
Od dawna Tarnów wymieniany był w przewodnikach turystycznych po ziemiach polskich i stanowił temat licznych opisów geograficznych. W historycznych publikacjach autorzy – tak jak dzisiaj – zwracali uwagę przede wszystkim na cenne obiekty zabytkowe miasta, ale niektórzy z nich dzielili się również ogólnymi wrażeniami wyniesionymi z podróży do Tarnowa. Nie zawsze były one budujące.
Jeśli ktoś chciałby się wybrać do miasta nad Białą i polegać tylko na opisie zawartym w książce Martina Pollacka, austriackiego pisarza i dziennikarza, mógłby się zawahać. W publikacji „Po Galicji”, która odwołuje się do XIX-wiecznego obrazu ziem, których centra znajdowały się w Przemyślu i Drohobyczu, czytamy: „Po około siedemdziesięciu kilometrach pociąg dojeżdżał do położonego na prawym brzegu Białej miasta powiatowego Tarnowa, które było siedzibą biskupa rzymskokatolickiego i węzłem kolejowym: tu tarnowsko-leluchowska linia kolei państwowej, idąca przez góry na południe i przez Poprad docierająca przez Węgry, łączyła się z lokalną linią w kierunku północnym, która koło Szczucina przekraczała nieodległą granicę z zaborem rosyjskim. Tarnów nie był miejscem godnym wyprawy”.
Autor wzmianki przyznaje jednak, że „wart obejrzenia jest stary ratusz i kościół katedralny”, jakkolwiek chwilę później, w innym fragmencie, nie ma dla miasta litości: „Wszelako do ratusza trudno podejść, z czterech stron bowiem otacza go morze brudów, z którego on wyłania się niczym wyspa. Tarnów należy do najbrudniejszych miast w Galicji, a to mówi za siebie”.





















