Na początku marca br. mieszkańców Tarnowa zelektryzowały medialne doniesienia dotyczące likwidacji dworca autobusowego. Przewoźnicy zatrzymujący swoje pojazdy przy ul. Dworcowej otrzymali od właściciela obiektu, firmy Mądel, miesięczne wypowiedzenia, a miasto zaproponowało części z nich korzystanie z nowo powstałego węzła przesiadkowego Kochanowskiego-Chyszowska. Od tamtego czasu minęło pięć miesięcy, a prezydent Tarnowa Roman Ciepiela doszedł do wniosku, że miasto nie może pozwolić sobie na brak dworca autobusowego. Oczywiście pojawił się pomysł. Do jego realizacji potrzebne są jednak pieniądze, których w kasie miejskiej brakuje.
Firma Andrzeja Mądla kupiła dworzec autobusowy wraz z jego otoczeniem w grudniu 2011 roku od spółki PKS Tarnów – powstałej wskutek prywatyzacji PKS – państwowego przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za przewozy autobusowe oraz obsługę dworców – za 8 milionów złotych.
– W skali kraju doszło do prywatyzacji PKS-u, podczas której nie zabezpieczono funkcji publicznych. Źle się stało, że państwo, dokonując prywatyzacji PKS w Tarnowie, zapomniało, że miasta powinny być wyposażone w dworce autobusowe i nie zagwarantowało w kontrakcie sprzedaży, aby dworzec autobusowy był na stałe na mapie miasta. Ten błąd przeszłości popełniony niegdyś przez rząd należy jak najszybciej naprawić. Obecnie miasto musi wziąć na siebie ten obowiązek i odtworzyć dworzec autobusowy. Jedna z możliwych lokalizacji znajduje się po południowej stronie dworca PKP, obok parkingu Parkuj i Jedź (Park&Ride) – dworzec autobusowy, przesiadkowy powinien znajdować się jak najbliżej węzła kolejowego. Lokalizacja jest przesądzona z natury rzeczy – mówi Roman Ciepiela.






















