w ciągu ostatniego półtora roku o około 20%…




















