Zlikwidowali, odwołali, przenieśli…
Ryszard Ścigała, prezydent Tarnowa, który ostatnio śle monit za monitem do ministra skarbu, w wywiadach prasowych apeluje do miejscowych polityków o determinację w walce o tarnowskie sprawy. Nie jest zadowolony z postawy wywodzących się z regionu parlamentarzystów i mówi, że trzeba interweniować na szczeblach politycznych i gospodarczych, wszędzie, gdzie tylko się da, by zabiegać o Tarnów. Przypadek z prezesem Marciniakiem ma być, jego zdaniem, pouczającym doświadczeniem.
Przy okazji można zadać sobie pytanie: czy Tarnów na szczeblu centralnym ma dziś dość siły przebicia, czy działa „tarnowskie lobby”, które jest w stanie skutecznie działać?
Można odnieść wrażenie, że miasto i region stały się od niedawna sierotami po Aleksandrze Gradzie, gdy zrezygnował on ze stanowiska ministra skarbu w rządzie PO‑PSL. Nie jest tajemnicą, że sporo tarnowskich spraw przewijało się przez jego ministerialny gabinet, parasol ochronny roztaczał nad „Azotami” i KSG, spółkami powiązanymi ze skarbem państwa, niejeden człowiek stąd zawdzięczał mu osobistą karierę. Ale skończyło się.
Epoka „po Gradzie” od początku pisze znacznie gorsze scenariusze dla Tarnowa, choć Roman Ciepiela, wicemarszałek woj. małopolskiego (PO), tarnowianin, patrząc na problem z dłuższej perspektywy, nie ocenia sytuacji źle.
– Jest wyremontowany dworzec PKP za kilkadziesiąt milionów, modernizuje się linię kolejową przebiegającą przez Tarnów za ponad 5 mld zł, mamy autostradę A4, konsolidacja wielkiej chemii też dokonała się wokół Tarnowa. Oceniam, że z infrastrukturalnymi inwestycjami centralnymi generalnie nie jest u nas źle – podsumowuje. – To również moja ocena starań naszych tarnowskich polityków, ale mam na myśli tylko tych, którzy ze względu na obecny układ polityczny w kraju mogą mieć realny wpływ na bieg rzeczy. Na szczęście też coraz mniej spraw lokalnych czy regionalnych zależy od Warszawy. Owszem, po odwołaniu prezesa Marciniaka mamy kaca moralnego i może to rodzić pewne frustracje. Ale teraz trzeba zrobić wszystko, by zapobiec przeniesieniu siedziby „Azotów” – w tej sprawie wypowie się też oficjalnie Sejmik Samorządowy Woj. Małopolskiego.
Bez siły przebicia
– Posłowie opozycyjni o pewne sprawy, oczywiście, zabiegają, lecz mają ograniczone możliwości w przeciwieństwie do kolegów z partii rządzących w kraju – podkreśla Michał Wojtkiewicz, poseł PiS. – Ostatnie wydarzenia, w których Puławy łatwo ograły Tarnów i usadowiły na czele Grupy Azoty swojego człowieka, wskazują na to, że tarnowskie wpływy są na najwyższych szczeblach mizerne. Moim zdaniem, nasi parlamentarzyści z PO są mało skuteczni, nie mają siły przebicia w stolicy, zamilkli teraz i milczeli kiedyś, gdy Tarnów wcześniej tracił ważne instytucje w wyniku decyzji centralnych. O ministrze Gradzie i jego roli nie chcę się wypowiadać.
Michał Wojtkiewicz na swojej poselskiej stronie internetowej zawarł dramatycznie brzmiące pytanie: „Gdzie są nasi politycy z PO? ”
Kazimierz Koprowski, wiceprzewodniczący Rady Miasta Tarnowa (PiS), ma podobny pogląd:
– Z dokonań na rzecz miasta i regionu trzeba rozliczać przede wszystkim polityków partii rządzących, bo cóż mogą politycy opozycyjni? Najwyżej proponować rozwiązania i wiecować. W kontekście ostatnich zdarzeń uważam, że posłowie z PO i PSL wykazują się co najmniej słabością.
Zarzuty odpiera Robert Wardzała, poseł PO:
– Skuteczność lobbingu regionalnego nakłada się na problem krótkiej kołdry, która doskwiera nam wszystkim od lat. Ograniczone możliwości finansowe państwa powodują, że nie da się zaspokoić oczekiwań wszystkich. Osobiście szukam wszelkich możliwości wsparcia dla inicjatyw i inwestycji korzystnych dla regionu, ale i dla całego kraju. O ich realizację zabiegam w ramach kompetencji parlamentarnych, przygotowując interpelacje lub zapytania poselskie.
