Jeszcze niedawno, bo pod koniec ubiegłego wieku, szwajcarska waluta miała ponad czterdziestoprocentowe pokrycie w złocie. Zniesiono jednak konstytucyjny wymóg wysokiego pokrycia i dzisiaj wskaźnik wynosi zaledwie osiem procent. Wielu Szwajcarów uważa, że, szczególnie wobec ostatnich wydarzeń na świecie, jest to sytuacja niebezpieczna i domaga się jego zwiększenia. Pogląd taki wyraża między innymi Szwajcarska Partia Ludowa i właśnie w związku z tym pod koniec listopada odbędzie się referendum, w którym decyzja o ewentualnych zakupach złota będzie głosowana. Chodzi o około 1,5 tysiąca ton, aby osiągnąć docelowo dwudziestoprocentowe pokrycie szwajcarskiej waluty w szlachetnym kruszcu.
Teoretycznie im więcej złota stanowi pokrycie dla jakiejś waluty, tym jest ona bardziej pożądana. Jej kurs, obok tego wszystkiego, co wynika z sytuacji gospodarki, stabilności finansów publicznych itd. itp., jest jeszcze zabezpieczony czymś, co ma bardzo konkretną wartość. I właśnie na podstawie takiego myślenia część analityków uważa, że jeśli za miesiąc Szwajcarzy powiedzą „tak”, to będzie to oznaczało gwałtowny wzrost wartości ich waluty. Moim zdaniem jednak sytuacja nie jest taka prosta.
Frank bardzo wyraźnie się umocnił w ostatnich latach. Wzrost jego wartości jest w dużej mierze wyrazem słabości strefy euro. Szwajcaria wydawała się spokojną przystanią na wzburzonym europejskim oceanie, wszyscy rzucili się zatem po szwajcarskie aktywa. Nie takiego w końcu wielkiego kraju – PKB Szwajcarii jest porównywalne z polskim. Efekt? Wyraźny wzrost ich cen. Najlepszym tego przykładem jest rynek nieruchomości. Nie ma już chyba nikogo, kto nie określałby sytuacji na nim jako bańki. Oczywiście w konsekwencji wyraźnie umocnił się także frank, bo żeby kupić cokolwiek w Szwajcarii, to trzeba najpierw kupić franka. Zresztą on sam także jawił się jako bezpieczna waluta. Wzrost wartości CHF był tak duży, że zaczął szkodzić gospodarce. Spadła konkurencyjność szwajcarskiego eksportu, wyraźnie pogorszyły się warunki choćby w branży turystycznej. Bank centralny musiał zatem reagować i zareagował, interweniując na rynku. Wprowadzono granicę maksymalnej wartości franka do euro – 1,2, i jakiekolwiek zbliżenie do niej oznaczało kupowanie wspólnej waluty. Na rynek zaczęło trafiać coraz więcej franków, kurs udało się utrzymać, ale nie jest to proces bezkosztowy. Wzrost inflacji wynikający z tej dodatkowej emisji wydaje się kwestią czasu. W końcu w historii taki scenariusz był już przerabiany.
Czy zatem Szwajcarzy pozwolą sobie na to, aby stworzyć teraz impuls kolejnego wyraźnego wzrostu kursu franka? Czy nie będzie to oznaczało ryzyka recesji? Moim zdaniem takie ryzyko istnieje. A zatem nawet jeśli Szwajcarzy powiedzą „tak”, bank centralny będzie musiał podjąć kolejne działania, żeby to „tak” nie wpędziło w krótkim okresie Szwajcarii w problemy.
Oczywiście konsekwencji wzrostu pokrycia szwajcarskiej waluty złotem jest więcej. Konieczność skupowania złota może wpływać na jego cenę na rynku, choć sądzę, że proces zakupu byłby rozłożony na lata. Moim zdaniem nie można postawić tezy, że doprowadziłby on do pojawienia się kolejnego silnego trendu wzrostowego na rynku szlachetnego kruszcu. Oczywiście zwiększenie pokrycia franka złotem miałoby też wpływ na inflację w tym kraju. Tego typu konsekwencji byłoby więcej. Czekamy zatem na wyniki referendum.
Czy frankowym kredytobiorcom grozi katastrofa?
REKLAMA
REKLAMA




















