Na początku przyjmij gratulacje za znalezienie się wśród laureatów plebiscytu Przeglądu Sportowego na 10 Najlepszych Sportowców Polski…
Dziękuję. Bardzo się cieszę z faktu, że głosami kibiców znalazłem się wśród dziesięciu najlepszych. Traktuje to nie tylko jako sukces osobisty, ale także jako sukces całej naszej dyscypliny. Oznacza to bowiem, że żużel w skali kraju jest liczącym się sportem, jest postrzegany jako poważna dyscyplina. Tak osądzili kibice, którzy przecież tak naprawdę w sporcie są najważniejsi, więc ich wyróżnienie cieszy szczególnie. To miejsce w dziesiątce, obok wspaniałych gwiazd polskiego sportu stanowi też dla mnie dużą motywację.
Niebawem rozstrzygnięcie plebiscytu Tygodnika Żużlowego na najlepszego polskiego żużlowca 2013 roku i trudno sobie wyobrazić, aby wicemistrz świata i kapitan drużyny narodowej, która zdobyła Drużynowy Puchar Świata, nie okazał się jego zwycięzcą…
Ubiegłoroczny sezon miałem rzeczywiście bardzo udany, przeżyłem w nim wiele radości. W Grand Prix walczyłem skutecznie o medal, ostatecznie zdobywając srebro. W bardzo trudnym finale Drużynowego Pucharu Świata zdobyłem wraz z kolegami złote medale. Miałem trudne zadane, bo po raz pierwszy w tych zawodach jechałem jako kapitan narodowego zespołu i musiałem wygrywać najtrudniejsze wyścigi. To się udało i wiem, że kibice to doceniają.
Jak oceniasz poziom rozgrywek o mistrzostwo polskiej ekstraligi?
Wbrew temu, co niektórzy twierdzą, oceniam wysoko. W ostatnich latach liga prezentuje najlepszy poziom sportowy – mecze są wyrównane, nie brakuje niespodzianek, myślę, że w sezonie 2014 będzie podobnie. Oczywiście były momenty bardzo niedobre, jak nieszczęsny finał Drużynowych Mistrzostw Polski, ale generalnie uważam, że dobrych akcentów było znacznie więcej. Pomimo narzekań na finanse nie brakuje sponsorów, a telewizje walczą o prawa do pokazywana spotkań o mistrzostwo ekstraligi. Myślę więc, że jest na ekstraligowy żużel duże zapotrzebowanie. I bardzo dobrze.
Skoro podjąłeś temat nadchodzącego sezonu… Kto według Ciebie będzie drużynowym mistrzem kraju i dlaczego będzie to… Twoja drużyna Falubaz Zielona Góra?
Wierzę w nasz zespół. Jest po prostu bardzo dobry, wyrównany, poza tym Falubaz to klub znakomicie zarządzany, profesjonalny pod każdym względem. Ale kto naprawdę okaże się najlepszy, czas pokaże. Tego nie da się z góry przewidzieć. Mocny skład ma Unibax Toruń, liczyć mogą się też drużyny z Leszna, Gorzowa, także z Tarnowa. Powiem więc na razie tylko, że kibiców czekają w tym sezonie nie lada emocje.
Także w mistrzostwach świata. Czy Jarosław Hampel sięgnie w nich po złoto, jako trzeci Polak, po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie?
Grand Prix to jest szalenie trudne zadanie. Trzeba być w bardzo dobrej dyspozycji już na początku sezonu i utrzymywać wysoką formę przez cały rok. Ale jestem do tej rywalizacji nastawiony bardzo pozytywnie. Mam już spore doświadczenie i myślę, że jestem gotowy na to, aby być mistrzem świata. Kierunek, który obrałem na początku startów w mistrzostwach, jest dobry.
Czy to koncentracja na Grand Prix spowodowała, że postanowiłeś zrezygnować ze startów w rozwijającym się i coraz bardziej atrakcyjnym cyklu mistrzostw Europy SEC?
Rzeczywiście tak jest. Nie chcę wytyczać przed sobą dwóch dróg, pragnę skoncentrować się w stu procentach na Grand Prix i to jest cel numer jeden na ten sezon. Być może w przyszłości zdecyduję się także na udział w mistrzostwach Europy.
Jak przebiegają przygotowania do nowego sezonu?
Koniec stycznia to było zgrupowanie kadry narodowej w Zakopanem, teraz wyjeżdżam do Hiszpanii w okolice Barcelony, gdzie będę trenował na motocrossie. Tam planuję zajęcia przez miesiąc, nie tylko motocyklowe, ale także ogólnorozwojowe. Warunki są do tego typu przygotowań o tej porze roku doskonałe, sprawdziłem już ten wariant przygotowań i jest optymalny. Nie będę się natomiast śpieszył z pierwszymi jazdami na motocyklu żużlowym, bo liga startuje w tym sezonie nieco późnej. Wystarczy, jak pierwsze jazdy odbędę w drugim tygodniu marca – jeżeli oczywiście dopisze aura, bo z tym przecież różnie bywa.
A propos zgrupowania kadry w Zakopanem. Pięć dni to nie za krótko?
Taki obóz to fajna sprawa, tym bardziej że zgrupowanie było bardzo dobrze zorganizowane. Pięć dni to niedługo, ale urozmaicone treningi ogólnorozwojowe z trenerem Tomaszem Drwalem, czołowym polskim zawodnikiem MMA, były naprawdę interesujące i wartościowe. Zawodnikom podobało się, że były bardzo urozmaicone. Ważne jest też to, że kadrowicze, zarówno seniorzy, jak i juniorzy, mogli spędzić ze sobą kilka dni, lepiej się poznać, zintegrować. To właściwie jedyny taki moment roku, kiedy jest to możliwe, bo później w sezonie na takie spotkanie i wspólny pobyt nie ma już czasu.
W ubiegłym roku zorganizowano dwa spotkania towarzyskie: reprezentacji Polski z Rosją w Ostrowie i Polska – Mistrzowie Świata w Lublinie. W tym roku GKSŻ przewidziała aż pięć terminów na takie mecze. Warto je organizować przy napiętym i tak kalendarzu?
Oczywiście, że warto, to bardzo dobry pomysł. Widać, jak bardzo potrzebują takich spotkań kibice, którzy mocno identyfikują się z narodową reprezentacją. Dla nas też znaczą bardzo dużo, bo rywalami są bardzo dobrzy zawodnicy i mimo towarzyskiego charakteru nikt tutaj nie odpuszcza – każdy chce pokazać, że jest lepszy.
Na zakończenie trudne pytanie. Jesteś znakomitym zawodnikiem, ale na torze w Tarnowie jakoś niespecjalnie Ci idzie. Nie lubisz tutaj startować?
Faktycznie, jakoś mi ten tor nie leży i sam nie wiem dlaczego. Może geometria, a może to, że ma takie długie proste? Zawsze jakoś nie mogę go rozpracować i nie jadę na sto procent swoich możliwości. Ale wiem, że nie lubił go także mój klubowy kolega Patryk Dudek, a w ubiegłym sezonie miał w Tarnowie bardzo dobre występy czy to w lidze, czy w finałach mistrzostw Polski seniorów i juniorów. Mam więc nadzieję, że i ja dam sobie radę. Na razie chciałbym serdecznie pozdrowić tarnowskich kibiców i do zobaczenia w trakcie sezonu!























