To tylko seks

0
to tylko seks
to-tylko-seks
REKLAMA

 

Jola, czyli układ
Jola rozstania z Maćkiem nie nazywa burzliwym, ale „uczuciową demolką”. Poznali się na pierwszym roku studiów, zbliżyli, zostali parą… Pasowali do siebie, wydawało się, że jest dobrze…
– Tylko się wydawało – Joli wilgotnieją oczy, gdy przypomina sobie całą sytuację. – Okazał się totalnym dupkiem, a ja pierwszą naiwną. Zapewniał o swoich uczuciach, mówił o planach na przyszłość, a za moimi plecami wyrywał panienki i zaciągał do łóżka. Nawet nie chcę myśleć, ile ich było przez te dwa lata…
Maćkowi noga się powinęła, gdy podczas solidnie zakrapianej imprezy wylądował w łóżku z jakąś przygodną dziewczyną, a któryś z pijanych kolegów zrobił telefonem kilka fotek i bez zastanowienia umieścił je na Facebooku. Jola dowiedziała się o fotkach już po kilku godzinach od koleżanek, później, gdy było już po awanturze i zerwaniu, niektóre „życzliwe” opowiedziały o innych wyskokach Maćka.
Nie mogła sobie z tym poradzić przez kilka tygodni, aż wreszcie któraś ze znajomych powiedziała jej wprost: – Nie bądź głupia i nie popadaj w deprechę z powodu jakiegoś palanta. Tego dobra pełno jest dookoła; albo się rozejrzyj, albo załóż sobie profil na jakimś portalu randkowym i zaraz znajdziesz odpowiedniego faceta.
Jola na rozglądanie się nie miała specjalnej ochoty, ale profil założyła, opisała swoje zainteresowania, wrzuciła atrakcyjne zdjęcie z wycieczki do Paryża, dokładnie wyłuszczyła, kim jest zainteresowana… Po dwóch dniach zaczęły pojawiać się pierwsze oferty, później przybywało ich coraz szybciej i coraz więcej. Szybko zauważyła, iż część jej korespondentów nawet specjalnie nie ukrywa, iż zainteresowani są przede wszystkim seksem z atrakcyjną studentką. Niektórzy pisali wprost, że są żonaci, mają rodziny, szukają odskoczni od monotonnej codzienności, „chcą porozmawiać z kimś inteligentnym w niekrępującym otoczeniu” … Początkowo wkurzały ją te niedwuznaczne propozycje, ale później pomyślała, że warto sprawdzić, jak panowie wypadną podczas bezpośredniego spotkania…
Jako pierwszy obiekt doświadczalny wybrała 37‑letniego lekarza, który podkreślał, że jest w separacji, praca go bardzo absorbuje i nie ma czasu na szukanie znajomości „w realu”, ale chętnie pozna kogoś nowego.
– Pan doktor okazał się miły, dość przystojny, nawet elokwentny – opowiada dziewczyna. – Początkowo myślałam, że 12 lat różnicy wieku będzie problemem, ale nie… Po dwóch spotkaniach powiedział, że ma wolny weekend, zaproponował wyjazd na nocny koncert do Krakowa. Nie robił żadnych podchodów, tylko powiedział, że zarezerwował hotel i dwuosobowy pokój, żebyśmy mogli zjeść później kolację z dobrym alkoholem i nie wracać do Tarnowa. Najpierw się obruszyłam, ale po zastanowieniu zapytałam siebie: dlaczego nie…?
Było miło, potem było kilka innych podobnych wypadów, później mężczyzna zaproponował, żeby wyprowadziła się z wynajmowanego z koleżanką z roku mieszkania, a on sfinansuje jej wynajem kawalerki. Były wspólne wyjazdy, kosztowne prezenty…
– Co tu dużo mówić – mówi wprost Jola, – To był układ, który mi odpowiadał. Dosłownie układ. Facet nie mówił o żadnych planach na przyszłość, żyłam na luzie, bez finansowych problemów. Układ się skończył, gdy skończyłam studia w Tarnowie i przeniosłam się na dalsze studiowanie do Krakowa. Przyjechał kilka razy, ale potem napisał w mailu, że było miło, poznał kogoś na miejscu i…
Od tego czasu upłynęły dwa lata, Jola ma już czwartego przyjaciela poznanego za pośrednictwem randkowego portalu. Z każdym układ jest taki sam.
– Ktoś może mnie nazwać dziwką, ale wcale się tak nie czuję – jestem bardziej jak dama do towarzystwa, która w zamian za to towarzystwo oczekuje pewnych… ułatwień życiowych – mówi Jola.
Pytania o uczucia zbywa milczeniem, o przyszłości będzie myślała, gdy skończy studia. To już za rok…


