Firmy i ludzie w coraz większym strachu

0
koronawirus restauacje
REKLAMA

Ludzie boją się koronawirusa, to oczywiste, ale wielu jeszcze bardziej boi się spustoszenia w gospodarce, który wirus z pewnością wywoła. Już obecnie wywołuje coraz większy niepokój, ponieważ setki tysięcy większych i mniejszych firm w Polsce zostały przez epidemię sparaliżowane. Jeśli w bliskiej perspektywie nie otrzymają one dostatecznej pomocy, skutki tej sytuacji trudne będą do przewidzenia.

Wraz z ogłoszeniem przez rząd stanu epidemicznego w kraju i wprowadzeniem licznych obostrzeń tysiące firm musiało przerwać swoją działalność. Nawet te firmy, które w myśl przepisów mogą funkcjonować w czasie pandemii, niewiele mają do roboty. Rynek konsumentów, przerażony obecnością koronawirusa, schował się w domach.

Po plecach mocno oberwał handel. Kiedy przygotowuję ten materiał do druku, działają tylko sklepy spożywcze, apteki, drogerie, pralnie, stacje paliw. Ale nawet część z nich jest od kilku dni zamknięta, gdyż nie ma klientów. Kto teraz myśli o wypraniu płaszcza w pralni chemicznej?…

– Wielu ludzi, którzy prowadzą interesy, jest w szoku. Z dnia na dzień musieli pozamykać swoje firmy zostając z licznymi zobowiązaniami finansowymi – opowiada właściciel firmy handlowej z Tarnowa zatrudniającej kilkadziesiąt osób, który chce zachować anonimowość. – Zresztą widać, że niektóre regulacje prawne dotyczące stanu epidemicznego w kraju zostały przygotowane na kolanie. Nie rozumiem, dlaczego może na przykład działać sklep jubilerski, a ten z obuwiem już nie. Takich kwiatków jest zresztą więcej.

REKLAMA (2)

Wyjście złe i jeszcze gorsze

Biznesmen opowiada, jakie rachunki musi uiścić: – Trzy CIT‑y, VAT 7, podatek od nieruchomości, oczywiście ZUS… Wysokie rachunki płacę za energię elektryczną, zwłaszcza latem, gdy działa klimatyzacja. Nawet w dobrych czasach te wszystkie należności są już znacznym obciążeniem, a co dopiero w sytuacji, gdy nagle cały interes trzeba zamknąć? Co wtedy powinienem zrobić? Pójść w kredyty (w tej sytuacji żaden bank nie udzieli kredytu), zwolnić całą załogę? Dramat!
Przedsiębiorca dodaje, że nie ma dobrego rozwiązania: – Kredyt to rozwiązanie z wieloma pułapkami, w dodatku, wcześniej lub później, trzeba go spłacić. Podejrzewam, że na przykład wiele galerii handlowych, dziś w większej części zamkniętych na cztery spusty, zbudowano za kredyty. I co teraz? Zwolnienia? To też żadne rozwiązanie. Przecież kiedyś skończy się epidemia i ludzie będą potrzebni do pracy. Poza tym nie wyobraża pan sobie, jak dziś kosztowne jest zwolnienie pracownika. Musiałbym się zapożyczyć, żeby dokonać zwolnień. W takim razie, skoro załoga zostaje, staję przed koniecznością zebrania pieniędzy na wynagrodzenia. Jeśli nie zapłacę, pracownicy sami odejdą i jeszcze pójdą do sądu po zaległe wynagrodzenia. Potem na mocy wyroków przyjdzie do mnie komornik, by zrobić swoje.

REKLAMA (3)

Dziurawy łańcuch

Nasz rozmówca mówi, że jego firma funkcjonuje przede wszystkim z opłat za dzierżawę powierzchni sklepowej. – Ilu z najemców mi zapłaci, jeśli oni przestali zarabiać? To jest cały łańcuch zależności w skali mikro i makro. On teraz został nagle przerwany. Z powodu braku jakichś części produkcję wstrzymali nawet tacy giganci, jak fabryka Fiata w Tychach czy polskie zakłady Volkswagena. Cały system powiązań gospodarczych i technicznych powoli się rozsypuje.
W dramatycznej sytuacji znalazły się branże turystyczna, hotelarska, gastronomiczna i artystyczna. Mało kto ma dzisiaj ochotę na zwiedzanie świata, wiele planów urlopowych na lato także zostało zachwianych. Przecież nie wiadomo, jak długo potrwa taka sytuacja, kiedy się skończy? W maju, sierpniu, a może jesienią?

Restauracje i bary przygotowują tylko dania na wynos. Nie bardzo wychodzi ten pomysł, ani w Tarnowie, ani gdzie indziej. Nie sposób się z tego utrzymać.

Sporo osób zostało w domach, więc mają czas na przygotowanie własnych posiłków.
Aktorzy nie grają, zawieszono działalność teatrów i wytwórni filmowych, problemy mają wydawcy papierowych gazet. Sieć kolportażu znacznie się skurczyła, ponieważ wiele dotychczasowych punktów sprzedaży jest nieczynnych.

Dramaty dotknęły ludzi zatrudnionych na umowach – zleceniach i o dzieło, tak zwanych śmieciówkach, którzy zostali na lodzie. W ramach pakietu antykryzysowego, ogłoszonego przez rząd w ubiegłym tygodniu, premier Mateusz Morawiecki zapowiedział dwukrotne wypłaty 80 proc. minimalnego wynagrodzenia (czyli 2080 zł brutto) osobom na umowach cywilnoprawnych oraz samozatrudnionym. To jednak nie rozwiąże ich problemów.
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze