Do liczenia zwierzyny stosuje się różne metody, ale w okolicach Tarnowa przyjdzie polegać na tradycyjnych sposobach. Liczenie zwierząt leśnych to sztuka. Łatwiej policzyć na przykład łosie, których nie ma za wiele, o wiele trudniej choćby tysiące dzików.
Liczenie podzielone jest na kilka etapów i już obecnie prowadzone są niektóre działania w tym kierunku, tak, aby za półtora miesiąca, na koniec sezonu gospodarczego w Polskim Związku Łowieckim, mieć ostateczne dane.
– Działania te uwarunkowane są biologicznym rytmem zwierząt występujących w lasach – zaznacza Krzysztof Łazowski, przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Tarnowie, łowczy okręgowy. – W oparciu o uzyskane dane kształtujemy swoją gospodarkę w obwodach, określając między innymi optymalne plany pozyskiwania zwierząt łownych. Często prowadzi się obserwację niektórych zwierząt cały rok, żeby mieć jak najdokładniejszą statystykę. Jednym z ważniejszych elementów ustalenia liczebności zwierząt łownych jest tak zwane próbne pędzenie, czyli bezkrwawe polowanie z naganką. Takich akcji może się odbyć kilka w ciągu sezonu. Określony obszar zajmują obserwatorzy, z których każdy liczy zwierzęta wychodzące z ich strony. Odległość między nimi wynosi 100-150 metrów.- Obserwowana jest zwierzyna, którą się wypłasza z ich rewirów. Specjalną rolę odgrywają tutaj naganiacze. Każde zauważone zwierzę jest liczone. To jest szczególny rodzaj „polowania” z naganką bez użycia broni – tłumaczy Krzysztof Łazowski.
Tym sposobem liczy się na przykład sarny. Zimą lub na przedwiośniu można je dodatkowo „zinwentaryzować” w odkrytym krajobrazie, na przykład na polach, gdzie się gromadzą w poszukiwaniu pożywienia.
Od dawna pomocniczą metodą jest tropienie zwierząt.
– W tym celu wytycza się pewne trasy inwentaryzacyjne obejmujące fragmenty łowiska. Nie muszę tłumaczyć, jak ważny w tym okresie jest dla nas śnieg. Chodzi, jak my to nazywamy, o „białą stopę”, teren całkowicie pokryty śniegiem. Ale ponieważ zimy są teraz różne, obywaliśmy się już bez śniegu – dodaje łowczy okręgowy.
Liczy się tropy wejściowe i wyjściowe, a różnica między nimi składa się na liczebność zwierzyny. Myśliwi muszą dobrze znać wszystkie szlaki, którymi zwierzęta się przemieszczają. Tym sposobem liczy się na przykład jelenie i dziki.Najbardziej wytrawni myśliwi po tropach poznają nie tylko gatunki, lecz nawet płeć, a czasem i przybliżony wiek zwierzęcia. Ale w przypadku dzika rozróżnienie płci na podstawie tropu nie jest możliwe, łatwiej określić, czy ma się do czynienia z osobnikiem młodszym, czy starszym. Jednak już płeć jeleni można rozróżnić w oparciu o wielkość i kształt tropu.
Kiedy chodzi o zwierzęta duże, łatwe do zaobserwowania i występujące w granicach niedużego obszaru – zadanie jest ułatwione. Ale gdy chodzi o zwierzynę liczną lub taką, która porusza się po dużym obszarze, zadanie staje się trudniejsze. Niektórzy zastanawiają się na przykład, jak myśliwi radzą sobie z problemem policzenia bażantów czy kuropatw, których w okręgu tarnowskim jest łącznie 65 tysięcy. W przypadku tych pierwszych liczenie wielkości stad odbywa się przed sezonem polowań, a także pod koniec zimy, gdy jest śnieg.
– Ostatnimi laty wprowadza się nowe metody liczenia zwierząt – informuje Krzysztof Łazowski. – Jedną z nich jest metoda termowizyjna. Ale jest to sposób zawodny choćby dlatego, że urządzenia wprawdzie lokalizują punkty ciepłoty, ale nie odróżniają gatunków zwierząt.
Liczenie lotnicze sprawdza się tylko na terenach otwartych i półotwartych, a nie w gęstym lesie.
Wadą obu metod są także ich wysokie koszty.
– Każda jednak metoda jest dokładna tylko do pewnego stopnia, każda obarczona jest błędami – podkreśla łowczy okręgowy. – Nie da się policzyć zwierząt leśnych co do jednej sztuki. Nasze końcowe raporty to tylko szacunki. Mimo to trzeba ponosić trud związany z akcją liczenia, ponieważ musimy mieć orientację, co się dzieje w lasach, które gatunki rosną w siłę, a które zamierają.
Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków podejmuje się regularnie zadania jeszcze bardziej karkołomnego: liczenia ptaków, które polega na indywidualnych obserwacjach prowadzonych przez wolontariuszy. W ubiegłym roku odbył się koordynowany przez Grupę Badawczą Bociana Białego kolejny spis tych ptaków, również w okolicach Tarnowa; ta akcja przynosi bardziej dokładne informacje. Najpierw lokalizowane są bocianie gniazda, potem sprawdza się – często z wysokości – ilu mieszkańców one liczą.W ubiegłym roku inwentaryzacja łowna w okręgu tarnowskim zakończyła się następującymi wynikami: łosie – 38 sztuk, daniele – 158, sarny – 30,8 tys., jelenie – 4,6 tys., zające – 3,6 tys., lisy – 9 tys., dziki – 5,2 tys., jenoty – 1 tys., bażanty – 54 tys. i kuropatwy – 11 tys.
Wielkie liczenie w lasach
REKLAMA
REKLAMA
