Ciszej na ten temat!
Poseł Wardzała nadmienia o wspólnej kampanii parlamentarzystów PO na rzecz pozostawienia KSG w Tarnowie i zapobieżenia przejęcia „Azotów” przez rosyjskiego potentata, wspomina także o pozostawieniu zakładu PGNiG w Woli Rzędzińskiej, funduszach pozyskanych na obiekty sportowe w Mościcach, interwencjach w sprawie budowy autostrady.
– Wyzwaniem wciąż pozostaje kwestia siedziby Grupy Azoty i być może ważniejsza jeszcze sprawa rozwoju Zakładów Azotowych w Tarnowie, bo ich silna pozycja ekonomiczna to gwarancja gospodarczej stabilizacji w regionie. W tej sprawie będę rozmawiał z ministrem skarbu, Włodzimierzem Karpińskim – obiecuje Robert Wardzała.
– Nie ma potrzeby dyskutować o lobbingu, czy on jest, czy go nie ma, jeśli ma się pomóc Tarnowowi i regionowi. W tych sprawach obowiązuje zasada: nie mówić za wiele, a swoje robić – ucina temat Andrzej Sztorc, poseł PSL.
To prawda, mało który z polityków mówi o lobbingu wprost, jeśli nawet przyjmie się, że w tym przypadku jest to określenie umowne. Chociaż lobbing może służyć sprawom i dobrym, i złym, samo wywieranie wpływu na ośrodki władzy nie zawsze kojarzy się dobrze. Zresztą mamy do czynienia z sytuacją, gdy często się zapomina, że parlamentarzysta to nie samorządowiec: w pierwszym rzędzie ma zadbać o interes państwa, o stanowienie dobrego i stabilnego prawa, o korzystne ustawy i reformy. Dla wszystkich. Jednak w miastach i regionach od parlamentarzysty wymaga się jeszcze czegoś innego: działań, często nieoficjalnych, w sprawie lokalnych interesów, zaklepywania w „centrali” inwestycji i pieniędzy. Z tego punktu widzenia parlamentarzysta jest oceniany w środowiskach, z których się wywodzi. Tak jest i tak długo będzie, nie tylko w Polsce.
Najlepszy lobbysta minister?
Posłowie i senatorowie z regionu dobrze wiedząc, w jaki sposób będą oceniani przez swoich wyborców, w 2005 roku założyli Konwent Parlamentarzystów Ziemi Tarnowskiej, skupiający polityków z różnych ugrupowań, dla „wzmocnienia swojej siły”. Cel był szlachetny: „działać na rzecz rozwoju naszego regionu”. Z tą jednością był jednak i jest problem.
– Deklaracje o wspólnej współpracy przyjmuję z dystansem, ponieważ chodzi o ludzi z różnych obozów politycznych i o różne polityczne cele – mówi Roman Ciepiela.
– Koledzy z PO w pierwszym rzędzie podporządkowują się strategii swojej partii – zaznacza poseł Wojtkiewicz. – Może dlatego nie znalazły u nich wystarczającego uznania projekty dotyczące modernizacji odcinka drogi krajowej nr 73 czy wydłużenia linii kolejowej „szczucinki” na północ z przeprawą mostową przez Wisłę, z krótszą trasą do stolicy. Jeśli my dojdziemy do władzy, nadal będę walczył o te sprawy.
Poseł Wardzała: – Współpraca różnych rywalizujących ze sobą ugrupowań jest trudna, bo różnią je cele polityczne i programy wyborcze, ale wydaje się możliwa. Ja jestem otwarty na wszelkie inicjatywy korzystne dla naszego regionu.
Wiele osób uważa, że najlepszymi lokalnymi „lobbystami” są ministrowie czy w ogóle ludzie na wysokich stanowiskach.
– Z pewnością pozycja ministra, nawet jeśli chodziłoby o ministra kultury czy sportu, jest silna i otwiera pewne możliwości – twierdzi jeden z tarnowskich przedsiębiorców, chcąc zachować anonimowość. – Ale mocną pozycję mogą mieć też parlamentarzyści, najlepiej, jeżeli przewodniczą jakiejś komisji. Mam też na myśli posłów lub senatorów, których można przypisać do ekstraligi ze względu na dokonania, popularność w mediach, uznanie i szerokie kręgi znajomych. Czy Tarnów takich parlamentarzystów ma…?



















![Pracownicy „Azotów” niepokoją się o przyszłość tarnowskiej firmy [ZDJĘCIA] Konferencja Azoty Tarnów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2023/10/Konferencja-Azoty-Tarnow-218x150.jpg)




