Co z cenami prądu i gazu? Część 2

0
Marek Zuber
REKLAMA

Tydzień temu rozpocząłem rozważania na temat cen prądu i gazu po ich odmrożeniu. Sytuacja naprawdę nie jest prosta.
W poprzednim felietonie opisałem w wielkim skrócie sytuację na rynku węgla, głównego surowca do produkcji prądu w Polsce oraz na rynku limitów CO2. Dzisiaj ciąg dalszy tego tematu.
Wracając jeszcze do rozważań sprzed tygodnia, osobnym problemem są ceny węgla w Polsce. Produkujemy go niestety drogo, co w części tylko wynika z coraz trudniej dostępnych pokładów. Lata zaniedbań w inwestycjach też robią swoje. No i wysoki udział kosztów pracy, ale to także ma związek z brakiem inwestycji. Na razie polskie spółki energetyczne nie mogą korzystać z węgla importowanego, zobaczymy jak długo taka sytuacja potrwa. Ale oczywiście ceny zakupu polskiego węgla też spadły i w znacznej mierze nie pokrywają kosztów produkcji. Spodziewam się, że w tym roku będzie trzeba do polskich kopalń znowu dopłacić. Ile? To będzie zależało od sytuacji na rynku. Ale kto wie, czy nie ponad 5 mld złotych.

No dobrze. A co z innymi źródłami prądu? Zacznę od prądu z gazu, który jest takim paliwem przejściowym między węglem, a czystymi technologiami. Zresztą sama cena gazu dla gospodarstw domowych też jest zamrożona i też możemy się zastanawiać, czy wzrośnie po odmrożeniu. Gaz bardzo potaniał w stosunku do cen sprzed półtora roku. Kosztuje w tej chwili około 50% więcej niż cena, do której przyzwyczailiśmy się przez pierwsze dwie dekady tego wieku, czyli niecałe 30 euro za megawatogodzinę. Mam tu na myśli tak zwaną cenę spotową, czyli dotyczącą szybkiego zakupu. Jej wyrazem w Europie jest holenderski TTF. Ale ta cena ma wpływ na ceny w kontraktach długoterminowych. Za moment błękitny surowiec pewnie podrożeje, bo obecny poziom w dużej mierze wynika z ciepłej zimy. Mamy po prostu w tej chwili nadpodaż. Większość gazu, który obecnie użytkujemy w Europie, to przywieziony statkami gaz skroplony. Ceny na świecie są niskie, na przykład w USA to obecnie około 6 euro za megawatogodzinę. Ale jego skroplenie i przewiezienie jest niestety drogie. Jednak moim zdaniem nie podrożeje on już znacząco i będzie co najwyżej dwa razy droższy, czyli gdzieś w okolicach 40 euro za megawatogodzinę w stosunku do ceny sprzed pięciu lat. Czyli sprzed destabilizacji covidowej. Czy jest zatem argument, żeby gaz po odmrożeniu mocno podrożał, tym, bardziej, że około 20% zapotrzebowania pokrywamy sami? A przecież dzisiejsza cena dla gospodarstw domowych jest istotnie wyższa od tej z 2019 roku.

REKLAMA (3)

A odnawialne źródła energii? Przecież to prąd z fotowoltaiki był zawsze najdroższy. Dzisiaj uwzględniając wysokie koszty finansowania, czyli drogi kredyt, taki prąd można z zyskiem sprzedawać po cenie w okolicach 40 groszy za kWh. To z kolei efekt mocnego spadku cen paneli, który w ostatnim roku zanotowaliśmy. A wiatraki? Tu prąd jest jeszcze tańszy niż z paneli fotowoltaicznych. Oczywiście i fotowoltaika, i wiatraki to tylko uzupełnienie potrzeb, bo nie możemy zapewnić jego stabilnej produkcji. Ale jednak także powinien on wpływać na cenę dla Kowalskiego.
To ile będzie kosztował prąd? Składowych jest o wiele więcej. Choćby rosnące koszty przesyłu. Ale jest jeszcze jeden element, który trzeba brać pod uwagę. Być może najistotniejszy obecnie w tej układance. Polskie elektrownie są w znacznej mierze przestarzałe i wymagają już dzisiaj poważnych inwestycji, żeby utrzymać to, co jest. A to tylko kropla w morzu tego, co musimy zrobić w ramach całej transformacji energetycznej.

REKLAMA (2)

Konieczne będzie w najbliższych latach wydanie setek miliardów złotych na wymianę i rozbudowę sieci przesyłowych, na elektrownie atomowe i wiele innych rzeczy. I to może być klucz do odpowiedzi na pytanie o ceny. Czyli producenci prądu, odpowiadający za przesył itd. itp. będą musieli zarabiać relatywnie więcej, żeby te pieniądze zebrać. A ile zarabiać? I to jest dobre pytanie. Mam wrażenie, że teraz w gabinetach rządowych trwają dyskusje, co z tym fantem zrobić. Kogo obciążyć bardziej, a kogo mniej. Chronić gospodarstwa domowe? No tak, tylko to może oznaczać relatywnie droższy prąd na przykład dla przemysłu. A ten i tak zmniejszył już swoją konkurencyjność kosztową choćby przez mocny wzrost płac. Szczególnie jest i będzie to widoczne w tym roku. Swoje znaczenie mają także kwestie napiętego budżetu państwa. Ale z kolei zbyt duże podwyżki dla gospodarstw domowych mają też mocny podtekst polityczny. Wszak przed nami kolejne wybory. Może uda się nic nie robić do wyborów do europarlamentu, ale przed przyszłorocznymi prezydenckimi jakieś decyzje będzie trzeba podjąć. To, co będzie? Pojęcia nie mam. Ale z pewnością tezy, że prąd i gaz muszą mocno podrożeć, bo koszty zakupu surowców i w ogóle produkcji wzrosły, nie da się w tej chwili obronić.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze