„Cysorz to ma klawe życie
Oraz wyżywienie klawe…
Dobrze dobrze być cysorzem
Choć to świnia i krwiopijca”
Tadeusz Chyła
Ballada o Cysorzu
Dlaczego ten fragment „Ballady o Cysorzu” stanowi motto tekstu o członkach polskiej nomenklatury samorządowej?
Wielu ludzi sądzi, iż dobrze być radnym gminnym ze względu na dietę, która wpływa do jego kieszeni – praktycznie za samo podpisywanie listy obecności na sesji rady gminy czy posiedzeniach komisji. To nie jest jednak cała prawda o polskich samorządowcach.
W 100-tysięcznym małopolskim Tarnowie radny (po skandalicznie wysokich podwyżkach diet, przeciwko którym głosował tylko piszący te słowa) pobiera miesięcznie do ręki średnio ok. 3 tys. złotych, przewodniczący rady ponad 4 tys. złotych. Prawdopodobnie dla większości Czytelników są to duże pieniądze za dość mizerną aktywność radnych tarnowskich, których miasto zajmuje dopiero 63. miejsce na liście rankingowej miast polskich na prawach powiatu, przygotowanej przez Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu i uwzględniającej najważniejsze wskaźniki ekonomiczne.
W rzeczywistości ww. diety nie są celem samym w sobie – zwłaszcza dla radnych, którzy są związani albo z partią rządzącą w kraju, albo w samym Tarnowie. Dlaczego? Osoba wybrana do rady miejskiej z list takich partii automatycznie awansuje w hierarchii partyjnej i jest umieszczana w zarządach spółek komunalnych lub spółek miejskich oraz w ich radach nadzorczych. Wówczas zarabia nie kilka, lecz kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. I o to tak naprawdę w tym „biznesie samorządowym” chodzi. Diety radnego są „marnym” dodatkiem do pensji takich członków zarządu spółek komunalnych lub państwowych. Nawet członkostwo w radzie nadzorczej przynosi pewne „kokosy” wartości kilku tysięcy złotych miesięcznie.
Gdy radny zostaje już prezesem spółki lub członkiem rady nadzorczej, podpisuje oczywiście listę obecności na posiedzeniach rady miejskiej czy jej komisji i czasami zabiera nawet głos, postulując na przykład otwarcie okna, gdy w sali obrad jest duszno. Po 4, a od tej kadencji – po 5 latach wyborcy, którzy zazwyczaj nie mają pojęcia, jak radny się zachowywał w tym czasie, głosują ponownie na niego, gdyż uważają, że Józek czy Staszek to „fajny chłop”, bo „załatwił” remont 5 metrów chodnika przed ich domem.
Był taki przypadek, iż jeden z wyborców tarnowskich na pytanie: „dlaczego Pan głosował na tego radnego?”, odpowiedział: „bo ładnie śpiewa godzinki”. Inni wyborcy oddali swój głos na kandydata, który miał takie samo nazwisko jak pewien polityk z pierwszych stron gazet (choć – nawiasem mówiąc – nie był jego krewnym).
Ludzie nie zdają sobie sprawy, iż radni decydują o tym, jak wydawane są ich przecież miliony złotych (czyli podatki). W przypadku Tarnowa mówimy o wydatkach rzędu ok. 1 miliarda złotych rocznie!
Jakie jest wyjście z tego obłędu samorządowego?
– Po pierwsze, zmienić się powinna ordynacja wyborcza w taki sposób, by w większych miejscowościach (jak teraz w mniejszych) do rady wchodził ten kandydat, który w danym (małym!) okręgu wyborczym, gdzie jest znany, uzyskał najlepszy wynik, a nie jak teraz, który przez lokalnego kacyka partyjnego jest ulokowany na pierwszym czy drugim miejscu na liście wyborczej.
– Po drugie, liczba radnych musi ulec redukcji. Np. w Tarnowie rada miejska powinna liczyć nie 25 (jak teraz), lecz najwyżej 10‒15 radnych, wybieranych w 10‒15 jednomandatowych okręgach wyborczych.
– Po trzecie, powinna istnieć możliwość odwołania radnego w czasie kadencji w drodze referendum (w ten sposób wyborcy trzymaliby radnego za gardło przez 5 lat).
– Po czwarte, radni powinni albo pracować społecznie, albo wysokość ich diety musi być uzależniona od sukcesów ekonomicznych gminy.
– Po piąte, powinna istnieć ustawowa możliwość odwołania burmistrza w czasie kadencji w drodze bezprogowego referendum, które organizowane musi być automatycznie po nieuzyskaniu przez niego wotum zaufania w radzie.
– Po szóste, radny nie może po rezygnacji z mandatu podejmować pracy na stanowisku kierowniczym w spółce komunalnej, a jego najbliżsi krewni nie mogą pracować w urzędzie gminy (teraz można „szantażować” radnego poprzez nacisk na członka rodziny zatrudnionego w urzędzie).
– Po siódme, prezydent, burmistrz, wójt nie mogą być członkami rad nadzorczych spółek komunalnych w innych gminach zarządzanych przez ich kolegów (do kieszeni prezydenta Tarnowa trafia kilka tysięcy złotych, gdyż został członkiem rady nadzorczej spółki w innym mieście, a z kolei „zaprzyjaźniony” prezydent tego miasta usadowiony został w radzie nadzorczej tarnowskiej spółki komunalnej).
Marek Ciesielczyk
Niezależny radny pięciu kadencji Rady Miejskiej w Tarnowie






















![Platforma Obywatelska murem za prezydentem Romanem Ciepielą [AKTUALIZACJA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/09/rc-po1-100x70.jpeg)