Janina, czyli w podróży
Trudno realizować podróżnicze pasje, gdy ma się pensję początkującej nauczycielki i w portfelu pustki, więc Janina przez cały rok odkładała pieniądze na wakacje i szukała jak najtańszych możliwości wyjazdu. Najczęściej dało się podczepić pod znajomych i coś pozwiedzać, ale ostatnio nic się nie kroiło. „Znajdź towarzystwo na wakacyjną podróż” – przeczytała reklamę nowego portalu internetowego. Zajrzała, zaczęła czytać oferty, wyglądało ciekawie. „Dwie osoby mogą dołączyć do wycieczki dwoma samochodami po Włoszech. Dzielimy się wszystkimi kosztami plus po 200 zł za transport.”; „Dwie osoby zabierzemy do ośmioosobowego busa na objazd Hiszpanii – 300 zł plus udział w paliwie.”; „Oferta dla pani – wczasy i zwiedzanie Costa del Sol, tylko koszty podróży.”
Zaciekawiła ją ta ostatnia oferta, wysłała maila z prośbą o szczegóły. Okazało się, że pan, który się ogłosił, miał wykupione tygodniowe wczasy, osoba towarzysząca zrezygnowała i zostało wolne miejsce, trzeba sobie było pokryć tylko koszty przelotu. „A ile pani ma lat, ma pani rodzinę, co pani robi zawodowo…” – te pytania towarzyszyły mailowi ze szczegółami oferty i Janina zaczęła domyślać się, o co w tym może chodzić. Na maila nie odpisała, ale kilka dni później otrzymała kolejnego: „Niech się pani nie boi, nie jestem żadnym zboczeńcem ani seryjnym mordercą, tylko zwykłym przedsiębiorcą. Będę za dwa dni w Tarnowie, proponuję spotkanie, sama pani oceni.” Zgodziła się.
– Na spotkanie przyszedł sympatyczny pięćdziesięciolatek z interesującą siwizną, przedstawił się, wręczył firmową wizytówkę i… zaświadczenie o niekaralności. Ubawił mnie tym, zresztą okazało się, że ma świetne poczucie humoru – opowiada Janina. – Po dłużej rozmowie stwierdził, że odpowiadam mu jako towarzyszka wyjazdu i jeżeli nie mam nic przeciwko temu… Dodał, że obowiązuje zasada, iż nie będzie niczego, na co nie wyrażę zgody. Po dwóch dniach namysłu zdecydowałam się.
Janina relacjonuje, że biznesmen okazał się prawdziwym dżentelmenem, były spacery, zwiedzanie, były też lekkie sugestie zacieśnienia znajomości. – Ale nie był nachalny – zastrzega. – W sumie to do końca nawet nie wiem, jak to się stało, ale po suto zakrapianej imprezie na plaży znaleźliśmy się w jednym łóżku. Myślałam, że nazajutrz wszystko się posypie, ale nie – nadal był szarmancki i delikatny, również podczas reszty wspólnych nocy.
Wyjechali wspólnie jeszcze raz do Grecji, a po kilku tygodniach przysłał maila, że jeden z jego przyjaciół szuka towarzystwa na wyjazd na Wyspy Kanaryjskie. Zasady takie same – nic bez obopólnej zgody. Myślała długo, ale zgodziła się…

