Znika mit „porządnej” gospodarki?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Gospodarka Niemiec kojarzy nam się z sukcesem, ale także z uczciwością. „Ordnung muss sein”, czyli „porządek musi być”. Któż w Polsce nie zna tej maksymy? Porządek w każdym możliwym aspekcie, w kwestii podejścia do klientów, kontrahentów, generalnie w ogóle do zasad. Tymczasem sytuacja początku XXI wieku wcale nie wydaje się taka różowa. Skandal goni skandal i to na samym szczycie machiny. Pamiętamy afery korupcyjne, choćby tę związaną z Siemensem, skandale związane z podejrzeniem łamania prawa przez szefostwo Porsche czy teraz sprawę największego w Niemczech producenta samochodów. Czy na naszych oczach ginie mit „porządnej” gospodarki?
Temat wiarygodności i postrzegania kraju stał się gorący także w samych Niemczech. Pisze się sporo o wielkim biznesie, jego styku z polityką i o tym, czy gdzieś ktoś nie popełnił błędu. Choćby w kwestii edukacji. Spora część niemieckich biznesmenów, ponad pół miliona od czasu zakończenia drugiej wojny światowej, kształciło się w Akademii Menadżerów Gospodarki w Bad Harzburgu, gdzie uczono między innymi technik zarządzania stworzonych przez Reinharda Hoehna, byłego kacyka okresu nazizmu.
Z pewnością z tego wszystkiego coś wyniknie. Czy dojdzie jednak do jakiejś rewolucji? Trudno się jej spodziewać, bo, co by nie mówić, Niemcy odniosły gigantyczny sukces. I z pewnością, mimo wszystko, są jasnym punktem na mapie Europy. Choćby ze względu na wysoką, choć nie najwyższą w UE innowacyjność swojej gospodarki.
Ważna jest jeszcze inna kwestia. Koncerny, szczególnie z branży motoryzacyjnej, z pewnością są szalenie istotnymi punktami na mapie gospodarczej Niemiec. Przychody VW, BMW i Daimlera są większe niż roczne dochody do federalnego budżetu. Jednak niemiecka gospodarka stoi małymi i średnimi firmami. Oczywiście te firmy w wielu przypadkach kooperują z wielkimi koncernami, ale sukces tych ostatnich nie byłby możliwy bez ciężkiej pracy mniejszych, często małych przedsiębiorców. Nieprzypadkowo w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej we Francji podniesiono właśnie tę kwestię. „Cóż z tego…”, pisano, że „…mamy znacznie więcej przedsiębiorstw w zestawieniu pięciuset największych firm świata niż Niemcy, skoro to oni przekroczyli bilion euro eksportu, a my nie osiągamy nawet połowy tej wielkości? ”. I to właśnie te mniejsze firmy, często rodzinne, tworzą wizerunek niemieckiego biznesu. A zatem skandale związane z koncernami rysy zapewne spowodują, już spowodowały, ale nie będzie to oznaczało jakiegoś dramatu. Przynajmniej w średnim i długim okresie.
A sam VW? Czy przetrwa ten kryzys? Szacuje się, że może on go kosztować nawet więcej niż 60 mld euro. Firma zapowiada zmianę strategii, skoncentrowanie się na napędach hybrydowych i elektrycznych, i mocne ograniczenie planów inwestycyjnych. Szczególnie jeśli chodzi o tworzenie nowych modeli. Już wiemy, że będzie ich sporo mniej. A jeśli sytuacja będzie na prawdę podbramkowa, to rząd Niemiec zapewne w to wszystko się włączy. Nie tylko z uwagi na wielkość koncernu, fakt, ile osób zatrudnia, ale także na to, że jest on jednak symbolem. Oby tylko to włączenie nastąpiło w czysty, nomen omen, sposób.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze