Jacek S. potwierdził, że w 2010 roku wystawił dwie lub trzy puste faktury na rzecz firmy Strabag, które dotyczyły fikcyjnych robót.
– Prosili mnie o to dyrektorzy krakowskiego oddziału Starbagu, Piotr W. i Grzegorz M. Nie pamiętam kwot, na które opiewały te faktury, za każdym razem prawdopodobnie chodziło o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Na swoim koncie zatrzymywałem podatki VAT i dochodowy, a resztę osobiście przekazywałem dyrektorom. Nigdy mi nie mówili, na co potrzebują tych pieniędzy, ale dawali do zrozumienia, że o tej operacji wie ich „góra” i że jest stamtąd na nią przyzwolenie. Czasami miałem podejrzenie, że ci panowie wykorzystują pieniądze z faktur bez pokrycia na swoje prywatne cele. O lewych fakturach panowie rozmawiali podczas obiadów w jednej z krakowskich restauracji hotelowych. Jacek S. przyznał, że nie było mu to na rękę, wiedział, że łamie prawo, czuł z tego powodu dyskomfort psychiczny, ale nie sprzeciwiał się. Tłumaczył, że w tym czasie był kryzys gospodarczy, inwestorzy wyhamowali i obawiał się, że jeśli nie spełni oczekiwań W. i M., straci w przyszłości zamówienia na roboty, które często realizował wraz ze Strabagiem.
– Puste faktury wypełniałem w oparciu o dostarczone mi ze Strabagu wypełnione już protokoły odbioru robót.
Nie znam tego pana
Jacek S. powiedział, że pieniądze, które docierały ze Strabagu na konto jego firmy, odbierała jego matka dysponująca pełnomocnictwem, która nie była wtajemniczona w sprawę faktur. Gotówkę przekazywał przedstawicielom austriackiej spółki w dużej kopercie. Trzymał ją w teczce lub reklamówce.
– Nie jestem pewien, czy przekazywane banknoty były owinięte w banderolę bankową. Wyobrażam sobie to tak, że banderole jednak zdejmowałem i zastępowałem je zwykłymi gumkami. Dlaczego? Ponieważ nie wiedziałem, na co mają być przeznaczone pieniądze, nie chciałem, aby ktoś nieznany dowiedział się, że pochodzą z banku, w którym mam konto. Zacierałem ślady pochodzenia gotówki.
To zeznanie Jacka S. może być istotne, ponieważ prokurator chce przekonać sąd, iż banknoty znalezione w mieszkaniu Ryszarda Ścigały zabezpieczone były banderolą, która mogła należeć do banku prowadzącego rozliczenia firmy S. Od początku były prezydent utrzymuje, że była to gotówka należąca do jego córki.
Zarówno podczas konfrontacji podejrzanych zarządzonej podczas śledztwa, jak i w czasie przesłuchania w sądzie w Brzesku Jacek S. twierdził, że nigdy wcześniej nie miał do czynienia z Pawłem P., wiceprezesem spółki żużlowej Unii Tarnów, który w odrębnym postępowaniu już został skazany – wraz z Bogdanem G., prezesem tarnowskiego żużla – za pośredniczenie w przekazywaniu domniemanej łapówki od Strabagu Ryszardowi Ścigale. P. zeznał, iż pieniądze w kwocie 50 tys. zł odebrał w Krakowie na parkingu obok centrum handlowego M‑1 właśnie od Jacka S. Miał on przyjechać czarnym porsche, a koperta z pieniędzmi miała znajdować się w kopercie ukrytej w schowku w desce rozdzielczej.
– Nie znam Pawła P., podczas konfrontacji widziałem go pierwszy raz na oczy. Nie przekazywałem mu pieniędzy na parkingu, a koperta z gotówką na pewno by się nie zmieściła w schowku mojego samochodu. Wożę w nim grubą książkę obsługi samochodu, pojazd jest już starszy, książkę tę mam zawsze w pogotowiu na wypadek jakiejś awarii.
Możliwe, ale nie do końca
Prokurator Seweryn Borek przypomniał Jackowi S., iż z bilingów telefonicznych wynika, że między wrześniem i listopadem 2010 roku dochodziło do połączeń między jego komórką a komórką Pawła P., także w dniu, w którym – jak wykazało śledztwo – doszło do przekazania gotówki w Krakowie.