REKLAMA (2)

 

REKLAMA (3)

Marta, czyli sponsoring
Po dziewięć godzin dziennie za ladą, niecałe 1100 zł „na rękę” raz w miesiącu plus 400 zł ze sprzątania u bogatych znajomych, czteroletnia córka, na którą ostatnie alimenty od byłego męża w Irlandii przyszły dwa lata temu, prawie 800 zł opłat…
– Ludzie mówią, że ledwo wiążą koniec z końcem, a ja nawet tych końców nie mogłam do siebie zbliżyć – mówi Marta. Trochę pomagali rodzice, ale gdy matka poważnie zachorowała, pomoc się urwała. – Już byłam w totalnym dołku, gdy poznałam Darię. Gdy opowiedziała mi, jak żyje, pomyślałam najpierw: jakaś kurewka. Ale później…
Daria była koleżanką koleżanki, namówiły Martę na wypad do dyskoteki, żeby oderwała się choć trochę od swoich problemów.
– Popatrz, jak facet gały wywala na ciebie – rzuciła w pewnej chwili Daria do Marty. – Musisz mu się zajebiście podobać. Wciągnijmy go do nas, będziemy miały wieczór za friko. Marta nie chciała o tym słyszeć, ale Daria niby poszła po coś do baru i już za chwilę rozmawiała z obserwującym Martę mężczyzną, a za kilkanaście minut ten siedział z kolegą przy ich stoliku. Zrobiło się wesoło, spora ilość drinków, za które oczywiście płacili nowi znajomi, robiła swoje, były tańce, a adorator Marty namawiał ją natarczywie na kolejne spotkanie. Ostatecznie dała mu swój telefon i maila, ale za odprowadzenie dziewczyny podziękowały.
– Tak można bawić się za każdym razem, można też mieć z takiego zainteresowania facetów więcej – mówiła Daria w drodze powrotnej. Wtedy też opowiedziała Marcie o internetowych serwisach, w których można znaleźć bogatych sponsorów. – Umówisz się z gościem, jak ci nie będzie pasował, to zrezygnujesz, a jak ci będzie pasował i ty jemu, to może być sympatycznie i z korzyściami. Teraz spotykam się z dwoma i nie narzekam…
Do polecanego przez Darię serwisu Marta zajrzała po kilku dniach, a liczba panów chętnych do zawierania „znajomości z korzyściami” wręcz ją przytłoczyła – wszystkie anonse nie pozostawiały wątpliwości: chodzi tylko o seks. Mówiąc sobie, że to tylko takie próby, wybrała dwie oferty. Od jednego chętnego odpowiedź przyszła po godzinie. „Pasujesz mi. Czy możemy się spotkać? Mój telefon…”.
Na spotkanie ubrała najlepsze ciuchy, długo robiła makijaż… Musiała zrobić dobre wrażenie, bo jej nowy znajomy patrzył na nią z dużym podziwem. Marta bardzo źle się poczuła, gdy mniej więcej po półgodzinie niezobowiązującej rozmowy mężczyzna przeszedł do konkretów.
– Podobasz mi się bardzo, interesują mnie spotkania dwa razy w tygodniu, proponuję za każde 200 zł. Dobrze, że masz mieszkanie, ale jak ci nie pasuje, to może być hotel za miastem…
Marta zaczęła mówić, że nie jest „taka”, że to tylko spotkanie i randka w ciemno, ale szybko zamilkła.
– Rozumiem, że to pierwszy raz i masz wątpliwości. Tym lepiej dla mnie – powiedział mężczyzna. – Nie naciskam. Masz mój telefon, zastanów się i zadzwoń.
Po dwóch dniach zadzwoniła…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze