Pisowcy nie zatrudniają swoich pociotków, ale jeszcze usiłują coś dokraść, przepompowują ostatnie budżetowe pieniądze do swoich samorządów i spółek, przepisują majątki na żony, dzieci (to specjalność Morawieckiego i Obajtka), wykonują jakieś idiotyczne gesty, jak Rydzyk podczas czegoś, co przypominało stypę jego mediów, którą uświetniło kilku biskupów oraz sam Macierewicz witany jak Sobieski wracający spod Wiednia. Jeszcze starają się zabetonować swoich pachołków w różnych instytucjach, przede wszystkim w mediach. Podnoszą wrzask w obronie niezależnego, wybitnego ekonomisty i autorytetu gospodarczego, profesora Glapińskiego, który przecież nie ma nic wspólnego z PiS-em, jest apolityczny, niepoddający się niczyim wpływom, ani żadnym broń Boże naciskom Kaczyńskiego, wybitny i kompetentny fachowiec. Ale generalnie pisowcy już tylko kłamią. Kłamią z jakąś niepojętą zaciekłością. Trudno zrozumieć motywację funkcjonariuszy „szczujni”, przecież wiedzą, że ich dni w TVP i innych reżimowych mediach są policzone, ale kłamią coraz zajadlej. Przez kilka dni zaraz po wyborach w „szczujni” trochę zaczęło się zmieniać, zmienił się język, styl, akcenty, ale teraz nie dość, że wszystko wróciło do plugawej normy, to jeszcze uległo dalszemu sparszywieniu. Być może przyszły instrukcje od największego współczesnego polskiego polityka, wielkiego męża stanu, godnego kontynuatora myśli Piłsudskiego, może dostali jakieś obietnice, może wreszcie czymś zostali zaszantażowani, że kłamią jeszcze podlej. Szambo po wyborach wybiło z siłą co najmniej równą temu, jak wybijało w trakcie kampanii. Obowiązuje przekaz, że PiS zwyciężyło, ale to zwycięstwo zostało przez zdrajców i niemieckich agentów (na czele z Tuskiem) zniszczone. Zdrajcy, którzy wykorzystali ogłupienie narodu przez niemieckie media (PiS jak wiadomo nigdy nie ma dostępu do mediów, jest prześladowany i niszczony przez lewackie i antypolskie siły), dorwali się do rządów i mimo że patrioci wygrali wybory, nie sprawują władzy, co jest sytuacją przejściową i tymczasową. Zagrożona jest nasza niepodległość, samo istnienie Polski i polskiego narodu, dlatego należy ze wszystkich sił tej niepodległości bronić, czyli zwalczać niemieckiego agenta Tuska i ludzi, którzy mu służą. W tej walce nie liczy się nic, jak tylko obrona polskiego interesu narodowego, wszelkie metody są dozwolone, cel uświęca środki, bo gra idzie o przyszłość narodu i państwa. I dlatego media narodowe, wolne i niepokorne (czyli pisowskie) nie mogą przestać walczyć o Polskę. Wszędzie, gdzie tylko można, patrioci i ludzie kochający Polskę powinni dawać świadectwo prawdzie, czyli zwalczać przeciwników PiS-u, a przede wszystkim kwintesencję zła, niemieckich wpływów, kolejnego niemieckiego gauleitera zesłanego na nasz tak ciężko doświadczany kraj – Tuska.
Teraz z przyjemnością oglądam „szczujnię”, przede wszystkim TVPInfo, także (chociaż zdecydowanie rzadziej) Telewizję Trwam. W okresie pisowskiego reżimu nie tylko nigdy nie powiedziałem tam jednego słowa, ale też nigdy nie zdobyłem się na oglądanie tego paskudztwa. I nigdy nie zgodzę się z poglądem, że należy tam chodzić z misją głoszenia prawdy dla ich elektoratu. Na szczęście ten dylemat mamy w zasadzie za sobą. Za chwilę medialny rynsztok spłynie do kanalizacji, gdzie jego miejsce. Przyjemność z oglądania reżimowych mediów bierze się z tego, że ludzie, którzy rządzili Polską, prezentują bezsilną wściekłość, kłamią nadal, ale już jakoś inaczej, bezsilnie, żałośnie, bez przekonania, pasji, pewności siebie. Są smutni, wiedzą, że ich dni w mediach są policzone. Silą się na dowcipy, ironię, żarty, małpują „szkło kontaktowe”, starają się jak mogą, ale nie potrafią uniknąć tego, co nazywa się robieniem dobrej miny do złej gry. Są przegrani, a wielką radością od 15 października jest oglądanie przegranych pachołków podłego reżimu, infantylnej dyktatury żoliborskiego dyktatorka. Nastąpiło nawet patriotyczne wzmożenie takich rycerzy kłamstwa i funkcjonariuszy reżimu, jak: Fuesette, Kłeczek, Holecka, Rachoń, Ogórek, Raczyńska, Karnowscy, Janecki itp. Nieustannie powtarzają różne brednie, a ostatnio usiłują wmówić komu się da istnienie jakiejś „afery wiatrakowej”, niemieckich agentów piszących dla Polaków ustawy. Wydaje im się, że możliwe będzie po raz kolejny powtórzenie tego, co udało się w przypadku tzw. afery hazardowej. Wygląda na to, że politycy obozu demokratycznego nauczyli się już ignorować pisowskie kłamstwa i nie dać się prowokować. Chociaż i tak jest irytujące oglądanie przyzwoitych polityków, zbyt grzecznie i cierpliwie wyjaśniających swoje argumenty ludziom, którzy nie zwracają uwagi na argumenty – bo służą kłamstwu – dających sobie bezkarnie przerywać udającym dziennikarzy, dobrze opłacanym propagandystom. Wydaje się, że ta fala kłamstwa i agresji medialnej jest przejawem bezradności, do nich może nie do końca dotarło, że za chwilę „szczujnia”, w której służą reżimowi, zniknie. Najpewniej mają instrukcję – nakłamać, ile się da, zawsze coś zostanie na wybory samorządowe. To będzie piękny moment zamykania „szczujni” i mniej więcej w tym samym czasie (tak przynajmniej sądzę) zakończenie „pracy dla Polski” p. Glapińskiego. Cwaniactwa i umiejętności chodzenia koło swoich spraw nie można mu odmówić. Jest odrębnym problemem to, czy bajecznie wzbogaceni na niszczeniu demokracji, łamaniu praworządności, wprowadzaniu w Polsce autorytarnego systemu tacy ludzie, jak Kaczyński, Glapiński, Morawiecki, Przyłębska, Karnowski, Sakiewicz, Wildstein, Duda i tysiące innych powinni zwrócić Polsce to, co kosztem Polski nagromadzili? Nie miejmy złudzeń, oni uznają tylko taką sytuację, w której sprawują niekontrolowaną władzę, pojednanie i zakończenie wojny polsko-polskiej jest konieczne dla dobra Polski, ale nie może oznaczać pozostawienia przestępcom tego, co ukradli i zrabowali. Liczenie na to, że pisowcy się poprawią i staną się przyzwoitymi ludźmi, zdolnymi do szanowania demokracji, jest skrajną naiwnością i głupotą. To zorganizowana grupa przestępcza, która potrafi tylko kraść i kłamać.
Po spotkaniu Donalda Tuska z ministrami większościowej koalicji odbyła się jego konferencja prasowa, wyjątkowo umiarkowana w formie i treści, pojednawcza. Odpowiedzią pisowskiego reżimu było wystąpienie jednego z obrzydliwszych propagandystów, Jacka Karnowskiego, który prezentował coś w rodzaju aktu oskarżenia wobec przyszłego premiera, a istotą tego aktu było kłamstwo i nienawiść. Wściekłość, że przegrali, straszliwy żal i pretensja do całego świata (ale oczywiście nie do siebie) są istotą pisowskiej propagandy, a w następnych dniach jest i będzie tylko ostrzej i gorzej. Żadnych złudzeń panowie symetryści, wśród których niektórzy z pewnością chcą dobrze. Kaczyński „…na razie buduje mit oblężonej twierdzy, mniejszości gnębionej przez obecną koalicję – w roli męczenników obsadzając Witek i Pęka. Elementem tego planu jest walka z postulowaną przez europarlament reformą traktatów unijnych, którą Kaczyński uznaje za próbę likwidacji państwa polskiego”. (Anna Dąbrowska, Wojciech Szacki, „Smutek prezesa”, „Polityka”, 22-28. 11. 2023 r.). Wokół kolejnego kłamstwa – bo kłamstwo smoleńskie najwyraźniej ulega zużyciu wraz z osobą Macierewicza, który jest już tylko groteskową figurą – pisowcy będą próbowali stworzyć kolejny mit założycielski. Mam nadzieję, że tym razem na próżno. Walka o wolną i demokratyczną Polskę, która była przez kolejne pokolenia Polaków podejmowana, gdy tej wolności nie było, otrzymała mocne wsparcie od społeczeństwa 15 października i teraz zapisujemy nowy, radosny rozdział najnowszej historii. Nasz kraj odrzucił władzę pisowców, ale ich recydywa jest możliwa. Zaczyna się walka o to, by do tej recydywy nie doszło.




















