Przez ostatnie cztery lata każdego roku tarnowscy nauczyciele liczeni w dziesiątkach żegnają się ze szkołą, bo nie ma dla nich zajęcia. Młodzi, zaraz po studiach, praktycznie są bez szans na etat, w grę wchodzą tylko zastępstwa. Niż demograficzny sieje w szkołach spustoszenie, mniej uczniów to mniej klas.
– Zmniejszenie oddziałów o jeden to statystycznie dwa etaty mniej albo odebranie godzin poszczególnym nauczycielom – mówi Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa. – Nie mamy wpływu na ten proces. Robimy jednak wszystko, by tarnowskie szkoły wybierało jak najwięcej uczniów z sąsiednich miejscowości. Tak się dzieje w przypadku gimnazjów, gdzie piętnaście procent młodych ludzi pochodzi z okolicznych gmin, natomiast w szkołach ponadgimnazjalnych ten procent znacznie przekracza połowę.
Gdyby nie przyjezdni, to w wielu lekcyjnych salach hulałby wiatr. W pierwszych klasach szkół średnich rozpoczęło w ubiegłym roku naukę ponad 2 400 uczniów pochodzących spoza Tarnowa. Stanowili oni 69 procent wszystkich pierwszoklasistów. Dwa lata temu ten „narybek” wynosił 65 proc., a trzy lata temu aż 70 proc. Nic dziwnego, że w tak dużym napięciu pracownicy liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych czekają na ostateczne wyniki rekrutacji. Na razie sytuacja nie wygląda najlepiej, jest mniej chętnych niż rok temu. Dyrektorzy i nauczyciele mają jednak nadzieję, że część uczniów po prostu zwlekała z decyzją, czekając na wyniki egzaminu gimnazjalnego. Okręgowa Komisja Egzaminacyjna przekazała je dopiero 21 czerwca, a to ważna składowa procesu rekrutacji.
Ten tydzień będzie decydujący. 26 czerwca o godz. 15 mija termin składania dokumentów do wybranych szkół ponadgimnazjalnych. Następnego dnia ci, którzy się wahają, będą mogli zmienić swoją decyzję. Od 28 czerwca do 2 lipca do sekretariatów spływać będą kopie świadectw oraz zaświadczenia o wynikach egzaminu gimnazjalnego, a 4 lipca ogłoszone zostaną listy z nazwiskami przyjętych i nieprzyjętych. Spokojnie spać mogą nauczyciele wiodących tarnowskich liceów ogólnokształcących, tam zmiany kadrowe mogą być minimalne, bo kandydatów jest w nadmiarze.
– Oby tegoroczny nabór przyniósł tak dobre rezultaty, jak ten zorganizowany w ubiegłym roku. Dzięki temu udało się zmniejszyć skalę planowanych zwolnień – kontynuuje szefowa tarnowskiej edukacji. Utrata pracy groziła wtedy ponad 150 nauczycielom, faktycznie zwolnionych zostało 106, z tego 47 posiadało uprawnienia emerytalne. W tym roku ta ostatnia grupa jest już mniej liczna. – Naszym celem nie jest zwalnianie, ale jeśli nie ma uczniów, to nauczyciel nie ma co robić w pustej sali lekcyjnej. Na razie do 31 sierpnia wszyscy mają pracę, bo tak są skonstruowane wypowiedzenia. Dyrektorzy mogą je cofnąć, jeśli tylko klasy się zapełnią.
W każdej szkole sytuacja jest inna. Joanna Jasiak, dyrektorka V Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, mówi że opracowała arkusz organizacyjny na minimum trzy pierwsze klasy, wręczając wypowiedzenia dwóm nauczycielom: przedsiębiorczości i wychowania fizycznego. Nawet przy nadspodziewanie dobrym naborze utworzenie jeszcze jednego oddziału przekłada się tylko na jedną dodatkową godzinę przedsiębiorczości tygodniowo i sześć godzin wuefu. Chociaż w tym ostatnim przypadku nie jest to tak oczywiste, bo wszystko zależy od tego, ilu będzie chłopców, a ile dziewcząt. Mało kto wierzy w cud naboru, ponieważ gminne szkoły stają na głowie, by zatrzymać uczniów u siebie. Barierą stają się także dojazdy, lokalne połączenia są likwidowane, busy jeżdżą tam, gdzie widzą interes. – Zwolnienia wynikają z dwóch przyczyn. W szkołach maleje liczba uczniów. Zmieniła się również podstawa programowa, a wraz z nią liczba godzin. W trudnej sytuacji znaleźli się przede wszystkim nauczyciele biologii, fizyki, chemii i geografii – komentuje dyrektorka.
Jerzy Sokoła, dyrektor Zespołu Szkół Ekonomiczno‑Ogrodniczych, o cięciach kadrowych wolałby rozmawiać po zakończeniu naboru, chociaż już teraz wiadomo, że trzech pracowników nie da się uratować. Powodem jest przede wszystkim brak godzin. Los kilku pozostałych jest uzależniony właśnie od wyników rekrutacji.
– Trudno przewidzieć, co zrobią gimnazjaliści zwłaszcza, że na ich decyzję mają wpływ nie tylko rodzice, ale i… moda. Niektóre kierunki kształcenia są po prostu bardziej lub mniej modne. Analiza rynku pracy mało komu przychodzi do głowy – ubolewa dyrektor. Podkreśla, że utworzenie oddziału łatwe nie jest, ponieważ trzeba mieć co najmniej 30 uczniów. Dlatego liczba oddziałów planowana jest zawsze według scenariusza pesymistycznego. A mniej klas to mniej nauczycieli. Łatwiej bowiem przy pomyślnym naborze przywrócić zwolnionego nauczyciela do pracy, niż wręczyć mu wypowiedzenie, gdy minął w szkole ruch kadrowy. Stąd wypowiedzenia trafiają do nauczycieli nie później niż 31 maja – trzy miesiące przed datą zakończenia umowy o pracę. – Ciekawostka matematyczna polega na tym, że choć liczba uczniów utrzymuje się u nas na podobnym poziomie, to liczba pracowników cały czas spada. Jeszcze dziesięć lat temu zatrudnionych było ponad 70 nauczycieli, teraz ponad 50 – liczy Jerzy Sokoła. – Wiąże się to z tym, że ubywa przedmiotów ogólnokształcących, wiele z nich kończy się po pierwszej klasie. Na przykład kiedyś mieliśmy dwóch biologów na pełnych etatach, a teraz jednego, który ma 4 godziny tygodniowo.
W podstawówkach i gimnazjach też nie jest wesoło.
– Dawniej funkcjonowały u nas po cztery odziały w każdym roczniku, teraz po trzy. Do tego klasy są coraz bardziej liczne, bo nikt przy 80 dzieciach nie zgodzi się na utworzenie czterech oddziałów – mówi Andrzej Kot, dyrektor Zespołu Szkół Sportowych, skupiającego zarówno szkołę podstawową, jak i gimnazjum. Na spadek urodzeń nałożyła się dużo większa migracja mieszkańców. – Robimy wszystko, żeby nie zwalniać. Zamiast tego zmniejszamy etaty. Na razie mamy takie możliwości. Wiadomo, że utrata pracy w zawodzie nauczyciela to gwarantowane bezrobocie.
























