– Sprawa nie jest łatwa – mówi wójt Dębna, Wiesław Kozłowski. – Z jednej strony przepisy nakładają na nas obowiązek umożliwienia eksploatacji złóż kruszywa, z drugiej jednak nie możemy zapominać o interesach naszych mieszkańców.
Piotr Matura, przewodniczący rady gminy mówi, że wydobywanie kruszywa na pewno niekorzystnie wpłynie na jakość życia mieszkańców Maszkienic, ale także Woli Dębińskiej, przez którą skierowany zostanie wzmożony ruch ciężarówek wywożących żwir.
– Taki rodzaj działalności zawsze budzi sprzeciwy, dlatego musimy problem rozwiązać tak, aby funkcjonowanie żwirowni było jak najmniej uciążliwe.
Sołtys Woli Dębińskiej, Grzegorz Przybyło podkreśla, że co prawda obawy ludzi są zasadne, nie można jednak zapominać o korzyściach.
– Faktycznie, będzie większy ruch samochodowy, dlatego uważam, że płynące ze żwirowni profity należy tak wykorzystać, aby mieszkańcy jak najmniej odczuwali negatywne skutki funkcjonowania zakładu. Na pewno będę się starał, aby duża część zysków trafiała do Woli Dębińskiej.
Radny z Maszkienic, Michał Gorzkowski popiera protest mieszkańców wsi. – Powstaną na pewno ogromne szkody w środowisku, zmieni się krajobraz, ludzie boją się o bezpieczeństwo, bo przez wieś przejeżdżać będą setki ciężarówek.
Komisja finansów działająca przy radzie gminy w Dębnie zobowiązała wójta do opracowania uchwały wprowadzającej zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, które umożliwiłyby wydobywanie kruszywa w Maszkienicach. Projekt uchwały jest już gotowy, ale głosowanie nad nim odbędzie się najprawdopodobniej dopiero w czasie lipcowej sesji rady gminy.
– Wcześniej chciałem się zapoznać ze stanowiskiem inwestora oraz zgłębić wszelkie przepisy dotyczące funkcjonowania żwirowni – mówi wójt Wiesław Kozłowski. Ze wstępnych rozmów z inwestorem wynika, że ten wziąłby, na okres funkcjonowania żwirowni, półkilometrowy odcinek drogi w Maszkienicach w dzierżawę i utrzymywał ją. Wójt dodaje, że droga zostałaby poszerzona, aby była wygodna i bezpieczna nie tylko dla samochodów wywożących żwir, ale dla wszystkich użytkowników. – Rozumiem opory mieszkańców, którzy obawiają się zagrożenia dla środowiska. Niesłuszny jednak wydaje się ich lęk przed tym, że zniszczeniom ulegać będą ich domostwa, bo żwirownia zlokalizowana będzie 550 metrów od najbliższych zabudowań. Jeśli zaś chodzi o ciężki ruch samochodowy, to mam zamiar rozmawiać jeszcze w tej sprawie zarówno z inwestorem, jak i z policją, i ze starostwem, które jest właścicielem kilku dróg, aby jego organizacja była jak najmniej uciążliwa – dopowiada wójt Kozłowski.
Wysokość podatków, jakie wpływałyby do budżetu gminy od żwirowni, zależeć będzie od ilości wydobytego i sprzedanego kruszywa. Najmniej wynosiłyby sto tysięcy, górną granicę trudno obliczyć, ale mogłoby to być nawet powyżej miliona złotych rocznie. Dla niewielkiej gminy byłby to ogromny zastrzyk finansowy. Zastanawiające jest to, że mieszkańcy Maszkienic już od kilku lat byli świadomi, że w ich wsi powstanie żwirownia, bo sami sprzedawali ziemie, na których odkryto złoża. Teraz z niewyjaśnionych powodów protestują przeciwko powstaniu zakładu, który zatrudni ludzi z terenu gminy i płacić będzie podatki.
W Maszkienicach nie chcą żwirowni
REKLAMA
REKLAMA
























