Najnowsze raporty płynące z Grupy Azoty SA nie są optymistyczne. Wyraźnie spada produkcja wybranych produktów, w spółce w Tarnowie ograniczono m.in. wyrób kaprolaktamu. Na sytuację wpłynęły różne czynniki, także o zasięgu globalnym, ale niektórzy eksperci ostrzegają, że jeśli nie zmienią się pewne decyzje Unii Europejskiej, to branża chemiczna będzie zagrożona na całym kontynencie. Twierdzą, że wielkie koncerny tego przemysłu przy obecnej skali ich produkcji mogą stać się zbędne, co źle wróży także Grupie „Azoty” SA.
W portalu wnp.pl wypowiedział się Tomasz Hinc, prezes Grupy „Azoty” SA, a materiał dziennikarski opatrzono znamiennym tytułem: Tani import zachwiał naszą branżą chemiczną. Wyłączamy produkcję.
Prezes informuje, że z powodu intensywnego importu tworzyw z Chin do Europy w spółkach w Puławach i Tarnowie została ograniczona produkcja kaprolaktamu. Kaprolaktam od dziesięcioleci był jednym ze sztandarowych produktów oferowanych przez tarnowskie „Azoty”. Wytwórnia tego produktu powstała już kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, w 1950 roku, a skala jego wytwarzania biła w kraju rekordy.
Kaprolaktam stosowany jest głównie do produkcji poliamidu, polimerów, tworzyw termoplastycznych. Służy jako środek do garbowania skór, impregnacji, składnik farb, lakierów i powłok, jako odczynnik laboratoryjny i jako składnik farb, lakierów.
Niewykorzystane moce
Produkcja kaprolaktamu jako surowca w „Azotach” spada, ponieważ na rynku europejskim znalazły się duże ilości wymienionego już poliamidu, szeroko stosownego tworzywa konstrukcyjnego, pochodzące z Chin. On również produkowany jest w Tarnowie. Przypomnijmy, że w 2017 roku uroczyście otwarto tu Wytwórnię Poliamidów II zbudowaną za 320 mln zł, znacznie zwiększając moce produkcyjne. Pracę w niej znalazło 55 osób z Tarnowa i okolic.
Tani import z Azji to jedno, a unijne regulacje, które – zdaniem prezesa Hinca – ograniczają konkurencyjność europejskiej branży, to drugie. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że w Azji czy w Ameryce ważne surowce są ciągle tańsze.
Dla portalu wnp. pl prezes mówi: Jeśli produkcja w Europie nadal ma być prowadzona, to regulacje prawne oraz transformacja klimatyczna powinny przybrać zdecydowanie inny, rozsądniejszy kształt. (…) Mamy nadzieję, że decyzje Parlamentu Europejskiego czy Komisji Europejskiej nie doprowadzą do likwidacji przemysłu w Europie, że pozwolą utrzymać rentowność i konkurencyjność europejskich firm w Europie i na rynkach pozaeuropejskich.
„Azoty” ulokują produkcję poza Polską?
Końcem ub. roku Rada Europejska zawiesiła cła na mocznik i amoniak, przez co Europa stała się bardziej dostępnym rynkiem, głównie dla Chin. Produkcja na naszym kontynencie odbywa się według innych norm i standardów, wskutek czego jest kosztowniejsza. Problemy mają liczne koncerny chemiczne, m. in. niemiecki BASF, który podjął decyzję o likwidacji jednej z instalacji przemysłowych.
Na pytanie dziennikarza wnp.pl, czy istnieje ryzyko, że „Azoty” będą musiały zrezygnować z części dotychczasowej produkcji i szukać dla niej lokalizacji poza Europą, Tomasz Hinc odpowiada, że sytuacja jest trudna: Nasze fabryki produkują w Polsce, na terenie UE i chcemy nadal móc tutaj produkować. Jednocześnie wskutek regulacji europejskich musimy się dostosowywać do regulacji obowiązujących w Europie.
W tym kontekście portal wnp.pl w innej publikacji pisze wprost: Przemysł chemiczny w Europie powoli nie ma sensu. Decyzja „Azotów” jest tego przykładem. Cytowany tam analityk Jakub Szkopek nawiązując do wprowadzonych ograniczeń produkcji mówi, że kaprolaktam to tworzywo potrzebne np. branży motoryzacyjnej, gdzie widać co prawda ożywienie, ale nie przekłada się to na zamówienia w Grupie „Azoty”.
Obawa o pracę
My zapytaliśmy „Azoty”, jak duża jest skala obecnych ograniczeń w produkcji i czy w przyszłości może mieć to wpływ na stan zatrudnienia załogi. Zapytaliśmy też, czy z powodów, o których mówi prezes Hinc, istnieje zagrożenie dalszego ograniczania czy wręcz zaprzestania produkcji niektórych wyrobów chemicznych.
Monika Darnobyt, rzeczniczka prasowa GA, odpowiedziała nam tak: Grupa Azoty SA dostosowuje wielkość produkcji do sytuacji podażowo-popytowej na rynku, w żaden sposób nie wpływa to na poziom zatrudnienia w Grupie.
W sprawie wielkości ograniczeń produkcji w zakładach GA odesłano nas do cyklicznych raportów spółki publikowanych na jej stronach. Sprawdziliśmy.
Z przeanalizowanych przez nas danych wynika, że w kwietniu br. spółka ograniczyła produkcję nawozów azotowych do 176 tys. ton (312 tys. ton w kwietniu 2022 r.) Produkcja nawozów wieloskładnikowych spadła z 82 tys. do 30 tys. ton. „Azoty” ograniczyły produkcję mocznika do 48 tys. ton, podczas gdy rok temu było to 143 tys. ton. W kwietniu tego roku Grupa wyprodukowała 10 tys. ton poliamidu, mniej o 5 tys. t. Nieznacznie wzrosła tylko produkcja nawozów specjalistycznych.
Tego przemysłu może już nie być…
Spółka podała, że pierwszy kwartał 2023 roku to okres kontynuacji zakłócenia równowagi popytowo-podażowej na rynkach europejskich spowodowanego m.in. skutkami wojny w Ukrainie, wysoką inflacją, rosnącymi cenami nośników energii, w tym energii elektrycznej i węgla, oraz bezcłowego importu nawozów i tworzyw spoza Unii Europejskiej, produkowanych przy wykorzystaniu tańszych surowców. W pierwszym kwartale br. Grupa „Azoty” szacuje stratę na poziomie ponad pół mld zł, mimo że pozytywnie na wyniki pierwszego kwartału wpłynęły przyznane przez NFOŚiGW środki finansowe w łącznej wysokości 234 mln zł w ramach wsparcia dla sektorów energochłonnych związanego z nagłymi wzrostami cen gazu ziemnego i energii elektrycznej w ub. roku. Grupa liczy na korzystniejsze wyniki ekonomiczne począwszy od III kwartału, ale do optymizmu nie skłania zagrożenie płynące choćby ze strony Rosji: Kreml ma gwarancję możliwości eksportu własnych surowców rolnych i nawozów, podpisał też porozumienie, które zapewnia mu w tym wsparcie ze strony agend ONZ przez trzy kolejne lata. Mało tego, teraz Moskwa – grożąc znów blokadą eksportu zboża z Ukrainy – żąda przywrócenia Rosyjskiego Banku Rolnego do systemu SWIFT i m.in. odblokowania kont firm nawozowych.
”Azoty” na razie nie odpowiadają na pytanie, czy w bliskiej perspektywie planowane są dalsze ograniczenia w produkcji i jakich wyrobów mogą one dotyczyć. Wg nieoficjalnych informacji spółka wstrzymała część planów inwestycyjnych i nie przedłuża umów z niektórymi podmiotami współpracującymi.
Ekspertka Katarzyna Byczkowska w rozmowie z dziennikarzem portalu Business Insider zwraca uwagę na zabójcze, jej zdaniem, dla branży chemicznej tempo transformacji energetycznej narzucanej przez Brukselę. Mówi: Może okazać się, że za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat tego przemysłu w Polsce i w UE może już nie być.


















![Czy miasto kupi akcje spółki Tarnowskie Wodociągi? Pojawiają się problemy… [ZDJĘCIA] Budynek Tarnowskich Wodociągów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/10/Tarnowskie-wodociagi-218x150.jpg)





