– Nie przypuszczaliśmy, że budowa tak bardzo da nam w kość – mówi mieszkający przy Jodłowskiej Bronisław Węgrzyn. – Ludzie o żadnych protestach nie myśleli, już od dawna wiedzieliśmy, że tędy przebiegać ma zjazd. Przychodzili urzędnicy, pokazywali plany, ale nie sądziliśmy, że budowa będzie miała taki zakres.
Mieszkańcy skarżą się, że przez całe lato nie mogli w domach otworzyć okien z powodu huku, smrodu i kurzu, jaki krążył nad całą okolicą. Na drogach serwisowych, którymi dowożony jest materiał na budowę, po każdym deszczu leży błoto po kolana, nie sposób po nim przejść czy przejechać na rowerze. – A przecież gdy zjazd zostanie otwarty, może być jeszcze gorzej – dodaje Bronisław Węgrzyn. – Samochody pędzić będą po nim dniem i nocą, będzie huk, a domy dalej będą pękać, bo stoją bardzo blisko drogi. Dlatego chcemy, aby nas stąd wysiedlono, bo w takich warunkach normalnie żyć się nie da. Mieszkańcy zapowiadają, że jeśli ich żądanie nie zostanie spełnione, będą protestować, są gotowi nawet do tego, aby blokować zjazd, który ma być oddany do użytku wiosną przyszłego roku.
– W czasie, gdy prowadziliśmy prace związane z przygotowaniem budowy, nie było żadnych protestów, mimo że dokładnie wyjaśnialiśmy mieszkańcom, jak będzie ona wyglądać – wyjaśnia rzecznik krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Iwona Mikrut-Purchla. – Przed rozpoczęciem prac sporządzona została inwentaryzacja wszystkich domów mieszkalnych i innych budynków stojących przy ulicy Jodłowskiej. Jeżeli w trakcie budowy ulegną one zniszczeniu, naszym zadaniem będzie doprowadzenie ich do stanu, w jakim znajdowały się pierwotnie, lub wypłacenie odszkodowań. Pani rzecznik mówi dalej, że w przypadku każdej budowy określane jest terytorium jej oddziaływania, w tym na stojące w pobliżu budynki. Nawet po zakończeniu robót i oddaniu zjazdu do użytku mieszkańcy mogą podjąć działania, aby znaleźć się w zasięgu oddziaływania inwestycji i jeśli okaże się, że ma ona niekorzystny wpływ, domagać się odszkodowań lub przesiedlenia. – Każdy, kto czuje się pokrzywdzony, na pewno uzyska rekompensatę od inwestora albo od wykonawcy, wcześniej jednak musimy dokonać ustaleń, kto jest odpowiedzialny za powstałe zniszczenia – dodaje Iwona Mikrut-Purchla. Czy jednak możliwe będą przesiedlenia? Rzecznik twierdzi, że jest za wcześnie, aby na ten temat się wypowiadać.
– W lecie po interwencjach mieszkańców zwróciliśmy się do wykonawcy zjazdu, aby zniwelował kurzenie na drogach dojazdowych do budowy. Były one polewane wodą nawet kilka razy dziennie, co sprawdzaliśmy – mówi naczelnik wydziału inwestycji w brzeskim magistracie, Bogdan Dobranowski. – Teraz nikt z mieszkańców nie zwracał się do nas o pomoc. Gdy tak się stanie, poprzemy oczywiście ich działania i wystąpimy do Generalnej Dyrekcji. W porozumieniu zawartym pomiędzy gminą a GDDKiA jest punkt mówiący o tym, że na inwestorze ciąży obowiązek przeprowadzenia analizy porealizacyjnej w zakresie emisji hałasu do środowiska. Ma ona zostać przeprowadzona 18 miesięcy od daty oddania zjazdu do użytku.
Ludzie mają dość budowy
REKLAMA
REKLAMA
























