Czytelnicy interweniują. Bez smyczy i kagańca…

0
beware of dog
REKLAMA

Od początku tego roku Straż Miejska w Tarnowie podjęła 360 interwencji w sprawie psów biegających luzem, z tego w prawie 40 przypadkach właściciele czworonogów zostali ukarani mandatami, w 80 – pouczeni, a w pięciu skierowano sprawy do sądu. Zofia Hebda kierująca Referatem Porządkowym Straży Miejskiej w Tarnowie zwraca uwagę, że w takich sytuacjach brane są również pod uwagę zapisy regulaminu utrzymania czystości i porządku obowiązujące na terenie miasta, a uchwalone przez tarnowskich radnych. Nie pozostawiają one żadnych wątpliwości: – Zwolnienie ze smyczy psów bez kagańca jest dozwolone wyłącznie na terenie nieruchomości należycie ogrodzonej, w sposób uniemożliwiający jej opuszczenie przez psa i wykluczający dostęp do osób trzecich, odpowiednio oznakowanej tabliczką ze stosownym ostrzeżeniem.
I choć zapisy prawa są czytelne, to problem pozostaje. Jeden z mieszkańców ulicy Pędrackiego już kilkukrotnie interweniował w sprawie biegającego bez opieki labradora. Twierdzi, że bramka na posesję jest często otwarta lub zabezpieczona jedynie za pomocą pętli ze sznurka, a pies, choć należy do rasy łagodnych czworonogów, to zachowuje się agresywnie w stosunku do ludzi oraz wyprowadzanych na spacery innych psów. Doświadczyli tego z żoną osobiście, mają świadków. – Rozmowy z właścicielami oraz zakończone upomnieniem interwencje strażników nie odniosły żadnego skutku – mówią małżonkowie. W związku z tym postanowili skierować do straży miejskiej oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia wykroczenia. – Pies nikogo nie pogryzł, ale pogryźć może, bo jest agresywny.
Nasz rozmówca wierzy, że tego typu interwencje mają sens, bo służą temu, by zapobiec tragedii. Poza tym każdy człowiek ma prawo czuć się na ulicy czy w parku bezpiecznie i swobodnie, a nie jest to możliwe w obecności nadbiegającego, złowrogo warczącego czworonoga. Uważa, że właściciele labradora bagatelizują problem, sprowadzając powiadamianie strażników miejskich do nieuzasadnionych szykan i sugerując, że sprawa nie dotyczy obecnie ich psa, ale jakiegoś innego biegającego po okolicy labradora. – Jednocześnie założyli niedawno tak zwanego „elektrycznego pastucha”, co potwierdza, że posiadany przez nich pies jest niebezpieczny i ma skłonność do ucieczek.
Straż miejska próbuje sprawę wyjaśnić, wzywane są strony konfliktu i świadkowie. – Chcemy ustalić, czy istnieją podstawy do skierowania wniosku do sądu o ukaranie – tłumaczy Zofia Hebda. – Wszystko byłoby prostsze, gdybyśmy byli świadkami opisywanych zdarzeń, ale nie jesteśmy. Opieramy się na zeznaniach. W lipcu ukaraliśmy mandatem właścicieli labradora za puszczanie go luzem. Po tej interwencji zamontowali „elektrycznego pastucha”. Właścicielka labradora potwierdza, że pies „raz czy drugi” uciekł do pobliskiego lasku, przeciskając się pod ogrodzeniem. Obecnie pies nosi nadajnik, gdy zbyt blisko podejdzie do ogrodzenia, najpierw słyszy ostrzegawczy sygnał, a potem czuje uderzenie prądu o sile 12 volt, które nie robi mu krzywdy, jednak do siatki nie pozwala się zbliżyć. – Urządzenie kupiliśmy nie dlatego, że pies jest agresywny, ale dlatego, że uciekał. Był nawet taki czas, że na noc dodatkowo zamykaliśmy go w kotłowni, bo odkąd dowiedzieliśmy się, że jest problem, podjęliśmy wszystkie możliwe kroki, by nikt nie czuł się zagrożony.
Zdziwienie budzi, że właściciele opisanego psa wolą założyć mu elektryczną obrożę i narazić go na niepotrzebne cierpienia powodowane przez elektrowstrząsy, zamiast po prostu załatać dziury w płocie, tym bardziej, że takie rozwiązanie proponował im na własny koszt nasz rozmówca.
Niestety, labradora cieszącego się niczym nieskrępowaną wolnością znowu niedawno widziano, gdy biegał po ulicy Pędrackiego bez kagańca.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze