W myśl obowiązującej w gminie uchwały dotyczącej zachowania czystości, każdy właściciel ma obowiązek utrzymania swoich pól w stanie wolnym od zachwaszczenia. Sami urzędnicy przyznają jednak, że wysyłane do rolników nakazy wykoszenia traw i chwastów to walenie głową w mur. Nawet utrata dopłat unijnych nie jest wystarczającą zachętą do uporządkowania pola choćby raz w roku.
– Problem nie jest nowy, już ponad 10 lat temu połowa wszystkich pól uprawnych na terenie gminy leżała ugorem, teraz może to być nawet 70 procent – mówi kierownik referatu rolnictwa w Urzędzie Miejskim w Brzesku, Maria Zachara. – W 2012 roku radni znowelizowali uchwałę o utrzymaniu czystości na terenie gminy i wprowadzono w niej zapis o tym, że na każdym właścicielu pola ciąży obowiązek utrzymania go w stanie wolnym od zachwaszczenia.
Każdego roku magistraccy urzędnicy wysyłają setki nakazów wzywających do koszenia nieużytków.
– Jeśli pole lub działka jest zarośnięta i znajduje się w miejscu, koło którego przechodzi wielu ludzi, oczywistym jest, że wysyłamy upomnienia – dodaje Maria Zachara. – Często się zdarza, że o fatalnym stanie pól zawiadamiają nas sąsiedzi ludzi niedopełniających obowiązku wykaszania. Mają piękne ogrody lub sady i boją się, że zasieją się w nich chwasty. Nie robiłam statystyk, ale może co dziesiąta zaledwie osoba reaguje na urzędowe pisma, reszta nie poczuwa się do obowiązku. – Bynajmniej mnie to nie dziwi – mówi sołtys Jasienia, Leszek Klimek. – Ludzie utrzymują w porządku pola, które przynoszą im zysk, do reszty nie przykładają wagi. – Ludzie narzekają, że dziki i inne zwierzęta podchodzą im pod same domy, ale sami są temu winni – ostrzega Maria Zachara. – W wysokich zaroślach zwierzyna znajduje idealne schronienie. Ale takie nieużytki stanowią także poważne zagrożenie pożarowe, szczególnie w okresach suszy, które zdarzają się coraz częściej. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, że od palących się nieużytków zajmują się stojące w ich sąsiedztwie domy.
Nie chcą dbać o nieużytki…
REKLAMA
REKLAMA
