– Nie potrafię tego wyjaśnić – odpowiedział Jacek S. – Jestem właścicielem firmy, w ciągu dnia odbieram mnóstwo telefonów od różnych osób i w różnych sprawach. Nie wiem, może i Paweł P. łączył się ze mną, ale nie doszło do rozmowy, może dzwonił z czyjegoś polecenia. Nie pamiętam takiej sytuacji, widocznie nie było to dla mnie ważne.
– Dlaczego nie przekazał pan funkcjonariuszom ABW bilingów swoich telefonów, gdy tego żądali? – dociekał prokurator.
– Nie przekazałem, ponieważ ich nie miałem.
Jacek S. w czasie przesłuchania w brzeskim sądzie wielokrotnie podkreślał, że coś może mu się tylko wydawać albo że czegoś nie pamięta.
– To wszystko jest możliwe, ale nie na sto procent pewne – oznajmił, odnosząc się do swoich niektórych zeznań. – Mam firmę, która w ciągu roku osiąga obroty rzędu 25‑30 mln zł, każdego dnia na jej potrzeby wydaję po 100 tys. zł. Na mojej głowie są kontrakty, inwestorzy, przetargi… I to jest dla mnie najważniejsze, innymi problemami nie zaprzątam sobie głowy.
W 2013 r. Jacek S. był zatrzymany przez ABW w związku ze sprawą korupcyjną dotyczącą budowy linii szybkiego tramwaju w Krakowie.
Między wódkę a zakąskę
Drugim świadkiem przesłuchanym tego dnia był Rafał Z., kierownik budów ze spółki kapitałowo powiązanej ze Strabagiem. Należy on do krytyków zastosowania technologii betonowej podczas budowy kilku ulic w Tarnowie. Wykonawcą był Wiesław F., oskarżony w tym procesie, który pozostawał w dobrych relacjach z prezydentem Tarnowa, Ryszardem Ścigałą. Podczas śledztwa Rafał Z. pomysł wybetonowania drogi na jednym z osiedli nazwał nawet „głupotą”.
Argumentował to tym, że technologia betonowa uzasadniona jest, jego zdaniem, tylko w przypadku dróg wyższej kategorii, o dużym obciążeniu ruchem pojazdów.
– Nieznane są dla mnie powody zastosowania tej technologii na osiedlu – powiedział w sądzie.
W śledztwie Rafał Z. opowiadał o tym, iż słyszał, że gdy do jednego z przetargów organizowanych przez Urząd Miasta w Tarnowie wystartowała firma konkurencyjna wobec firmy Wiesława F., ktoś miał to skomentować, iż konkurent „wpierdala się między wódkę a zakąskę”.
Prezydent odzyska paszport
Jego zdaniem, Wiesław F. miał mieć też pretensję do Strabagu, że austriacka spółka dołączyła do miejskiego przetargu, w którym on uczestniczył, ale wyjaśniono mu, iż był telefon z miasta, że to po to, by oferta firmy Wiesława F. nie była jedyna. Rafał Z. zeznał ponadto, iż F. w związku z organizowanym przetargiem sam miał przygotować kosztorys inwestorski.
Obecny w sali sądowej Wiesław F. złożył oświadczenie, że przekazane przez Rafała Z. informacje są kłamliwe.
Kiedy na jedno z pytań byłego prezydenta Tarnowa, odnoszących się do wygrywania przez F. przetargów w mieście, Rafał Z. nie był w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, Ryszard Ścigała skomentował ten fakt stwierdzeniem, że świadek posługuje się plotką. Prezydent powrócił także do sprawy Strabagu:
– Czy pełniąc swoją funkcję w firmie, odnosił pan wrażenie, że Strabag jest w Tarnowie faworyzowany?
– Trudno było odnieść takie wrażenie – odpowiedział Rafał Z.
W związku z pytaniem mec. Bogusława Filara, obrońcy Ryszarda Ścigały, Rafał Z. wymienił kilka przetargów, które austriacka firma przegrała w Tarnowie, w jednym z nich budżet inwestora wynosił 33 mln zł.
Obrońca byłego prezydenta wniósł do sądu wniosek o zmianę środków zapobiegawczych zastosowanych wobec jego klienta. Chodziło m.in. o obniżenie kwoty poręczenia majątkowego z 450 do 100 tys. zł oraz uchylenie zakazu opuszczania kraju. Prokurator sprzeciwił się pierwszej propozycji, natomiast wyraził zgodę co do drugiej. Sąd podzielił stanowisko prokuratora.
























